Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Włosi

Przygodowa podróż do wnętrza siebie (Davide Morosinotto, "Renomowany katalog Walker & Dawn")

Mnóstwo frajdy, fura emocji i tematów do rozmów w rewelacyjnej, rozpisanej na cztery głosy  powieści przygodowej w starym stylu.

Przemijanie (Giuseppe Tomasi di Lampedusa, "Gepard")

To bezsprzecznie jedna z tych książek, do których się wraca. Jedyny do niedawna przekład Zofii Ernstowej z lat 60. czytałem tylko raz, ale wydane w 2009 roku tłumaczenie wybitnego italianisty Stanisława Kasprzysiaka - już dwukrotnie. Nie wnikam w jakość przekładu Ernstowej, bo sporo można o tym znaleźć w Internecie; po prostu wersja Kasprzysiaka wygrywa u mnie w cuglach. Nowy tytuł, choć to zmiana najbardziej rzucająca się w oczy, to sprawa nie jedyna i nie najważniejsza - ale wytycza kierunek, jakim jest wierność wobec oryginału (gepard jest zwierzęciem herbowym powieściowego księcia Saliny, podczas gdy lampart, jak do tej pory "tłumaczono" tytuł "Il Gattopardo", znajdował się w herbie autora - dla uczciwości dodajmy, że to błąd nie tylko polskiej tłumaczki, bo np. wersja angielska zatytułowana była analogicznie "The Leopard" zamiast "The Gepard").

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (1)

Marcello Venturi, "Ostatni żaglowiec"    Sentymentalno-humorystyczna powiastka o grupie emerytowanych marynarzy, którzy chcą wyruszyć w jeszcze jeden rejs , by zacytować klasyka. W tym celu wielkim nakładem sił i środków remontują stary wrak żaglowca i usiłują umknąć oschłym opiekunkom z domu samotnej starości, który - co to ukrywać - jest przedsionkiem cmentarza nie tylko dla kochających przestrzeń marynarzy. Do tego celu będą musieli wykazać się nie lada sprytem, zmysłem organizacji (brak funduszy!) i solidarnością, co w gronie krewkich staruszków nie będzie łatwe. Niby nie jest to żadne arcydzieło, ale czyta się nad wyraz miło, a klimat tęsknoty za żaglami, który wiosną 2013 roku sam mocno odczuwałem, podbija ocenę o połówkę.   5,0 / 6 . Leo Perutz, "Judasz Leonarda" Kto dał twarz Judaszowi na Ostatniej Wieczerzy Leonarda DaVinci? Na tym pytaniu Leo Perutz osnuwa historię bezbrzeżnej chciwości i zaprzedanej miłości, nie zaniedbując ...

...i w godzinę śmierci naszej (Maria Corti, "Godzina próby")

Ścieżyną, wydeptaną niezliczonymi bosymi stopami w trawie i szuwarach doliny rzeki Idro, schodzą o świcie do Otranto kobiety z koszami pełnymi cykorii i miękkich, płasko-krągłych serków; oczy mają te kobiety wielkie i czarne, włosy lśniące i kędzierzawe, chód dumny i śmiały. Takim to niezwykłej urody zdaniem rozpoczyna się rozpisana na pięć głosów dramatyczna opowieść o końcu pewnego sielskiego mikroświata. W roku 1480 tureckie wojska pod wodzą Gedika Ahmeda Paszy, być może przypadkiem zepchnięte silnymi podmuchami tramontany z drogi do Brindisi, trafiły do niewielkiego rybackiego miasteczka Otranto. W kilka dni świetnie wyposażona armia najeźdźców przełamała heroiczną obronę mieszkańców, a tych, którzy nie zgodzili się na konwersję na islam - stracono. W sumie 800 osób.

O uczciwości intelektualnej (Alessandro Baricco, "City")

O Alessandro Baricco przeczytałem u Paren , w recenzji innej jego książki. Wcześniej nie wiedziałem nawet, że film Tornatore "1900. Człowiek-legenda" jest ekranizacją czegokolwiek. Sam akurat po "Saturnie" potrzebowałem czegoś cieplejszego. Padło na "City", nie odstraszyła mnie nawet dziwaczna autorska charakterystyka książki, umieszczona na okładce. - Idziemy? - Idziemy. "City" ma w sobie coś z klimatu pięknego filmu Wayne'a Wanga "Dym". W tej niespiesznej opowieści towarzyszyliśmy właścicielowi brooklyńskiej trafiki i kilku jego klientom. Tamta opowieść zdawała się meandrować między kilkoma postaciami; początkowo poznaliśmy właściciela trafiki, następnie zaprzyjaźniliśmy się z jego klientem - samotnym pisarzem, który na naszych oczach poznaje murzyńskiego chłopca, dalej towarzyszymy temu chłopcu w wyprawie do ojca - i tak dalej, aż gobelin losów splatał się w pełną zadumy i ciepła kombinację. U Baricco podobnie: zacz...