Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Amerykanie

Przed Apokalipsą (Cormac McCarthy, "To nie jest kraj dla starych ludzi")

Perfekcyjny thriller, okraszony ciętymi dialogami, bogaty w symbolikę i igrający z przyzwyczajeniami czytelnika.

Co wyłania się zza gard (Ernest Hemingway, "Pierwsze 49 opowiadań")

Pozwala prześledzić rozwój pisarza, którego znaczenia i wpływu w literaturze światowej nie sposób negować.

Koni żal (Cormac McCarthy, "Sodoma i Gomora")

W retrospektywie Cormaca puszczam ten tekst niemal bez zmian (przeszedł tylko drobne poprawki redakcyjne), bo po ponownej lekturze powieści stwierdzam, że on nadal idealnie oddaje moje odczucia.

To nie jest kraj dla młodych ludzi (Cormac McCarthy, "Przeprawa")

Formuła podróży narzuca strukturę rozpadającą się w epizody, z których wynikają, trochę na zasadzie szkatułkowej, opowieści poboczne .

Melancholia badlandu (Sam Shepard, "Prując przez raj")

Szorstka i oszczędna proza o ludziach na życiowych zakrętach.

Zakiszeni (James Ellroy, "Burza")

W nakreślonej tu fabule i świecie nie ma za grosz wiarygodności. Druga odsłona planowanego na cztery tomy wojennego cyklu, którym mistrz kryminału zamierza połączyć wątki i postacie swoich już istniejących wcześnieszych siedmiu dzieł. Niestety wygląda na to, że krewki pisarz na stare lata zakochał się bez pamięci we własnym stylu i pisząc o Los Angeles w pierwszych miesiącach po Pearl Harbor (styczeń-kwiecień 1942) zapomniał jak prowadzi się fabułę i konstruuje wiarygodnych bohaterów. W efekcie powieść obejmująca trzy miesiące akcji liczy aż 826 stron, a jej fabuła, zbudowana - klasycznie dla Ellroya - z trzech splatających się śledztw kręci się większość czasu w kółko. Kolejne osoby powtarzają tu całymi stronami stwierdzenia dopiero wygloszone przez innych, dochodzą po kilka razy do tych samych wniosków, drepczą w miescu i pakują w siebie kolejne kilogramy benzendryny, która zresztą, jak się zdaje, wcale nie rozjaśnia im umysłów. No właśnie - używki i cała reszta. Gliniarze Ellroya ...

Wszyscyśmy z płócien Hoppera? ("W świetle i w mroku. Opowiadania inspirowane malarstwem Edwarda Hoppera", red. Lawrence Block)

Zbiór bardzo nierówny, jak wiele podobnych przedsięwzięć.  

Na południe od Grande (Cormac McCarthy, "Rącze konie")

Połączenie pespektywy dość współczesnej (koniec lat 40. XX wieku) z rewizją przeszłości zbliża Cormaca do twórczości Larry'ego McMurtry'ego.

Zakazane imperium (Dennis Lehane, "Nocne życie")

Lehane zgrabnie odmalowuje realia ostatnich sześciu lat prohibicji, ale szkoda, że nie pokusił się o bardziej oryginalną fabułę.

Ognia! (Ray Bradbury, "451 stopni Fahrenheita")

Klasyka antyutopii...

Czas nihilizmu (Cormac McCarthy, "Krwawy południk albo wieczorna łuna na zachodzie")

Wbrew wielu zaoceanicznym opiniom nie uważam  Krwawego Południka  za arcydzieło ani nawet za najlepszą powieść Cormaca. 

Ziemia drży (Dennis Lehane, "Miasto niepokoju")

Tętniąca życiem urbanistyczna epopeja.

Leczenie rozpaczy (Irvin D. Yalom, "Kiedy Nietzsche szlochał")

Bohaterowie Yaloma mierzą się z pytaniami, przed którymi każdy myślący i wrażliwy człowiek prędzej czy później stanie.

Przypowieść o pojednaniach (Ursula K. Le Guin, "Inny wiatr")

Pozostawia pewien niedosyt, ale wieńczy cykl będący dziełem absolutnie niezwykłym.

Szuler prowadzi śledztwo (Dashiell Hammett, "Szklany klucz")

Żelazny klasyk noir

Śmierć i mężczyzna (Cormac McCarthy, "Suttree")

Dziwna i niezwykła książka. Przed 12 laty skapitulowałem z recenzją, nieumiejąc opisać własnych wrażeń. Tym razem wylały się chyba trochę nieskładnie, ale zawsze to coś.  BTW, dziś 1. rocznica śmierci Cormaca...

Cena władzy (John Williams, "August")

Epistolarna powieść o Oktawianie, laureatka National Book Award '72

Poszerzanie świata (Ursula K. Le Guin, "Opowieści z Ziemiomorza")

Pierwsze, trzecie i piąte opowiadanie przesądzają o wartości zbioru.

Zatrute miasto (Dashiell Hammett, "Krwawe żniwo")

Debiut, który inspirował Kurosawę, Sergio Leone i braci Coen.

Listy noir (Raymond Chandler, "Mówi Chandler")

Będziecie mogli zajrzeć przez ramię (czy wręcz do głowy) jednemu z najwybitniejszych pisarzy ubiegłego wieku, któremu współczesna kultura zawdzięcza prawdopodobnie więcej niż komukolwiek innemu.