poniedziałek, 30 maja 2011

Mój TOP TEN (literatura polska)

Uff, w końcu udało mi się skończyć jakiś post. Mam na komputerze rozdłubanych 6 tekstów i na żaden czasu, by dokończyć. Jednakowoż, co oczywiste, dwutygodniowa Szkrabianka ma absolutne pierwszeństwo.

Przechodząc do ad remu: Biblionetkowy plebiscyt zmobilizował mnie do wybrania książek najlepszych, najciekawsze, najważniejszych, ukochanych etc., etc. Problem w tym, że wymagana maksymalna liczba tytułów to 5 polskich i 5 zagranicznych pozycji, a ja zatrzymałem się na liczbie 10 w obu tych kategoriach i ani rusz nie dają się one zredukować (zwłaszcza zagraniczna). Zanim więc przejdę do arcybolesnego procesu wybierania i skreślania (czas na to jest do 15 sierpnia), mogę zaprezentować we własnym ogródku tę listę w jej obecnym kształcie. Tym bardziej, że właśnie teraz jest ona dość reprezentatywna, choć już na tym etapie wyleciało wiele wybitnych i ukochanych przeze mnie tytułów. Ale walka o miejsce była, jest i będzie bardzo wyrównana.

Dziś literatura polska. Wykaz jest ułożony alfabetycznie według nazwisk autorów.

EDIT: literatura obca tutaj .



Roman Brandstaetter, "Jezus z Nazarethu"
Wyjątkowa powieść o Jezusie, zanurzona bardzo głęboko w tradycji i obyczajowości żydowskiej, czy zgoła wręcz w czymś co można nazwać psychologią narodu. Równie głęboko potraktowana jest sama historia - to biografia nie tyle historyczna, co biografia teologiczna, biografia korzeni wiary chrześcijańskiej. Książka równie niezwykła jak jej autor - wierzący Żyd i wierzący katolik w jednym. Chciałoby się o niej powiedzieć - autentycznie natchniona. Chyba moje największe przeżycie duchowo-literackie.
 
Jacek Dukaj, "Lód"
Historiozoficzna megapowieść Dukaja zdumiewa iście epickim rozmachem, kompleksową wizją świata umiejscowionego w alternatywnej, zamarzniętej przeszłości, kunsztownym językiem w stylu retro, pełnokrwistymi bohaterami (zwłaszcza na drugim planie), wreszcie mnogością odwołań i nawiązań (literatura zesłaniowa, bildungsroman, Kafka, Christie to tylko niewielki ułamek). Być może Dukaj chwilami nie panuje nad słowotokiem, być może nieco rozczarowuje zakończenie, być może "Lód" jest miejscami przeładowany drobiazgowością wykreowanego świata i obfitością długaśnych dialogów. Ale ostatecznie pozostawia w niemym zachwycie.

Piotr Kofta, "Piękne wieczory"
Zbiór opowiadań, w których Kofta pochyla się nad wszystkimi odmieńcami, nieudacznikami, przegranymi i  osobnikami rozrzuconymi na bocznych torach transformacji ustrojowej i życia w ogóle. Czyni to z niezrównaną mieszanką liryzmu i ciepłego, wyrastającego z tradycji czeskiej humoru. Niektóre teksty ("Nocna zmiana") to pełne fabuły, inne - jedynie krótkie impresje, uchwycone jak migawką aparatu sytuacje, zawieszone gesty, niedopowiedziane słowa, drobne rekwizyty. Piotr Kofta, nieodrodny syn swojego wielkiego Ojca, stworzył prozatorski odpowiednik poezji tamtego.

Zbigniew Nienacki, "Raz w roku w Skiroławkach"
Realizm magiczny w polskim wydaniu. Do Skiroławek wracam co roku, w lecie, poobcować z tą prozą - tyleż filozoficzną co rubaszną, tyleż obyczajową co mającą charakter na wpół żartobliwej przypowieści. Wejść ponownie pomiędzy te prześwietnie, choć grubą kreską nakreślone postaci, i przypomnieć sobie ich roztrząsania najważniejszych spraw wszechświata. Sensacyjny wątek i smakowita zmysłowość (niegdyś przecież "Skiroławki" były powieścią skandalizującą) dopełniają tylko czegoś, co jest dziełem mistrzowskim. 

Bolesław Prus, "Lalka"
Przede wszystkim za Wokulskiego, postać szalenie mi bliską (na tym polu o włos wygrywa z Wołodyjowskim; przewagą tak niewielką, że niewykluczone, że do 15 sierpnia jeszcze się to zmieni). Ale też za klimat przegranych złudzeń i jadowitą panoramę warszawskiej arystokracji XIX wieku. Sklep zmienia pana, a świat - postać, jak ujął to Kaczmarski.

Stanisław Rembek, "W polu"
Iście apokaliptyczna wizja odwrotu dywizji Żeligowskiego w lipcu 1920 roku z perspektywy oficerów i żołnierzy liniowych. Dzieło wyprzedzające swoją epokę rozdygotaną jak senny koszmar batalistyką i spuentowane wizyjnym, metaforycznym finałem. Do dziś bez odpowiednika w późniejszej literaturze polskiej (więcej o Rembeku i "W polu" pisałem tutaj).

Jerzy Sosnowski, "Prąd zatokowy"
Jeśli już koniecznie szukać etykiety na twórczość Sosnowskiego, to byłaby to literatura metafizycznego niepokoju. Naczelnym jej tematem jest człowiek postawiony wobec świata, który spod jak najbardziej trywialnych realiów ujawnia nagle swoje drugie, nieracjonalne oblicze; drugie dno, wymykające się tradycyjnemu poznaniu i zrozumieniu. W "Prądzie zatokowym" Sosnowski bez jednej fałszywej nuty łączy dwa oddalone o sto lat wątki (pewne śledztwo w sprawie proroczego listu i pewne spotkanie filozoficzne na francuskim wybrzeżu dawno temu), a przede wszystkim w piękny sposób opowiada - by użyć jego własnych słów - o przeciwstawianiu się rozpaczy.

Krzysztof Varga, "45 pomysłów na powieść"
Zbiór literackich impresji, z których tylko niektóre to pełnowymiarowe opowiadania. To raczej przesiąknięte poczuciem melancholii obrazy, z których większość to zaczątki bądź fragmenty fabuł, znaczące sytuacje wyrwane z większej całości, literackie refleksje nad trywialnością przemijania, które jest od zawsze obsesją pisarską Vargi. Kunszt językowy, choć bez żadnych ligwistycznych wygibasów, pozwala zapomnieć o pewnej wtórności (Cortazar, Borges, Calvino) i po prostu smakować. Literatura składa się ze zdań, a tym, co ją różni od innych rodzajów słownej wypowiedzi jest to, że zdania te są piękne. Są.

Wojciech Witkowski, "Burzliwe dzieje pirata Rabarbara"
Przezabawna i absolutnie bezkrwawa (choć pełnokrwista) historia zbuntowanego żeglarza z fregaty "Pierś łabędzia", przemianowanej na "Kaczy kuper" przez złośliwego kapitana Octa. Spiracony Rabarbar pływa na szkunerze o żaglach w kwiatki (uszytych przez wiernie wspierającą go żonę Barbarę), stacza prawie dwie bitwy morskie, strzela arbuzami i pomidorami, pyka nabijaną tureckim pieprzem fajkę (jej cybuch zrobił z długiej dziury owiniętej blachą) i wreszcie dochowuje się nieodrodnego syna - a to wszystko w jedynej w swoim rodzaju oprawie graficznej Edwarda Lutczyna. Plus kapitalny obraz relacji małżeńskich i wielopiętrowy humor sytuacyjny i językowy, dla którego wracam do tej książki od ćwierć wieku.

Marcin Wroński, "Kino Venus"
Drugi tom cyklu poświęconego lubelskiej przedwojennej policji w osobach komisarza Zygmunta Maciejewskiego i jego współpracowników to pełnokrwisty kryminał, w którym nawet główny bohater z ledwością wydobywa się z tarapatów. Zbudowana z mocnych scen opowieść o zaskakująco współczesnych odniesieniach, naszpikowana błyskotliwymi dialogami i okraszona mnogością odniesień do starego kina, co stanowi miód na moje kinomańskie serce. Nas nie interesują nogi Marleny Dietrich!


I jak tu skreślić połowę?...

9 komentarzy:

  1. Brawo...Brandstaettera cenię sobie za poetyczność utworów, a pozostali w większości nie ustępują jemu w niczym. Ale ja sam bym się na takowe zestawienie jednak nie zdobył.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miód mi się leje prosto w serce: moje ukochane Skiroławki! Tak niewielu czytelników do nich dorasta..

    OdpowiedzUsuń
  3. No tak, "Skiroławki" to pewne miejsce na podium, gryby układać hierarchicznie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Intrygująca lista, tak odmienna od powszechnie przyjętego kanonu. Zastanawiałem się z czym tu wrócić z dzisiejszej wycieczki do biblioteki, ale wiem że od Dukaja już nie da mi się uwolnic i musze go po prostu poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dukaj nie jest łatwy na początek polecałbym albo "Lód" albo może nawet bardziej - "Inne pieśni".

      A lista odmienna, bo BARDZO osobista i subiektywna (i na dodatek po tych dwóch latach od jej zestawienia już ułożyłbym inaczej, a możliwe że ciut inny zestaw).

      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Mam zupełnie inaczej, ale Kofta nas łączy: http://proczyliza.blogspot.com/2015/05/10-polskich-arcyksiazek.html

    Pozdrawiam serdecznie i dodaję cię do listy czytelniczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, moja lista już byłaby trochę inna. Ten wpis ma 5,5 roku. W drugiej edycji nie znalazłby się na pewno Varga, a może i Wroński - mimo całej sympatii. Wskoczyłaby "Solfatara" Macieja Hena i wielki nieobecny - "Stankiewicz" Rylskiego (wydanie wspólne z mniej udanym "Powrotem" osłabiła przy układaniu listy jego pozycję). Pozostała ósemka pozostaje niezagrożona :)

      Usuń
    2. To miło, że łączy nas jeszcze "Solfatara" i Rylski. A co z Odojewskim? Gorąco polecam!

      Usuń
    3. Do Odojewskiego przymierzałem się kiedyś, jakieś 10 lat temu, i mi nie podszedł stylistycznie (konkretnie było to "Zasypie wszystko, zawieje"). Ale nie skreślam go po mnie na swój sposób pociąga; doświadczenie uczy, że z latami odbiór się zmienia i takich falstartów do później udanych lektur zaliczyłem już wiele, od Sienkiewicza po Dukaja. Może Odojewski też musi trafić na "swój czas".

      Usuń