Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Dehnel Jacek

Skontrum 2016

W 2016 roku przeczytałem 21 książek, czyli o 8 mniej niż w zeszłym. Ale to dlatego, że przynajmniej 7 z nich to były dość opasłe tomiszcza, a u mnie czytanie trwa i trwa mać. Liberalny system ocen i bardzo ostra selekcja lektur spowodowały, że najniższą wystawioną oceną jest aż 4,0 (i to tylko dwukrotnie), a średnia to aż 5,08. Czyli był to udany rok, pełen bardzo dobrych książek. Przy wyborze laureatów i wyróżnionych wybieram spośród książek przeczytanych w danym roku, a data wydania nie ma żadnego znaczenia - decyduje wyłącznie czas ukończenia lektury. Obstawiałem przynajmniej dwie inne książki na zwycięskiej pozycji, ale jednak ten rok mnie samego zaskoczył. Potencjalnym faworytom (Franzen, Flanagan, Sosnowski) zabrakło nieco do oceny 5,5, za to wiosną znienacka pojawiła się propozycja od Zacofanego w Lekturze , nad którą zresztą zawahałem się czy w ogóle czytać, bo do rodzimej literatury sięgam rzadko i z rezerwą. Otóż Laureatem jest w tym roku, po raz pierwszy w historii bl...

Udręka i ekstaza (Jacek Dehnel, "Matka Makryna")

"Jedno, co pozostaje To o tej drodze Opowieść" (J. Kaczmarski, Dance Macabre ) Jacek Dehnel po "Saturnie", powieści traktującej o powikłanych relacjach w rodzinie Francisco Goi, wziął na warsztat kolejną postać historyczną - tym razem z rodzimego podwórka. Matka Makryna Mieczysławska (ok. 1785 - 1869), nad którą się pochylił, to fałszywa bazyliańska mniszka z Mińska, której relacje o męczeństwie za wiarę poniesionym na kresach (w tle leży wcielanie zakonów unickich do cerkwi prawosławnej) otumaniły w latach 40. XIX wieku głównych rozgrywających w środowisku polskiej emigracji w Paryżu. Słowacki spłodził o niej poemat, Mickiewicz pod jej wpływem wyspowiadał się i to swojemu antagoniście Jełowieckiemu, Makryna gościła u papieża, a papież (następny) u niej. Jej relacjom o makabrycznych praktykach biskupa prawosławnego Józefa Siemaszki nie podołały kolejne dementujące noty rosyjskie, ani znaczne rozbieżności między kolejnymi wersjami zeznań. Nie mówiąc o niepra...

Zaległe skontrum 2013

Porządkując zaplecze bloga znalazłem brudnopis zapomnianego posta podsumowującego 2013 (tak, tak) rok. Wynika z niego, że żadnej książce nie wystawiłem oceny maksymalnej, ale kilka było całkiem blisko. Czyli zamiast książki roku - siedem wyróżnień dla siedmiu książek z oceną 5,5 na 6. Oto one (wraz z linkami do recenzji):

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (2)

Jacek Dehnel, "Młodszy księgowy. O książkach, pisaniu i czytaniu" Jak wynika z wpisu na wewnętrznej stronie okładki, "Młodszy księgowy" został  zakupiony z okazji Światowego Dnia Książki 2013. Przyznam, że nie pamiętam szczegółowych wrażeń z tych kilkudziesięciu esejów. Notatnik milczy na ich temat jak zaklęty. Na pewno oczekiwania miałem ogromne - być może zbyt duże, jak sugeruje wystawione na Biblionetce "tylko" 5,0. Pamiętam w ogólnym zarysie nagromadzenie szczegółów i szczególików życia wśród szeroko pojętych tekstów, na które nie-bibliofil nigdy nie zwróci uwagi; pamiętam bajeczną Dehnelowską frazę - tę samą, która chwilami ponosiła autora w "Saturnie" . Tutaj ona pasuje, a krótka forma narzuca jej pewien rygor. Ale pamiętam też, że niezmiernie drażniły mnie felietony podszyte wątkami politycznymi, oraz jadowite pastwienie się autora nad słabiej utalentowanymi poetami publikującymi bodaj w Nieszufladzie. Nie odmawiam Dehnelowi prawa do ...

Skontrum 2012

I skończył się rok. Znaczy - pora na skontrum.

Portret rodzinny we wnętrzu (Jacek Dehnel, "Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya")

Już dwa tygodnie zastanawiam się, co napisać na temat "Saturna"; w międzyczasie aż zdążyłem skończyć "City" Baricco. Z jednej strony staram się nie wpadać w gromkopierdny ton bezkrytycznego zachwytu, z drugiej - wzorem Kalio chyba dam sobie prawo do nie-bycia-krytycznym na moim własnym blogu; ostatecznie książki po które w końcu sięgam, przechodzą długą karencję i ostry odsiew - i w efekcie niewiele książek przeczytanych uznaję za chybione. Gdybym miał wątpliwości, czy "Saturn" nie będzie stratą czasu - nie przeczytałbym pewnie. A i tak czekał niemal rok, co świadczy, że podchodziłem do niego z pewną rezerwą. Nie wiedziałem, czy w czarnych obrazach odnajdę fascynujący koszmar, czy pretensjonalny koszmarek. Sam Dehnel potrafi być w moim odczuciu zarówno uroczo wyrafinowany, jak i właśnie denerwująco pretensjonalny. I to niekiedy jednocześnie. Francisco de Goya, 1826 (dwa lata przed śmiercią, mal. V. López y Portaña, repr. Wikimedia Commons) Ju...