sobota, 2 kwietnia 2011

Ostatnia szansa (William Riley Burnett, "Asfaltowa dżungla")

(repr. merlin.pl)
Nazwisko Williama Rileya Burnetta jest większości polskich czytelników raczej nieznane, głównie z powodu braku przekładów jego twórczości na nasz język. Może trudno w to uwierzyć, wiedząc, że w PRL amerykańskie kryminały wydawano chętnie i w sporych nakładach, ale faktem jest, że "Asfaltowa dżungla"A. D. 2009 to pierwsza polska edycja z jego dorobku. A dorobek jest to obszerny (37 powieści, do tego opowiadania i scenariusze filmowe) i przede wszystkim ważny w historii gatunku. Przecież W. R. Burnett był w latach 40. ubiegłego wieku, wraz z Raymondem Chandlerem, Dashiellem Hammettem i Jamesem M. Cainem, jednym z najważniejszych twórców czarnego kryminału – nurtu, którego tradycja jest dziś trwałym elementem kultury popularnej. Zapoczątkowana przez nich konwencja nadal żyje i inspiruje – wciąż od nowa jest wykorzystywana, przetwarzana, naśladowana i parodiowana, czy to w literaturze (powieści Jamesa Ellroya, Leonarda Padury, "Związek żydowskich policjantów" Michaela Chabona) czy w filmie ("Chinatown", "Tajemnice Los Angeles", filmy braci Coen).

Znaczenie Burnetta w historii tego literacko-filmowego gatunku jest nie do przecenienia. To spod jego ręki wyszły teksty (scenariusze bądź powieści, bo pracował on, podobnie jak Chandler, w Hollywood), których filmowe wersje są dziś klasyką kina: "Mały Cezar" (1930), "Wróg publiczny" (1931), "High Sierra" (1941, jedna z najlepszych ról Bogarta), "The Beast of the City" (1932, problematyka tego filmu zapowiada późniejszego aż o 40 lat "Brudnego Harry’ego"), czy właśnie napisana w 1949 roku a sfilmowana rok później "Asfaltowa dżungla". Jednak o ile Chandler i Hammett zajmowali się przedstawicielami profesji detektywistycznej a Cain tropił zbrodnie namiętności, to w centrum uwagi Burnetta znajdował się świat przestępczy: od wielkich gangsterów przez przebiegłych kasiarzy, zatraconych hazardzistów, szemranych adwokatów, zawodowych lichwiarzy, po cwane prostytutki i tępawych osiłków. Na tym polu jest on klasykiem nie mniejszej wagi niż Chandler i Hammett na swoich odcinkach. "Mały Cezar" to przecież pierwszy w popkulturze wnikliwy i kompleksowy portret gangstera (który zresztą doczekał się niezliczonej ilości trawestacji, od "Człowieka z blizną" po "Chłopców z ferajny"). Zaś "Asfaltowa dżungla" w wybitnej ekranizacji Johna Hustona to jeden z kamieni milowych filmu noir - historia modelowa dla rzeszy naśladowców aż po dziś dzień. Także sam tytuł wszedł do mowy potocznej.

"Asfaltowa dżungla", reż. John Huston, 1950
(repr. http://www.eskimo.com/~noir)
Intryga jest tu jednocześnie prosta i złożona. Oto mamy grupę ludzi egzystujących na pograniczu prawa i bezprawia, planujących klasyczny „wielki skok”, który ma zapewnić im – oczywiście – spokojne utrzymanie przez resztę życia. Stawką są diamenty – to zresztą rekwizyt często wykorzystywany w późniejszych książkach i filmach o podobnych akcjach (np. francuski klasyk "Klan Sycylijczyków"). Charakterystyczne, że tylko jeden z przestępczej grupy to człowiek faktycznie przebiegły – mózg całej operacji, dopiero co wypuszczony z więzienia „Doktor” Riemenschneider. Pozostali to żadni wielcy gangsterzy: Dix to wiecznie zadłużony mięśniak obrabiający po nocach podpitych gości, Gus prowadzi budę z podłymi hamburgerami i dorabia na zakładach, podszyty tchórzem bukmacher Cobby radzi sobie pośrednicząc w szemranych pożyczkach, a były włoski kasiarz Louis od ślubu ustatkował się całkowicie i nawet nie parkuje na zakazie. Do tego adwokat Emmerich, zaślepiony przez własną pychę, chciwość i młodą, głupawą kochankę (w filmie tą rolą debiutowała Marylin Monroe), oraz detektyw Brannom – figura śliska i antypatyczna. Wszyscy oni wiążą ze skokiem wielkie nadzieje: Louis chciałby zapewnić przyszłość synkowi, starzejący się „Doktor” chciałby spokojnie i dostatnio dożyć swoich dni w Meksyku, Emmerich pragnie uwolnić się od nudnej żony i infantylnej kochanki, a Dixowi marzy się powrót w rodzinne strony i „nowy początek” – aby tylko dalej od tego przesiąkniętego deszczem i poczuciem beznadziei miasta.

Jednak od pierwszych stron "Asfaltowej dżungli" dominuje dławiący te nadzieje fatalizm. Niemal wszyscy bohaterowie mają w różnych momentach opowieści złe przeczucia. Od pewnego momentu doprawdy trudno powiedzieć, że którykolwiek z nich poważnie wierzy w powodzenie operacji – raczej narasta w nich przytłaczające poczucie daremności. Tym bardziej, że w mieście robi się coraz ciaśniej, a wokół kręci się coraz więcej gliniarzy, bo nowy nadinspektor miejski hardy na gwałt potrzebuje pokazać, że policja ma jeszcze rację bytu i nie zeświniła się doszczętnie na łapówkach i przekrętach. Ale przecież – nie sposób zrezygnować z tej ostatniej, być może, szansy na odmianę losu…

"Asfaltowa dżungla", reż. John Huston, 1950
(repr. http://www.eskimo.com/~noir)
"Asfaltowa dżungla" przynosi jeden z najbardziej sugestywnych portretów miasta w literaturze popularnej. To aglomeracja skąpana w błocie tak fizycznym (niemal ciągle pada) jak moralnym. Burnett zatarł jasne oceny moralne swoich przestępców, po to, by pioniersko sportretować ich w sposób złożony, niejednoznaczny. To odróżnia go od Chandlera, u którego walka o utrzymanie ładu moralnego stanowi główną oś twórczości. Burnetta interesuje co innego. On pochyla się nad skazanymi na nieuchronną klęskę przedstawicielami półświatka, pokazując ich z bagażem z reguły mało budujących doświadczeń i uczepionych tych ostatnich kilku marzeń, jakie im jeszcze zostały. Zaskakująca delikatność w opisie ich przeżyć kontrastuje z mrokiem świata, który ich otacza i który ich ukształtował, oraz z szorstkim, lapidarnym językiem dialogów. Ta mieszanka pozwala Burnettowi nie rozczulać się nad swoimi bohaterami i uniknąć, na szczęście, sentymentalizmu. W istocie jego powieść kojarzy się w swoim klimacie z egzystencjalistami w rodzaju Jean-Paul Sartre’a i po 60 latach od jej powstania można stwierdzić, że nie straciła wiele ze swojej intensywności. Wyjątkowa gratka, nie tylko dla miłośników gatunku.

PS. O ile wydawnictwu C&T wielce jestem wdzięczny za publikację Dżungli (jak również za dzieło wydawania dorobku Jamesa Ellroya), to nie mogę nie odnotować fatalnej okładki książki, na której (również z tyłu) umieszczono zupełnie współczesny samochód... Wydawco, why?...

5 / 6

Na ucho:  Terence Blanchard, "Jazz In Film"

William Riley Burnett , Asfaltowa dżungla (Asphalt Jungle) ; przekł. Violetta Dobosz. Torun: "C&T", 2009.

Książka dostępna w WBP w Lublinie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz