piątek, 1 stycznia 2016

Skontrum 2015

Tradycyjnie - pora na skontrum podsumowujące miniony rok.

W 2015 r. przeczytałem 29 książek, czyli aż o 10 więcej niż w roku 2014. Liczyłem dwa razy - naprawdę tyle wychodzi :)


Nagrody i wyróżnienia przyznaję na podstawie ocen wystawionych przeze mnie na Biblionetce - ten system daje mi w miarę przejrzystą hierarchię. Ocena 6 (maksymalna) to zwykle książki najlepsze w danym roku, a 5,5 przekłada się na wyróżnienia. Od tej reguły zdarzały się odstępstwa w postaci wyróżnień książek z niższą oceną lub pominięć mimo oceny 5,5. Ale nie tym razem, choć dłuższy czas zastanawiałem się nad wyróżnieniem dla "Tai-Pana".

Osobna szufladka to warta odnotowania ponowna lektura po latach. W tym roku doczekała się recenzji jedna z żelaznych lektur wakacyjnych, dzięki czemu zaistniała na blogu książka znana i czytana przeze mnie od jakichś 20 lat.

Do tego w tym roku wyjątkowo wyróżniam jedną książkę poza standardowym systemem. Nie mogę jej pominąć, nawet jeśli ma "tylko" 5 punktów.

Wyboru dokonałem spośród książek przeczytanych (ukończonych) w minionym roku. Data wydania nie ma żadnego znaczenia.

Więc:

KSIĄŻKA ROKU (ex aequo)

Matthew Kneale, "Anglicy na pokładzie"
Pełnokrwiste rozliczenie z angielskim kolonializmem, rozpisane na 21 narratorów, a w polskiej wersji przełożone przez tyluż tłumaczy. Pogodna morska historia przygodowa przeradza się na naszych oczach we wstrząsający obraz zagłady tasmańskich Aborygenów. Kunsztownie zbudowana powieść historyczna z przesłaniem, przewrotnym humorem i skrząca się od smaczków. Do tego narracja Aborygena Peevaya to majstersztyk translatoryki w wykonaniu Krzysztofa Filipa Rudolfa.
Recenzja: Ciemna strona Imperium


Robert McLiam Wilson, "Ulica marzycieli"
To z pewnością nie jest arcydzieło wielkiej literatury, ale ta historia kumpli z Belfastu ma w sobie urzekający koktajl humoru, ciepła i lirycznego spleenu, wobec którego nie sposób przejść obojętnie. Jedna z tych niepozornych lektur, w których można zakochać się na lata.
Recenzja: Rewelacja z Belfastu


WYRÓŻNIENIA

 
 S. C. Gwynne, "Imperium księżyca w pełni: Wzlot i upadek Komanczów, najpotężniejszego indiańskiego ludu w historii Ameryki Północnej"
Opowieść o wojnach białych Amerykanów z Komanczami, ze szczególnym uwzględnieniem epopei pół-białego wodza Quanaha Parkera i tragicznych losów jego matki Cynthii Ann Parker. Dla miłośników westernów lektura obowiązkowa, w barwny sposób naświetlająca mnóstwo niuansów, przewijających się w filmowym i literackim dorobku gatunku - od "Poszukiwaczy" Johna Forda po "Lonesome Dove" Larry'ego McMurtry'ego.
Recenzja: O zachodzie księżyca


Magdalena Rittenhouse. "Nowy Jork: Od Mannahatty do Ground Zero"
Reportaż-gawęda o najbardziej fascynującym mieście na świecie, pokazanym przez pryzmat jego mieszkańców - obecnych i tych z przeszłości. Perspektywa historyczna splata się z emocjonalnym, wręcz osobistym ujęciem, w którym czuje się kobiecą duszę.
Recenzja: New York, New York


James Ellroy, "Perfidia"
James Ellroy w wielkim stylu powraca do Los Angeles - tym razem w przeddzień ataku na Pearl Harbor. Wątki policyjno-kryminalne rzucone są na przebogaty obraz histerii wojennej, a Mistrz tworzy powieść historyczną jaką tylko on potrafi napisać - brudną, deliryczną i gorączkową.
Recenzja: Aniołowie o brudnych twarzach


James Clavell, "Tai-Pan"
Klasyk przygodowej epiki jeszcze przed "Shogunem" przedstawia awanturniczo-kupiecką fabułę wpisaną w XIX-wieczne dzieje Hongkongu. Mimo uproszczeń charakterologicznych, które składam na karb praw gatunku, malownicza i wielce wciągająca lektura.
Recenzja: Z rozmachem


POWTÓRKA ROKU

Zbigniew Nienacki, "Raz w roku w Skiroławkach"
Polski odpowiednik dzieła Boccaccia. Mazurska wioska jako "cały świat", a obejmująca równo rok fabuła to kopalnia przypowiastek, obserwacji, myśli, rubasznego humoru, doprawiona odrobiną ludowej mistyki. Coś pięknego.
Recenzja: Dekameron.pl


Wyróżnienie specjalne:
NAJBARDZIEJ WSTRZĄSAJĄCA KSIĄŻKA
W CAŁYM MOIM ŻYCIU

Stanisław Srokowski, "Nienawiść"
Kilka dni temu Wojciech Smarzowski zakończył zdjęcia do filmu o rzezi wołyńskiej, opartego na tym właśnie zbiorze opowiadań. Nie wiem jak on to nakręcił, ale książka jest z gatunku tych, które czyta się ze łzami w oczach, po jednej - dwie strony dziennie. Jedna z tych, które zapadają w człowieka na całe życie i do których nigdy się nie wraca. Ale trzeba znać. 
Recenzja: Zgroza... zgroza...



Ogólnie. Podsumowując miniony rok książkowy opisowo, z radością odnotowuję pojawienie się fascynującej "Serii Amerykańskiej" w wydawnictwie Czarne, jak również reedycję i promocję najlepszych dzieł Ellroya (Sonia Draga). Cieszy mnie również niewielki ale niewysychający strumyczek westernów - "Eskorta", "Zjawa", wznowienie "Małego Wielkiego Człowieka". Niewiele, ale zawsze to coś. Kto wie, może jeszcze kiedyś dożyję polskich wydań  nietłumaczonych dotychczas książek McMurtry'ego?

Z wielkim smutkiem pożegnałem zmarłego w lipcu E. L. Doctorowa. Był to pisarz szczególnie mi bliski. W przyszłym roku mam nadzieję ukończyć cykl krytycznoliteracki poświęcony jego twórczości, nad którym obecnie pracuję (m. in. stąd spore przerwy w blogowej aktywności). Dość wysoko ustawiłem sobie poprzeczkę, bo rzecz jest zakrojona na tuzin niełatwych do napisania tekstów, ale mam nadzieję, że się uda.

Nie mogę nie wspomnieć o tym, jak miło korzysta mi się ze zbiorów DKK przy WBP w Lublinie - obie książki z "Serii Amerykańskiej", jak również czytane właśnie "Korekty" Franzena, pochodzą z tej puli. Joasiu, Marzenko - dziękuję.

Dziękuję też za inspirację całej odwiedzanej przez mnie i odwiedzającej ten zakątek blogosferze. Nie sposób wymienić wszystkich, więc wspomnę tylko, że z grona książek wyróżnionych przynajmniej dwie zawdzięczam Bibliożercy i Mikołajowi Marszyckiemu. Padmie dziękuję za wyjątkowo inspirujące teksty i wirtualne rozmowy (dzięki za "Drogę na Zachód"!), twoje Miasto Książek to dla mnie wyjątkowe miejsce w Internecie. Również Naia (dzięki za tekst o "Korektach" - już je czytam) , Agnes, Agata Adelajda, Paren, Jane Doe, Mary, Ann RK, Agnieszka Tatera, Joanna Janowicz, Kornwalia, Monika (GodSaveTheBook), Agnieszka (Czytam, bo...), Bazyl, Zacofany w Lekturze, Ambrose, Andrew Vysotski, Zbyszek Kwiatkowski, Marlow, Borys, Charlie The Librarian, Andrzej Appelt, eXperyment, Zsiaduemleko, Mariusz "Peckinpah", Wojciech Gołębiewski, Przynadziei, a także - last but not least - Stanisław Błaszczyna, Jerzy Sosnowski, Magdalena Rittenhouse, Mark Krajnak, Emilia Dziubak i wszyscy inni, o których chwilowo nie pamiętam - dzięki Wam i Waszym zakątkom Internetu świat jest ciekawszy i piękniejszy. Serio. Nie miejcie mi za złe, że rzadko komentuję Wasze wpisy - tak już mam, że zwykle stoję z boku i przysłuchuję się, a odzywam rzadko. Ale to, że na liście do przeczytania mam ponad 70 pozycji, to w ogromnej mierze Wasza zasługa - to Wy pisaliście o Simmonsie, Baricco, Franzenie, Morellu, Lemaitre'm, Crummeyu, Zajdlu, Cercasie, Ostergrenie, Zimbardo, Grzebałkowskiej. A Wasza twórczość autonomiczna - eseistyczna, fotograficzna, ilustratorska - pozwala mi zatrzymać się, zastanowić, zachwycić. Za tą możliwość wymiany myśli i wrażeń wszystkim Wam dziękuję. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.



23 komentarze:

  1. Ulicę marzycieli uwielbiam! Szkoda, że Wilson ma na koncie jedynie trzy powieści, bo pisał naprawdę świetnie.
    Co do tytułu postu, to myśmy się śmiali (na studiach, właściwie na podyplomowych), żeby nie wieszać na drzwiach, że zamknięte z powodu skontrum, bo to brzmi jak straszna choroba zakaźna;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kapitalne, muszę ten tekst sprzedać w bibliotece :)

      Usuń
  2. Pożytek z tych podsumowań jest taki, że zauważyłem przegapioną notkę o Srokowskim. Temat literacko chyba nietknięty.
    Co do inspiracji wzajemnoblogowych to jesienią z grupą blogowego koleżeństwa wykupiliśmy z allegro Na południe od Brazos, w nader korzystnej cenie. Teraz się tylko zmobilizować do czytanie, ale powiesiłeś tej książce poprzeczkę tak wysoko, że trochę strach :D Najlepszego w nowym roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ja nie kojarzę, żeby ktoś poza Srokowskim o tym pisał.

      Ad "Brazos" - no może i wysoko, ja po prostu kocham tą książkę i tyle. Ale na przykład Agnes czytała i też wsiąkła. Piotr Olszówka uważa podobnie: http://papierowaorchidea.blogspot.com/2012/06/papierowa-orchidea-piotra-olszowki.html . Zobaczycie :) Wszystkiego zaczytanego :)

      Usuń
    2. Przy takiej reklamie mnie się od razu przekora włącza :D

      Usuń
    3. Rozumiem, bo ja mam podobny mechanizm wbudowany :)

      Usuń
    4. No nic. Mus próbować. Terrorowi wysoko zawieszona poprzeczka nie zaszkodziła.

      Usuń
    5. Podchodziłam do tej książki ze trzy albo cztery razy. Dopiero dzięki Tobie, Michał, tak naprawdę zaczęłam ją czytać. Jest wielka, dziękuję Ci bardzo.

      Usuń
  3. Dziękuję, Michale! :)
    Na mojej ubiegłorocznej (nigdzie nie publikowanej) liście wysoko jest "Tai-Pan", a zatem w pewnym momencie nasze czytelnicze drogi się zeszły. Oby ten rok, który się właśnie rozpoczął, nie szczędził nam pozytywnych wrażeń i dobrych lektur! Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja taką nieopublikowaną listę za 2013 rok znalazłem przypadkiem da dysku po dwóch latach. Opublikowałem, a co! "at-Pan" fajny, ale "Shogun" lepszy, doskonały. Wszystkiego dobrego i wolnego czasu na czytanie :)

      Usuń
    2. Tak, "Shogun" to moje pierwsze spotkanie z Clavellem. Bardzo dobrze je wspominam. Wolny czas na czytanie - bezcenny! Dziękuję i pozdrawiam. :)

      Usuń
  4. O tak, "Ulica marzycieli" to świetna opowieść! Czytałam lata świetlne temu, a pamiętam i z sympatią wspominam do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również dziękuję za inspiracje i wymianę myśli! Jestem jedną z osób, które upolowały na allegro "Na południe od Brazos" i chyba wreszcie się za nie niedługo zabiorę. Boję się książki o Wołyniu, ale po nią sięgnę, dzięki za przypomnienie - Wołyń to losy mojej rodziny i wspomnienia moich dziadków, trzeba się z tym będzie zmierzyć. A z zupełnie innej beczki - nie czytałam Skiroławek, a od lat sobie to obiecuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nienawiść" - bardzo wiarygodna, dobrze poukładana pod względem warsztatowo-literackim (jakkolwiek trudno się nad tym zastanawiać ze względu na treść). Ale naprawdę emocjonalnie dewastująca totalnie. Tym bardziej, że ma się świadomość, że żadne, nawet najbardziej wymyślne akty okrucieństwa tam opisane nie są fikcją. Niemniej znajomość tych faktów jesteśmy w jakiś sposób winni tym, którzy to przeżyli albo tam zginęli. Takie mam wrażenie.

      "Skiroławki" gorąco polecam, cudna książka, w sam raz na lato. I rubaszna i jednocześnie mądra na swój ludowy sposób, o ile nie patrzy się na nią przez pryzmat skandalizującej otoczki i świadomie prowokacyjnego prologu (lepiej działałby chyba wstawiony w ciągłość fabuły tam gdzie pasuje chronologicznie). U mnie ta książka nawet tkwi od lat w TOP 10.

      Usuń
  6. Dziękuję! Miło się znaleźć w tak zacnym gronie :). Bardzo się cieszę, że sięgnąłeś po „Korekty”, choć jest też lekki stres, jak zawsze, kiedy się poleca ważną dla siebie książkę. Mam nadzieję, że się spodoba!

    Poza tym – mnie też zainteresowałeś „Nienawiścią”. Poszukam jej. Mój tata bardzo siedzi w temacie rzezi wołyńskiej, ciekawa jestem, czy o tej książce słyszał.

    Seria Amerykańska też mnie bardzo pociąga, ale książki Czarnego są drogie :(. A zanim się doczekam w bibliotece, już zdążę zapomnieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oczywiście też życzę Ci wszystkiego dobrego w nowym roku! :)

      Usuń
    2. "Korekty" podobały mi się bardzo, zwłaszcza to jak bardzo wnikliwie Franzen przygląda się swoim bohaterom, ich blokadom, słabościom. Z ogromną czułością, ale też ze szczyptą ironii kojarzącej się z Irvingiem, takim delikatnym podkręceniem, lekkim przerysowaniem (ostatni romans Denise, perypetie Chipa). Strasznie szkoda mi Gary'ego, chyba najbardziej się okłamującego, żyjącego w pułapce toksycznego małżeństwa... Chętnie poznałbym jego dalsze losy. Natomiast niezmiernie ucieszył mnie happy end Chipa - trochę na zasadzie "deus ex machina", ale czy nie tak właśnie poznajemy ludzi? Generalnie wszyscy w tej książce budzą współczucie, takie mam wrażenie... Recenzja się kleci, ale nie wiem kiedy się ukaże, łatwo nie jest :)

      Po Serię Amerykańską - jak i po wiele innych książek - sięgam via biblioteka, nie stać mnie na zakup (choć na tych Komanczów mam duży apetyt). Tego co chcę przeczytać nie zapominam dzięki schowkowi na Bnetce, bez niego bym zginął.

      Srokowski przeżył rzeź wołyńską mając bodaj 7 lat i to się czuje w tych opowiadaniach choćby poprzez powracającą perspektywę dziecka. Uzupełnieniem opowiadań o rzezi wołyńskiej jest zbiór "Strach" (2014), który autor określa jako "tom drugi "Nienawiści". Oba, jego zdaniem, to nie fikcja literacka a twórczy zapis - materiał to fakty i prawdziwi ludzie, m.in. członkowie jego rodziny. Tematyka kresowa powraca poza tym w trylogii złożonej z "Ukraińskiego kochanka", "Zdrady" i "Ślepcy idą do nieba". Ale nic z tego nie czytałem.

      Usuń
    3. Radość! :) No właśnie, urzekło mnie to współczucie i czułość, z jakimi Franzen patrzy na swoich bohaterów, bo choć z wszystkich sobie trochę kpi, wszystkich stawia momentami w takim świetle, że wydają się śmieszni, to jednak do każdego zdaje się podchodzić z pewnym zrozumieniem. To taka bardzo ludzka książka. Ciepła, chociaż smutna. A Gary, rany, nie mogę wymazać z pamięci i wyobraźni tej sceny w której po pijaku przycina żywopłot i kładzie się spać z zakrwawioną ręką owiniętą foliową torebką po chlebie... Obraz udręki i nieszczęścia, jakim jest jego życie. Czekam niecierpliwie na Twoją recenzję :).

      Może to jest dobra myśl, zacząć zapisywać w biblionetkowym schowku, ale tych książek tak dużo... Największa chyba zaleta egzemplarzy recenzenckich (oprócz tego, że nie trzeba za nie płacić rzecz jasna) to to, że wymuszają lekturę od razu, bez odkładania na nieokreśloną przyszłość. Bo kupione zwykle trafiają u mnie do takiego czyśćca – fajnie że mam, nikt mi już nie zabierze, nie muszę się bać że nakład się wyczerpie, ale jak już mam, to może poczekać... Ale jak tak na to spojrzeć z drugiej strony, niby zaleta okazuje się równie dużą wadą ;).

      Dzięki za informacje o Srokowskim, bo autora zupełnie nie znałam. Zachęcasz mocno. A Ty masz kolejną jego książkę na oku w najbliższym czasie, jakąś konkretną?

      Usuń
  7. Również wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Twój blog był dla mnie dużym odkryciem minionej jesieni i muszę powiedzieć, że jest wręcz utopijny, bo piszesz bardzo ciekawie o bardzo dobrych i zarazem stosunkowo nieznanych książkach. Zresztą, możesz pogratulować sam sobie z jeszcze innego pytania: Najwyraźniej ograniczona ilość czasu sprawiła, że czytasz wyłącznie świetne książki. Tym sposobem upada przy okazji moja teza, że należy od czasu do czasu przeczytać jakiś szajs, żeby doceniać te lepsze tytuły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ja też z przyjemnością do ciebie zaglądam.

      Fakt, ograniczony czas na czytanie i całkowita wolność doboru (nie piszę dla wydawnictw) = ostra selekcja wejściowa :) Kiedyś pytałeś czy to nie zawyża średniej ocen, i zastanawiałem się nad tym, ale doszedłem do wniosku, że "frankly I don't give a damn" - jak czuję że ma być 5, to będzie 5. :) Zdarzają mi się rozczarowania, ale w tym roku najniższa nota to 4.0. I tak ma być :) Pozdrowionka.

      Usuń
  8. Miło. I też póki co tylko podczytuję i się przyglądam znajomym kątom, bo muza poszła precz. Pod rękę z chęcią. Więc życzę Ci ich obydwu na kolankach w 2016 roku :D

    OdpowiedzUsuń
  9. To piszę ja, Marszycki ;) Miło mi, ale ja też dziękuję za inspirację, bo dzięki Tobie przeczytałem Srokowskiego. I choć literacko jest to dla mnie słabiutkie, to z drugiej strony - poznawczo-historycznej - warte przeczytania. Rzeczywiście wstrząsająca rzecz. Skończyłem ten zbiór w jeden dzień i się czułem jak po zderzeniu z Tirem. Ale nie żałuję... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Jako Bibliożerca czuję się miło połechtany dobrym słowem od Ciebie :-)

    Twoje tegoroczne skontrum nie tyle wskazuje mi konkretne tytuły do przeczytania, co po prostu przypomina mi że mam do nadrobienia wielokrotnie chwalonych przez Ciebie dwóch autorów - mianowicie Ellroya i Clavella. Czy 2016 będzie tym rokiem w którym przeczytam w końcu Czarną Dalię i Shoguna? Mam nadzieję, ale z niezrozumiałych względów mam brzydki zwyczaj odkładania lekturowych pewniaków na później.

    Ale dzięki temu trafiają mi się takie niespodzianki jak Urban Waite na którego zwracam Twoją uwagę bo może ci się spodoba, a który to trafiłby i na moje tegoroczne skontrum gdybym się nie zapuścił w blogowaniu.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń