Przejdź do głównej zawartości

Między Hłaską a wczesnym Quentinem (Marcin Rumiński, "Krwisty befsztyk")

Lakoniczne opowiadania Rumińskiego leżą gdzieś na przecięciu stylistyki noir, dziedzictwa Hłaski i szorstkiego absurdu wczesnego Tarantino, ale jednocześnie wyziera z nich, spomiędzy wierszy, niemało gorzkiej prawdy o Polsce końca lat 90.




Tragicznie zmarły młody podróżnik i początkujący prozaik (1972-2004) dorobił się raptem dwóch pozycji książkowych (po jednym tomiku poezji i opowiadań), poprzedzonych trzema publikacjami w dwumiesięczniku literackim "Studium". Zabiła go złapana w Afryce malaria mózgowa.

Pisarstwo zaprezentowane w cieniutkim zbiorze dziewięciu opowiadań pod uroczym tytułem Krwisty befsztyk zawieszone jest między tradycją noir (z zastrzeżeniami, o którymi poniżej) a surowym klimatem współczesnych pisarzowi blokowisk. Ale decydujący smak wnoszą widoczne gołym okiem silne wpływy Marka Hłaski (skądinąd też czerpiącego z noir i francuskich egzystencjalistów). Poczucie fatum wiszącego nad bohaterami usiłującymi radzić sobie w spsiałej, brutalnej rzeczywistości, dominuje w wszystkich niemal tekstach zbioru. Najmocniej jednak wybrzmiewa w Ciszy po bohaterach - najlepszym tekście zbioru, w którym realia blokowisk mieszają się z gęstniejącą z każdą stroną atmosferą zaciskającej się pętli, a niknące szanse na łut szczęścia jako żywo przypominają klasyczną Asfaltową dżunglę W. R. Burnetta (i film Johna Hustona). Z kolei poszukiwanie pracy na kutrach i kąta do mieszkania w Lepszy śledź niż eros to już czysty Hłasko z Ósmego dnia tygodnia. Choć tam inne były cele odysei bohaterów - w dodatku pary, a u Rumińskiego mamy samotnika - to aura wypatrywanego a złudnego happy endu, łańcuszek niespełnionych obietnic losu i dojmujące poczucie zatrzaśnięcia w życiu niewątpliwie trafiłyby do serca "kaskadera literatury". W tym kontekście motto opowiadania wzięte z Dezyderatów Maxa Ehrmanna zakrawa na gorzkie szyderstwo. Zresztą ironia nie jest obca autorowi Befsztyku, bo już obrót spraw w Pani doktor budzi, po początkowym zaszokowaniu przemocą, osłupienie sąsiadujące z .…satysfakcją. Ale są tu też teksty bardzo gorzkie i przejmujące (Zgon).

Właśnie synteza goryczy z ironią i wyczuciem absurdu oraz bezpardonowe operowanie przemocą u częstochowskiego pisarza nasuwa skojarzenie z wczesnym Tarantino, tym z okresu Wściekłych psów - co znów prowadzi do inspiracji noir (Wściekłe psy przetwarzają m.in. motywy ze wspomnianego filmu Hustona). Te lakoniczne opowiadania (najkrótsze nie ma nawet dwóch stron) leżą gdzieś na przecięciu tych wszystkich wymienionych tropów, ale jednocześnie wyziera z nich, spomiędzy wierszy, niemało gorzkiej prawdy o Polsce końca lat 90. To nie panorama społeczna, ale w tle, w niewesołej sytuacji bohaterów - nie zawsze przecież pochodzących ani powiązanych z półświatkiem - w umocowaniach rodzinnych i ekonomicznych, przebijają zwięźle podane obserwacje będące niewątpliwie sugestywnym świadectwem swoich czasów. Summa summarum Befsztyk to na polskim gruncie wyjątkowe danie i naprawdę wielka szkoda, że nagła śmierć w wieku raptem 32 lat zabrała jego autora z tego świata.

Ode mnie: 5,0 / 6

Więcej o Marcinie Rumińskim można przeczytać tutaj.

Za zwrócenie uwagi na recenzowany tytuł dziękuję serdecznie Jakubowi Piechocie.


Marcin Rumiński, Krwisty befsztyk. Kraków: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2000.



Komentarze