Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Lektura z 2012

Psy wojny (Władysław Pasikowski, "Ja, Gelerth")

Ja, Rah V. Gelerth, obchodziłem tego dnia urodziny. Udało mi się zastrzelić psa w sile wieku i średniej wielkości. Obdarłem go z gęstej sierści, wypatroszyłem, odciąłem łeb i nadziałem na prowizoryczny rożen, pod którym rozpaliłem niewielkie ognisko. Piekł się zupełnie dobrze. Obiecywałem sobie prawdziwie urodzinową kolację. Takim to sielskim obrazkiem rozpoczyna swoją jedyną powieść 32-letni początkujący reżyser (był rok 1991, jego praca dyplomowa pt. "Kroll" dopiero czekała na premierę). Dalej jest tylko lepiej. Zostajemy bez pardonu wrzuceni w środek świata utrzymanego w najlepszych tradycjach post-apokaliptycznego kina s-f. Rah V. (Rafał!) Gelerth jest jednym z nielicznych ludzi ocalałych z III wojny światowej (jej przebieg był tyleż dramatyczny co niejasny). Przeżył również kolejne 17 lat powojennych. Ta niełatwa sztuka udała mu się dzięki opanowanym do perfekcji technikom przetrwania oraz zabijania wszystkiego, co się rusza w zasięgu wzroku. Inaczej się nie da, b...

Pokój z Vidocqiem (Michael Capuzzo, "Klub koneserów zbrodni")

Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel – mogliby zanucić główni bohaterowie książki Michaela Capuzzo, założyciele towarzystwa detektywistycznego, któremu patronuje Eugène Vidocq (1775-1857), francuski awanturnik (najpierw) i policjant (później). Vidocq stworzył od podstaw nowoczesną, sprawną i skuteczną   policję kryminalną, a później pierwsze w historii biuro detektywistyczne.   Jego barwny życiorys posłużył Victorowi Hugo za kanwę postaci zarówno Valjeana jak i Javerta (!) w „Nędznikach”. Towarzystwo Vidocqa zostało założone w 1990 roku i skupia 82 starannie wybranych członków (tylu lat dożył jego patron). Są wśród nich policjanci, agenci federalni, detektywi, psychologowie, lekarze. Osnowę książki zatytułowanej przez autora „Sala Morderstw” (tak nazywała się sala, w której zespół Vidocqa prowadził prace śledcze) stanowią relacje trzech ojców–założycieli. A są to:

Psycholog na tropie (Caleb Carr, "Alienista")

Dziś nazywalibyśmy go profilerem. Alienista to psycholog - kryminolog, specjalista od chorych psychicznie – czyli według XIX-wiecznej nomenklatury wyalienowanych . Dziś dla potrzeb policji tworzy portret psychologiczny poszukiwanych osób, przeważnie przestępców, zwłaszcza morderców. Dzięki znajomości zakamarków ludzkiego umysłu i dzięki własnej inteligencji taki człowiek jest w stanie odtworzyć pokręcone drogi, którymi porusza się umysł psychopaty, być może wskazać hipotetyczne miejsce jego przebywania, wytypować jego potencjalne kolejne ofiary. Przy odrobinie szczęścia – trafnie.

Stracone pokolenie (Roman Bratny, "Kolumbowie rocznik 20")

Główny pretendent do tytułu Zaskoczenia Roku. "Kolumbowie" wpadli mi w ręce zupełnym przypadkiem i zabrałem się za lekturę z rezerwą. Spodziewałem się trącącej myszką, trochę koturnowej opowieści o młodych akowcach (to akurat wiadomo), takiej harcersko-wojenno-sentymentalnej gawędy, z prostym stylem i sztucznymi dialogami. A dostałem panoramiczną, szczerą do bólu historię, w której króluje nieprzerwane zmaganie ze strachem, brutalna przemoc i przygnębiająco pesymistyczny ton. Klasyczna dziś, choć zapomniana (sam nie sięgnąłbym po nią, gdyby nie przypadek!) trzyczęściowa epopeja Romana Bratnego to dzieło podsumowujące tragiczny los pokolenia urodzonego we wczesnych latach 20. Pokolenia, którego młodość przypadła na lata wojny, okupacji - w tym zryw Powstania Warszawskiego - i kształtowania się władzy ludowej zaraz po wojnie. Bratny, sam w czasie wojny walcząc w AK, operuje własnymi wspomnieniami z niedalekich przecież czasów - powieść ukończył w 1956 roku, tylko kilka l...

Do Australii bram (Patrick O'Brian, "Zapomniana wyspa")

To już piąta odsłona wielotomowej opowieści twardym kapitanie Jacku Aubreyu i jego przyjacielu doktorze Stephenie Maturinie. Tym razem rejs zapowiada się wyjątkowo długi, bo Aubrey dostaje rozkaz dostarczenia transportu więźniów do kolonii karnej Botany Bay, mieszczącej się na wschodnim wybrzeżu Australii. Nie jest z tego powodu szczęśliwy, bo więźniowie pod pokładem oznaczają niekończące się problemy.  Zwłaszcza, że wśród nich znajdują się kobiety, co - jak wiadomo - dla żeglarza zawsze oznacza kłopoty. Do tego kapitan nie o wszystkim może decydować i nie o wszystkim posiadać odpowiednią wiedzę, jako że jedna z kobiet jest amerykańsko-francuskim szpiegiem, a doktor Maturin (jak wiadomo z poprzednich tomów - agent brytyjskiego wywiadu) ma za zadanie wyciągnąć z niej jak najwięcej informacji, nim nim dotrze ona w ponure miejsce swego przeznaczenia. Tak więc rejs zapowiada się dla "Szczęśliwego Jacka" wyjątkowo niekomfortowo...

Na starych śmieciach (E. L. Doctorow, "Homer i Langley")

Jeśli traktować E. L. Doctorowa jako pisarza historycznego, trzeba mieć świadomość, że z historią poczyna on sobie bardzo swobodnie. Począwszy "Księgi Daniela", swojej drugiej powieści, w której przedstawił beletryzowaną wariację na temat głośnej w latach 50. sprawy egzekucji Rosenbergów , opowiedzianą z punktu widzenia ich syna, Doctorow przyjął wyróżniającą go metodę pisarską. Traktuje on fakty z przeszłości i ustalenia historyków jedynie jako punkt wyjścia opowieści, z reguły ukazywanych z perspektywy ich nieznanych uczestników - z reguły szarych Amerykanów, często dzieci. Takie ujęcie, czy to wojny secesyjnej ("Marsz"), czy to epoki nowojorskich rządów Tammany Hall z końca XIX wieku ("Rezerwuar"), czy to pierwszych lat zeszłego stulecia ("Ragtime"), czy wreszcie czasów prohibicji ("Billy Bathgate") i chwil u progu II wojny światowej ("Wystawa światowa") - pozwala mu na pokazanie istotnych momentów w historii Ameryki z...

Mozaika (Marek Paryż, "Od Ralpha Ellisona do Jhumpy Lahiri. Szkice o prozie amerykańskiej XX i początku XXI wieku")

Zbiór tekstów dra Marka Paryża, cenionego amerykanisty z UW, oryginalnie publikowanych jako recenzje (niektóre nawet pamiętam z "Nowych Książek") to nie jest - i raczej nie miało być - opracowanie o książkach najważniejszych bądź najlepszych z omawianego przez niego okresu w literaturze amerykańskiej (okres ten to lata 1952 - 2008). Dr Paryż po prostu prowadzi przez dorobek tej literatury swoją nić wyboru - jedną z niezliczonych, jakie można przezeń przeprowadzić 1) .

Łodzie pod prąd (Richard Russo, "Koniec Empire Falls")

Richard Russo to pisarz wyspecjalizowany w portretowaniu małomiasteczkowej Ameryki, położonej z dala od wielkich metropolii, słynnej Drogi 66 i szlaków turystycznych. Że amerykańska prowincja jest interesująca literacko, wiadomo nie od dziś - w tym przypadku urodzony na wschodnim wybrzeżu Russo zaprasza do stanu Maine, nad rzekę Knox. Trzeba odnotować także jego związki z filmem - zwłaszcza, że telewizyjna ekranizacja "Empire Falls" odniosła spory sukces (2 nagrody Emmy i tyleż Złotych Globów w samych kluczowych kategoriach), a ekranizacja jego wcześniejszej powieści "Naiwniak" przyniosła nominację do Oscara Paulowi Newmanowi. Newman zresztą zagrał i współprodukował "Empire Falls".

O uczciwości intelektualnej (Alessandro Baricco, "City")

O Alessandro Baricco przeczytałem u Paren , w recenzji innej jego książki. Wcześniej nie wiedziałem nawet, że film Tornatore "1900. Człowiek-legenda" jest ekranizacją czegokolwiek. Sam akurat po "Saturnie" potrzebowałem czegoś cieplejszego. Padło na "City", nie odstraszyła mnie nawet dziwaczna autorska charakterystyka książki, umieszczona na okładce. - Idziemy? - Idziemy. "City" ma w sobie coś z klimatu pięknego filmu Wayne'a Wanga "Dym". W tej niespiesznej opowieści towarzyszyliśmy właścicielowi brooklyńskiej trafiki i kilku jego klientom. Tamta opowieść zdawała się meandrować między kilkoma postaciami; początkowo poznaliśmy właściciela trafiki, następnie zaprzyjaźniliśmy się z jego klientem - samotnym pisarzem, który na naszych oczach poznaje murzyńskiego chłopca, dalej towarzyszymy temu chłopcu w wyprawie do ojca - i tak dalej, aż gobelin losów splatał się w pełną zadumy i ciepła kombinację. U Baricco podobnie: zacz...

Portret rodzinny we wnętrzu (Jacek Dehnel, "Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya")

Już dwa tygodnie zastanawiam się, co napisać na temat "Saturna"; w międzyczasie aż zdążyłem skończyć "City" Baricco. Z jednej strony staram się nie wpadać w gromkopierdny ton bezkrytycznego zachwytu, z drugiej - wzorem Kalio chyba dam sobie prawo do nie-bycia-krytycznym na moim własnym blogu; ostatecznie książki po które w końcu sięgam, przechodzą długą karencję i ostry odsiew - i w efekcie niewiele książek przeczytanych uznaję za chybione. Gdybym miał wątpliwości, czy "Saturn" nie będzie stratą czasu - nie przeczytałbym pewnie. A i tak czekał niemal rok, co świadczy, że podchodziłem do niego z pewną rezerwą. Nie wiedziałem, czy w czarnych obrazach odnajdę fascynujący koszmar, czy pretensjonalny koszmarek. Sam Dehnel potrafi być w moim odczuciu zarówno uroczo wyrafinowany, jak i właśnie denerwująco pretensjonalny. I to niekiedy jednocześnie. Francisco de Goya, 1826 (dwa lata przed śmiercią, mal. V. López y Portaña, repr. Wikimedia Commons) Ju...

Betonowa dżungla (antologia "Moskwa Noir")

„Москва Нуар” wpadła w moje włochate łapy z zaskoczenia, bo choć zdawałoby się nieprawdopodobnie, żebym przeoczył coś co ma noir w tytule, to jednak miałem na to spore szanse. Ale na szczęście przydał się do czegoś znany portal społecznościowy i na nim odpowiednia znajomość (dzięki, D.!). Muszę przyznać, ze przytłoczyło mnie to miasto i ta książka. Oczywiście, wiadomo, że w książce tak zatytułowanej można liczyć na zdradliwych przewodników i rozmaite pułapki po drodze, ale jednak rosyjskie нуар ma ów czarny walor *) wyjątkowo smolisty. I jest to czerń matowa - choć nie od razu, bo przecież z początku tomu lśni czernią elegancką, inkrustowaną tu i ówdzie dolarami i blichtrem nowobogackich elit; ba, nawet przywołuje na twarzy czytelnika uśmiech przewrotną puentą. Ale po kolei. Czternaście opowiadań zamieszczonych w zbiorze, zresztą autorów raczej u nas nieznanych, układa się w jakąś upiorną urbanistyczną symfonię: cztery części (opatrzone tytułami wprost z rosyjskich klasyków), a...

Cóż to jest prawda? (Don DeLillo, "Libra")

Nazwisko autora "Libry" do niedawna nie mówiło mi wiele - w gruncie rzeczy tyle, ze jeden z opiniotwórczych krytyków wymienił go jako jednego z najważniejszych żyjących pisarzy Ameryki, obok McCarthy'ego (cenię), Rotha (w większości nie mój klimat) i Pynchona (nie znam). Dopiero James Ellroy wymienił "Librę" jako główną inspirację "Amerykańskiego spisku" . I tak "Libra" trafiła w moje ręce jako kolejna pozycja związana z zamachem na JFK. "Libra" początkowo dezorientuje. Skonstruowana jest z trzech wątków, z których każdy reprezentuje inną perspektywę i stylistykę, natomiast wszystkie spojone są jednym wydarzeniem - Dallas, 22 listopada 1963, zamach na JFK. Pierwsza z tych płaszczyzn to wnikliwa biografia Lee Harveya Oswalda. DeLillo przeprowadził podobno bardzo dokładne poszukiwania archiwalne, można więc przypuszczać, że na poziomie faktów jego opowieść odpowiada tak zwanej prawdzie. Szczegółowość opisów budzi podziw i wrażeni...