Przejdź do głównej zawartości

Kapsuła czasu (E. L. Doctorow, "Wystawa światowa")

Ciąg pieczołowicie odtworzonych, ale dramaturgicznie raczej letnich wspomnień, do których czytelnik zachowuje emocjonalny dystans.



Szóstą swoją powieść Doctorow poprzedził zbiorem krótszych form pt. Żywoty poetów. Sześć opowiadań i nowela (1984), autoironicznie nawiązując tytułem do dzieła XVIII-wiecznego brytyjskiego leksykografa Samuela Johnsona. Otwierający zbiór Pisarz w rodzinie to poruszająca historia chłopca zmuszonego pisać listy do babki w imieniu dopiero co zmarłego ojca. To dość upiorne zadanie staje się drogą do samopoznania (odkrycia talentu), jak też głębszego zrozumienia zmarłego rodzica. Świetnie skrojone, oparte na paradoksie i emocjach opowiadanie jest niewątpliwie świadectwem ówczesnych poszukiwań twórczych Doctorowa, które doprowadzą go do następnej powieści - zresztą nie ono jedno z tego zbioru. Rezerwuar, przepełniony gotycką atmosferą w typie Poego tekst o chłopcu topiącym się w miejskim zbiorniku, zapowiada jako żywo jedno z jego dzieł z lat 90. (jest tam niemal identyczna scena). W Willim chłopiec ujawnia ojcu, że matka zdradza go z nauczycielem (jako że rzecz ma miejsce w Galicji w 1910 roku, finał jest dość przykry). W Myśliwym mężczyzna zabija podczas polowania nauczycielkę. Inna młoda dziewczyna, emigrantka, ginie w zamachu terrorystycznym. Zaś w zamykającej zbiór noweli współczesny pisarz imieniem Jonathan (podobnie jak chłopiec z pierwszego opowiadania; ten dualizm imion też zapowiada Edgara Altschulera z najbliższej powieści Doctorowa) boryka się ze swoim codziennym życiem, wystygłym małżeństwem i poczuciem braku chęci do życia. Rzecz natomiast w tym, że wcześniejsze pięć opowiadań stanowi lustro odbijające różne detale z jego emocjonalnego życia. Często w paradoksalny i nieoczywisty sposób, z przeniesieniem akcentów, zamianą postaci, redukcją kontekstu - ale teksty te tworzą konkretne nitki powiązań, wskazujące, jak na drodze twórczego odreagowania, przepracowania traum, czy poszukiwania życiowych motywacji, powstaje fikcja literacka. I jakkolwiek nadmierne, być może, utopienie finałowej noweli w środowiskowym sosie nowojorskiego światka literackiego obniża rangę i atrakcyjność zbioru, to stanowi on okazję, by zerknąć przez ramię pisarzowi na wyraźnym twórczym zakręcie.

Ode mnie: 3,0 / 6



W następnym roku, pięć lat po Jeziorze Nurów, które nie zdyskontowało sukcesu Ragtime'u, Doctorow w poszukiwaniu obrazów z przeszłości Ameryki w skali mikro sięgnął w końcu do własnych wspomnień z dzieciństwa. Zresztą nie ukrywa tego zabiegu: poza nazwiskiem personalia 8-letniego narratora i jego bliskich są tożsame z samym autorem i jego rodziną, podobnie jak lokalizacja domu czy nawet opisana w książce fotografia małego Edgara na rowerze. Co prawda na miejscu kamienicy przy Eastburn Avenue 1650 znajduje się dziś skwer, ale wiele innych detali w tej części Bronxu nie zmieniło się zbytnio.

Nowojorski pisarz z widoczną lubością zanurza się we wspomnienia z dzieciństwa, nawet niespecjalnie zmieniając detale relacji rodzinnych (np. jego ojciec naprawdę prowadził sklep muzyczny). Z charakterystyczną dla siebie lekkością nadaje obrazom skoncentrowaną perspektywę i wysoką temperaturę emocjonalną, właściwą dziecięcemu postrzeganiu świata. Wrażliwość na doznania w pełnym spektrum zmysłów, wyeksponowane ulotne drobiazgi, na które dorosły nie zwróciłby uwagi, czy też otaczająca wiele sfer życia mgiełka tajemniczości - te wszystkie zabiegi Doctorow ma świetnie opanowane od czasów Ragtime'u, a tym razem operuje przecież nie na fikcji, a na własnej pamięci.

Edgar w wieku 3 lat.
Dorastanie chłopca i pierwsze próby zdefiniowania swojej osoby kategoriami świata dorosłych prowadzą Edgara wprost do napisania konkursowego eseju pt. "Prawdziwy amerykański chłopiec", którego styl jawnie parodiuje pompatyczny ton patriotycznych mów. Z kolei przyjaźń z rówieśniczką wychowywaną przez samotną matkę (znacznie bardziej wyzwoloną niż konserwatywni rodzice Edgara) dostarcza szeregu wrażeń, za którymi stoją całkiem jeszcze nieuświadomione emocje, za którym czai się całkiem jeszcze nieodkryty świat relacji z płcią przeciwną. Poczucie natłoku doznań potęguje ogromna futurologiczna Wystawa Światowa, ekspozycja na 150-lecie przysięgi Washingtona, otwarta wiosną 1939 r. Metafora wielkiego, nieznanego, fascynującego i zarazem budzącego grozę świata.

W trakcie Wystawy Edgar jest świadkiem zakopywania "kapsuły czasu" - zabezpieczonego pojemnika zawierającego świadectwa życia codziennego, który ma być wydobyty i otwarty za 5 tysięcy lat. I trudno pozbyć się skojarzenia, że powieść Doctorowa ma podobny cel - zostawić świadectwo czasów, które Edgar Doctorow pamięta z dzieciństwa, z ich całym zmysłowym i emocjonalnym bogactwem, feerią doznań, jaką chłonąć mógł 8-9 letni chłopiec z Bronxu tuż przed wybuchem II wojny światowej. Wplecione w jego relację wypowiedzi matki i starszego brata, udanie stylizowane na "historię mówioną", nieco rozszerzają jednostkową, skrajnie subiektywną perspektywę, rzucając nieco światła poza edgarowy krąg postrzegania. Ale problem z Wystawą Światową polega na tym, że przyjęta konwencja pamiętnika - zniewala. Opowieści tej brak jakiegokolwiek fabularnego kręgosłupa. To jedynie ciąg pieczołowicie odtworzonych, ale dramaturgicznie raczej letnich wspomnień, do których czytelnik zachowuje emocjonalny dystans. W efekcie braku choćby szczątków linearnej fabuły - to, co mogło być rzeczywiście kulminacją o ciężarze symbolu, czyli Wystawa Światowa jako pokaz dobrego samopoczucia świata u progu katastrofy - nie ma w ogóle punktu zaczepienia we wcześniejszych 3/4 powieści, by wybrzmieć mocniej i szerzej niż tylko jako doznanie w życiu pojedynczego chłopca.

Wystawa Światowa 1939
O ile więc w Ragtimie umiejętne operowanie wąską i szeroką perspektywą doskonale się autorowi udało, a użyte w gobelinowej przeplatance dało efekt oryginalnej panoramy - to w późniejszej o dekadę autobiograficznej powieści Doctorow nie umiał wyjść poza jednostkową perspektywę. Trudno wyrokować, czy zawiniła autobiograficzna materia użyta zamiast fikcji, czy tempo pracy (Wystawa... to najkrócej pisana powieść Doctorowa). Dość, że jego dziełu brakuje naddatku, który wyniósłby indywidualne doświadczenie na szersze wody symboliki i znaczeń, czy próby zuniwersalizowania mających taki potencjał doświadczeń. Nie przeszkadza to, że właśnie Wystawa Światowa przyniosła mu znaczącą nagrodę National Book Award i miała nienajgorszy odbiór, choć dominowały recenzje przychylne i chłodne zarazem. W przyszłości pisarz chyba wyciągnie z tego wnioski, bo w kolejnych powieściach jeśli sięgnie po dziecięcych bohaterów - to raczej nastoletnich (Billy Bathgate, Marsz), będzie też szukał znacznie bardziej dynamicznych fabuł (Billy Bathgate, Rezerwuar, Marsz), szerszej perspektywy (Marsz), polifonii (Marsz, Miasto Boże), a także głębszego spojrzenia na historię (Marsz, Homer i Langley).

Ode mnie: 3,5 / 6


E. L. Doctorow, Wystawa światowa (World's Fair); przeł. Mira Michałowska. Warszawa: “Amber”, 1995. 




Komentarze

  1. Czyli "National Book Award" był raczej za zasługi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się wydaje. "Ragtime" zasługiwał ale nie dostał. "Wystawa" z kolei ma potencjał, ale moim zdaniem niewykorzystany. Wszystkie klocki znaczeniowe jakby są na planszy, ale brakuje jakiegoś spoiwa fabularnego i podbicia, że to "ten" ostatni moment przed wojną. Doctorow w niejednej powieści bawił się fabułą, nie zawsze jest to dla mnie strawne, a tym razem byłoby dobrze, tylko się jakby rozlazło...

      Ja ELD ogólnie bardzo cenię, ale nie jestem bezkrytyczny. A ponowna lektura po latach jest dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. "Wystawę" dawniej oceniałem lepiej i spadła w rankingu, "Ragtime" sie umocnił na pozycji lidera, a "Księgę Daniela" dopiero teraz w ogóle doceniłem. Sam jestem ciekaw jak wypadnie reszta, zwłaszcza "Billy Bathgate".

      Usuń

Prześlij komentarz