piątek, 30 grudnia 2016

Skontrum 2016

W 2016 roku przeczytałem 21 książek, czyli o 8 mniej niż w zeszłym. Ale to dlatego, że przynajmniej 7 z nich to były dość opasłe tomiszcza, a u mnie czytanie trwa i trwa mać.

Liberalny system ocen i bardzo ostra selekcja lektur spowodowały, że najniższą wystawioną oceną jest aż 4,0 (i to tylko dwukrotnie), a średnia to aż 5,08. Czyli był to udany rok, pełen bardzo dobrych książek. Przy wyborze laureatów i wyróżnionych wybieram spośród książek przeczytanych w danym roku, a data wydania nie ma żadnego znaczenia - decyduje wyłącznie czas ukończenia lektury.

Obstawiałem przynajmniej dwie inne książki na zwycięskiej pozycji, ale jednak ten rok mnie samego zaskoczył. Potencjalnym faworytom (Franzen, Flanagan, Sosnowski) zabrakło nieco do oceny 5,5, za to wiosną znienacka pojawiła się propozycja od Zacofanego w Lekturze, nad którą zresztą zawahałem się czy w ogóle czytać, bo do rodzimej literatury sięgam rzadko i z rezerwą. Otóż Laureatem jest w tym roku, po raz pierwszy w historii bloga, książka pisarza polskiego - i w dodatku jest to zwycięstwo absolutne i przygniatające. Gdybym mógł, dałbym tej powieści ocenę 6,5.

Drugi laureat to mój stary literacki przyjaciel i przewodnik. Zupełnie nowy tom (nie zbiór!) Jego wierszy, zawierający wiele utworów wcześniej nietłumaczonych, ukazał się w 2015 roku. To ta lektura zainspirowała mnie do cotygodniowego publikowania wybranych wierszy wiadomego Noblisty.

Przejdę do konkretów, bo publiczność się niecierpliwi. Przed państwem...

KSIĄŻKA ROKU 2016 (ex aequo)

Maciej Hen, Solfatara
(
W.A.B. 2015)

Jakież to było zaskoczenie - ta szkatułkowa, mistrzowsko zbudowana (i rozbudowana) powieść o XVII-wiecznych Włoszech (zahaczająca też o Francję i Szwajcarię), tak odległa od polskiej galaktyki literackiej. Te wplecione rozległe narracje, dopracowane epizody, stanowiące nieomal mikroopowiadania wewnątrz głównej fabuły, ułożyły się w przebogatą ale nad podziw klarowną epicką opowieść z drobiazgowo dopracowanym tłem historycznym, przekazaną z wyczuwalną radością z faktu snucia ciekawych historii. Spod wartkiej fabuły widać przemyślane drugie dno, wynoszące Solfatarę wysoko ponad efektowną przygodową powiastkę. Jest tu i refleksja o dziejowych zawirowaniach, i bardziej intymna - o maskach do noszenia których zmusza życie niezależnie od społecznej pozycji. I wiele innych rozsianych po fabule przemyśleń. Jeśli dorzucić do tego inkrustację w postaci zaskakująco naturalnie wplecionych nawiązań do klasyki literackiej Starego Kontynentu (oczywiście Potocki, ale też Boccaccio, Fielding, Cervantes...), ale także europejskiego malarstwa (Caravaggio!) - otrzymujemy przemyślane w najdrobniejszych szczegółach kunsztowne dzieło, napisane w dodatku z wielką elegancją stylu, nasuwającą skojarzenia - tout proportions gardées - z Gepardem Lampedusy. Czapki z głów!


Josif Brodski, Urania
(Zeszyty Literackie 2015)

Według wydawcy jest to pierwszy tom Brodskiego wydany w Polsce w autorskim układzie (choć moim zdaniem Wiersze ostatnie to na identycznej zasadzie odpowiednik tomu So Forth), w przekładach aż siedmiu tłumaczy. To przebogata, rozpisana na ponad 70 wierszy podróż przez wrażliwość i intelekt wyjątkowego człowieka. Zapis refleksji nad samotnością, przemijaniem i kulturą europejską. Świadectwo niebywałego stoicyzmu i spokoju. Jest to też możliwość obcowania ze słowem w jego najdoskonalszej formie - utwory Brodskiego to czysta wirtuozeria tak na poziomie znaczeń, jak i melodii, intonacji, rytmu tekstu. Tą książkę czyta się na raty, po jednym wierszu, a często po fragmencie. Mnie jej lektura zajęła 14 miesięcy i zainspirowała - razem z przypadającą na 20 stycznia 2016 roku dwudziestą rocznicą śmierci - do regularnej publikacji wierszy Josifa na niniejszych łamach. W końcu nawet tytuł bloga jest wzięty z Jego wiersza.



WYRÓŻNIENIA


Michael Crummey, Rzeka złodziei
(Wiatr od Morza 2016)
Rzutem na taśmę, bo to ostatnia moja lektura w 2016 roku, wyróżniam bez wahania debiutancką powieść kanadyjskiego pisarza, implementowanego u nas przez prężną gdańską oficynę Wiatr od Morza (wcześniej wydali też Anglików na pokładzie - moją Książkę Roku 2015). Poetycka i surowa zarazem opowieść o Nowofunlandczykach z początku XIX wieku zachwyca wrażliwością psychologiczną, oszczędnie dawkowaną, ale bezbłędnie punktowaną dramaturgią i przejmującym obrazem ludzi skrywających najgłębiej jak się da swoje uczucia, rany i tęsknoty. Sprzyja temu chłodna i wilgotna aura tej specyficznej wyspy, wytłumiająca emocje i sprzyjająca izolacji. W tle zaś dopełniają się losy ostatniej przedstawicielki indiańskiego plemienia Beothuków. Wyjątkowa książka, której fatalistyczny i melancholijny klimat na długo pozostaje w pamięci.


 Jacek Dehnel, Matka Makryna
(W.A.B. 2014)
Jacka Dehnela, jako jedynego w tym gronie, wyróżniam już trzeci raz - i ten fakt dobrze oddaje mój stosunek do jego prozy. Uwielbiam jego styl i wybory tematyczne, jego powieści to literackie uczty bogate niczym obrazy Boscha, ociekające doznaniami zmysłowymi i uwodzące cudownie potoczystą, melodyjną frazą. Ale jednocześnie do autentycznej wielkości i zdobycia mojego bezgranicznego zachwytu brakuje mu odrobiny powściągliwości. Czasem ta upojna fraza go ponosi, a czasem - śladowo ale jednak - pojawiają się literackie szwy. Być może jestem wobec Dehnela bardziej wymagający niż wobec innych, ale mam wrażenie że ten wirtuoz słowa o słuchu językowym bliskim absolutnego - jeszcze swojej najlepszej powieści nie napisał. A Matka Makryna to kapitalne rozliczenie z polskimi bogoojczyźnianymi fantazmatami. Sama zaś bohaterka to fascynująca i zarazem odrażająca postać, której historię i emocje Dehnel oddał z właściwą sobie maestrią w dwóch równoległych narracjach - prawdziwej i zmyślonej - karmiących się sobą nawzajem.


Philipp Meyer, Syn
(Czwarta Strona 2016)
Osadzona w Teksasie, rozpięta na 160 lat opowieść kontynuuje tradycje Steinbecka, sięga do poetyki Cormaca, rewiduje Tańczącego z Wilkami, i przedstawia dzieje tego płynącego krwią i ropą stanu nie szczędząc gorzkiej refleksji nad mitami założycielskimi Ameryki. To epickie rozliczenie z krwawym dziedzictwem Pogranicza, opowiadające też o przekształcaniu się dzikiego kraju we współczesną potęgę naftową. Do tego precyzyjna trójtorowa narracja przydaje znaczeń i dramaturgii poszczególnym wątkom. Epizodyczna struktura wydobyła to co najważniejsze i uchroniła autora przed potencjalnie monstrualnymi rozmiarami rozpiętej na 170 lat narracji linearnej. Doskonały przykład ambitnej literatury środka, w jakiej Amerykanie są mistrzami. Moniko, dziękuję za możliwość przeczytania tej książki.


Marek Paryż, Przestrzenie kanonu: Szkice o prozie amerykańskiej od lat 40. XX wieku do czasów najnowszych
(Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2015)
Drugi zbiór recenzji znanego amerykanisty z Uniwersytetu Warszawskiego, pisanych głównie do "Nowych Książek", układa się zadziwiająco spójną całość, opowiadającą o przypadkach literatury amerykańskiej minionych 80 lat. Przy okazji opowiadania o samych powieściach prof. Paryż potrafi zajmująco opisać zarówno ich położenie w twórczych biografiach autorów, jak i zaznaczyć społeczne i historyczne konteksty ich powstania i recepcji. Dzięki temu ciąg recenzji stał się pracą literaturoznawczą na rzadko spotykanym w tym gatunku poziomie. Ta książka to jednocześnie wspaniała szkoła analitycznego patrzenia na literaturę i zachęta by nawet w blogowych, amatorskich tekstach wychodzić poza łatwą ocenę estetyczną, szukać ukrytych znaczeń, patrzeć na książki w szeroko szeroko zakrojonym kontekście. Niebywale kształcąca i przy tym zaskakująco łatwo przyswajalna lektura.


Ogólnie cieszy mnie niesłabnąca moda na książki o amerykańskim Pograniczu (Syn, Zjawa) i dalszy ciąg rewelacyjnej Serii Amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Mam nadzieję, że to nie koniec i 2017 rok przyniesie nowe publikacje z tego kręgu. Zamierzam też nadrobić dwie przeoczone książki Matthew Kneale'a i opowiadania Nica Pizzolatto. Może uda mi się pociągnąć dalej cykl o Doctorowie (choć ugrzązłem na średnio udanym Jeziorze nurów, zresztą nie mam pewności czy ktokolwiek doczytał do końca choć jeden z opublikowanych tekstów). Pora również na Tajemnice Los Angeles Ellroya - po Dalii w ubiegłym i Wielkim Nic w bieżącym roku. Ogólnie na liście planowanych do przeczytania mam 90 książek, co daje materiał na co najmniej 4 lata. A poza tym zobaczymy, co wiatr przyniesie... 

Pozdrawiam zaprzyjaźnioną brać blogerską; w gruncie rzeczy mógłbym przekopiować tu ostatni akapit tekstu sprzed roku. Zawdzięczam Wam ponownie niemałą część z tegorocznych lektur, z tą najlepszą na czele. Fantastycznie się Was czyta, nawet jeśli rzadko komentuję. Wszystkiego poczytalnego w Nowym Roku ;)


18 komentarzy:

  1. Obstawiałem Syna na drugą nagrodzoną, ale nie wziąłem pod uwagę Twojej miłości do Brodskiego, że tak powtórzę komentarz z fejsa :) Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę, ale Hen coś przebąkuje o poszukiwaniach do kolejnej powieści, oby sprawnie mu poszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Syn" był blisko, ale w trzecim wątku odrobinę siada tempo, a konkurencja była duża ("Rzeka złodziei" też się otarła o wygraną) - że tak powtórzę z FB :)

      A "Urania" to pierwszy od 10 lat zbiór JB takich rozmiarów, w dodatku to kompletny tom poetycki, a nie wybór. I zawiera sporo tekstów wcześniej niepublikowanych. No i jeśli byłby Meyer albo Crummey to kosztem właśnie Brodskiego, no i to nie przeszło przez Jury ;)

      Jeszcze raz dzięki za "Solfatarę".

      Usuń
    2. A gdzie Hen wspominał o tych poszukiwaniach., pamiętasz może?

      Usuń
    3. U mnie w zeszłym roku Solfatarze zabrakło parę punktów, głównie za to, że w finale ciut mi się dłużyło, a bieżący rok bez szałów, ale o tym w swojej porze. Zdecydowany zwycięzca jest jeden, a za nim niewiele.

      Usuń
  2. A poszukiwania Hena są tutaj: https://www.facebook.com/maciek.hen/posts/10155154897834341

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżby natchnęła go ostatnio wydana książka Christensena? ;)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że jednak wymyśli coś swojego. Christensen swoją drogą, mnie się jeszcze Yesterday Piwowarskiego nasunęło.

      Usuń
    3. No, zobaczymy. Swoją drogą zaskakujący przeskok tematyczny. No, ale nie on jeden z pisarzy tak ma.

      A, i weź zmień sobie link do bloga w profilu, o tu, o: https://www.blogger.com/profile/05087252794161905215 - bo masz, hm, zacofany - jeszcze do blogspota :)

      Usuń
  3. Trudno stale tkwić w barokowych Włoszech :)
    Niestety, nie ma możliwości zmiany adresów pokazywanych blogów (w sensie zmiany na blogi spoza blogspota), mogę je co najwyżej wyłączyć. Aktualny link kryje się w zakładce "Moja strona internetowa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, bo ty jesteś poza blogspotem, a ja mam tylko zmienioną domenę i mnie to zmyliło.

      Usuń
    2. Dobrze, że nie banicją z wyników wyszukiwania ;)

      Usuń
    3. Złośliwi twierdzą, że te również przycinają.

      Usuń
  4. Sięgnąć po "Syna" -- zaplanowane! Więcej próz o takich kulturowych pograniczach Europy też bym chciała, nie wiem, czy są mniej popularne, czy po prostu nie rzucają się aż tak w oczy?

    A ja chciałam podziękować za wszystkie dawki Brodskiego w tym roku, mam nadzieję, że będą kolejne w następnym :-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja polecam z przekonaniem wszystkie te pozycje, co jest dość logiczne :) Po sobie widzę, że różnymi kanałami opinie i rekomendacje krążą, bo o różnych książkach w mainstreamie jest cicho, a na blogach hulają aż miło (Ot, choćby w zeszłym roku "Terror" Simmonsa - przewalił się jak tsunami przez wiele blogów ze świetnymi ocenami). A "Solfatary" takie dajmy na to jury Nike nawet nie raczyło zauważyć.

      Brodski w 2017 będzie kontynuowany, a jakże. Cieszę się, że ma dobry odbiór, bo to wielki poeta jest.

      Przy okazji wyznam, że jestem pod wielkim wrażeniem Twojej pomysłowości blogowej. Ja mało komentuję, ale czytam regularnie. I coraz mnie zaskakujesz a to ciekawostką okołoksiążkową, a to refleksją, a to zestawieniem. U Ciebie z zainteresowaniem czytam nawet o rzeczach, które mnie nie ciekawiły same w sobie (ot, choćby literatura czeska). I masz niespotykaną przy tym poziomie blogowania częstotliwość wpisów :)

      Usuń
    2. "Solfatarę" z chęcią przeczytam, jak pojawi się tu w bibliotece albo trafi do mnie jakąś inną drogą -- zwykle tak się u mnie dzieje z nowościami :-). Bardzo mnie Wasze opinie o niej zaciekawiły. Ale to prawda, zwykle mam wrażenie, że mniej więcej wiem, co się u nas wydaje, bo pojawiają się te książki na blogach, a czasami czuję się zaskoczona, że coś wyszło, a że nikt o tym nie pisał i było cicho, nawet się nie zorientowałam. Także bywa to złudne.

      Z tegoroczną Nike byłam zupełnie na bakier, mnie się rzadko zdarza być z nią na bieżąco (ale mam w planach poczytanie nominowanych w pierwszych latach nagrody -- nominowanych właśnie, bo to ciekawie pokazuje, o jakich książkach i pisarzach, kiedyś, nie tak dawno, poczytnych, dzisiaj już słabo pamiętamy).

      Bardzo się cieszę! I chyba świetnie się składa, bo będzie akurat okrągła rocznica nobla dla Brodskiego, zawsze o ten jeden kamyczek więcej :-).

      O, dziękuję Ci pięknie -- staram się, chociaż w tym półroczu pisałam rzadziej, niżbym chciała, ale i tak bywa przecież. Świadomość bycia czytanym jest bardzo miła! :-)

      Usuń
    3. Osz do kroćset, umknęłaby mi ta rocznica Nobla! Dzięki za przypomnienie!

      Mnie z Nike zupełnie nie po drodze (przypadek "Solfatary" pokazuje że z wzajemnością ;), ale po tym pominięciu niesmak - nie tylko mój, bo i publicyści mainstreamu wyrażali zdziwienie - pozostał. Oj, rój z tym :)

      Z nowościami też jestem do tyłu, ale nigdy się nie napinałem. Wiele pozycji musiało się uleżeć po klika lat, choćby "Makryna". Nigdy też - z powodu tych opóźnień - nie brałem książek do recenzji, dopiero w tym roku straciłem dziewictwo z Czwartą Stroną i Wiatrem od Morza. Zresztą było całkiem miło ;)

      Usuń
    4. Zawsze do usług :-).

      No właśnie ja ciągle mam takie poczucie, że gdybym tylko wzięła daną książkę, pewnie przeczytałabym ją dużo później, niż powinnam, bo akurat tak by się zdarzyło. Zwłaszcza, że ostatnio czytam wolniej ;-).

      Usuń