(Notka jest krótka, gdyż jestem zajęty innym, dłuższym i mocno wymagającym tekstem) Jakieś dwadzieścia lat temu pewna bliska mi osoba w trakcie rozmowy o "Klaudiuszu" Gravesa westchnęła: "Ach, Aecjusz , jaka TO jest książka..." Zapadło mi to w pamięć, ale przez lata nie po drodze było mi z Aecjuszem (a może to jemu ze mną?). W efekcie jest to też książka, która najdłużej czekała na liście do przeczytania. A takich powieści historycznych już się dzisiaj chyba nie pisze. Któż dziś potrafiłby na ledwie 300 stronach przedstawić tyle zawiłości dziejowych i psychologicznych?