Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Golding William

Podróż do kresu świata (William Golding, "Piekło pod pokładem")

O ile w tej odsłonie trylogii dramaturgia dobrze niesie egzystencjalne przesłanie, to trudno pozbyć się wrażenia jego znikomej odkrywczości. 

Podróż trwa (William Golding, "Twarzą w twarz")

Podobno pierwotnie William Golding nie zamierzał pisać "Trylogii Morskiej", a Rytuały morza , które przyniosły mu Nagrodę Bookera, miały być autonomicznym i zamkniętym dziełem. I w sumie częściowo tak właśnie jest - bo konflikt moralno-etyczny jest tak mocno i wyraziście domknięty, że nie przeszkadza temu faktowi pozostawienie otwartych innych wątków ani porzucenie bohaterów w połowie podróży. Jawne zlekceważenie sztafażu powieści marynistycznej na rzecz poważniejszej problematyki kieruje uwagę czytelnika tam, gdzie następuje puenta, a nie tam, gdzie historia pozostaje w zawieszeniu.

Człowiek człowiekowi (William Golding, "Rytuały morza")

Wbrew polskiemu tytułowi Rytuały morza  noblisty Williama Goldinga (1911-1993) nie są powieścią marynistyczną. Zresztą oryginalny tytuł ucieka od marynistycznych skojarzeń i oznacza obrzędy inicjacyjne, nawet niekoniecznie równikowy chrzest morski. Lekki w tonie początek powieści starannie zapowiada kierunek komediowo-salonowej fabuły, który… nie zostanie zrealizowany. Oto młody gentleman Edmund Talbot, wraz z grupką innych pasażerów, których dobór zgodnie z konwencją stanowi przekrój wiecznego brytyjskiego społeczeństwa u schyłku epoki napoleońskiej, zmierza na pokładzie żaglowca do Australii, gdzie objąć ma ważną posadę urzędniczą. Znakomite urodzenie Talbota sytuuje go na tak uprzywilejowanej pozycji, że nawet surowy kapitan Anderson musi - chcąc, nie chcąc - liczyć się z jego zdaniem. Zwłaszcza, że Talbot zabija czas pisząc dziennik adresowany do swego wysoko postawionego protektora. To właśnie powieść jest tym dziennikiem, w którym Talbot wytyka - w sposób w swoim pojęciu...