Ja, Rah V. Gelerth, obchodziłem tego dnia urodziny. Udało mi się zastrzelić psa w sile wieku i średniej wielkości. Obdarłem go z gęstej sierści, wypatroszyłem, odciąłem łeb i nadziałem na prowizoryczny rożen, pod którym rozpaliłem niewielkie ognisko. Piekł się zupełnie dobrze. Obiecywałem sobie prawdziwie urodzinową kolację. Takim to sielskim obrazkiem rozpoczyna swoją jedyną powieść 32-letni początkujący reżyser (był rok 1991, jego praca dyplomowa pt. "Kroll" dopiero czekała na premierę). Dalej jest tylko lepiej. Zostajemy bez pardonu wrzuceni w środek świata utrzymanego w najlepszych tradycjach post-apokaliptycznego kina s-f. Rah V. (Rafał!) Gelerth jest jednym z nielicznych ludzi ocalałych z III wojny światowej (jej przebieg był tyleż dramatyczny co niejasny). Przeżył również kolejne 17 lat powojennych. Ta niełatwa sztuka udała mu się dzięki opanowanym do perfekcji technikom przetrwania oraz zabijania wszystkiego, co się rusza w zasięgu wzroku. Inaczej się nie da, b...