piątek, 20 października 2017

Złoto Gór Czarnych (Tom Clavin, Bob Drury, "Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów")

Jakoś tak się składa, że z na wskroś wspaniałej Serii Amerykańskiej wydawnictwa Czarne sięgam głównie po tomy związane z Dzikim Zachodem i podbojem Pogranicza (przy czym szereg innych tytułów zapisuję do późniejszej lektury). Tom poświęcony wodzowi Siuksów Czerwonej Chmurze nie jest w zasadzie "tylko" biografią. Życie Czerwonej Chmury - poza Szalonym Koniem i Siedzącym Bykiem najbardziej znanego spośród przywódców tej grupy plemion - jest osią, na której autorzy snują kompleksową panoramę wojen toczonych w Montanie, Wyoming i na Terytorium Dakoty od wczesnych lat 1850. do Masakry Fettermana (1866), będącej kulminacyjnym epizodem tzw. Wojny Czerwonej Chmury. Zwycięstwo pod Fortem Phil Kearny zapewniło temu wodzowi miejsce w historii, a było także pierwszym triumfem młodego jeszcze wówczas Szalonego Konia, dziesięć lat później jednego z głównych architektów zwycięstwa nad Custerem (1876). Obdarzony nieczęstym u Indian zmysłem taktyczno-strategicznym Czerwona Chmura był jednym z głównych orędowników współpracy międzyplemiennej, wskutek czego na przykład wiktoria z 1866 roku była wspólnym sukcesem dwóch odłamów Siuksów, ale także Czejenów i Arapahów. I bez tej współpracy nie byłaby możliwa.

poniedziałek, 16 października 2017

Josif Brodski, "Część mowy" (fragmenty czwarte)

***
Drzewo, Laokoon sękaty, zrzuca z siebie na chwilę głaz
odległej góry i chmurę bierze na barki. Słona
bryza wieje w porywach od strony przylądka. Głos
przechodząc w falset, na nitkę sensu nawleka słowa.
Skręcone sznury deszczu, który znienacka lunął,
chłoszczą wzgórz plecy: łopatki kąpiących się w łaźni.
Gdzieś Morze Śródziemne trąca ogryzki kolumnad,
jak słony język, który zza zębów wybitych wyłazi.
Serce, chociaż zdziczałe, wciąż jeszcze bije za dwoje,
w ciało się kryjąc jak bażant w bruzdę lub mysz pod miotłę.
Za dniem dzisiejszym jutro nieruchomo stoi,
jak orzeczenie stoi za podmiotem.

***
Nie pamiętasz tej wsi, zawieruszonej w błotach
zalesionej guberni, gdzie strachów na wróble w ogrodach
nikt jak świat światem nie stawia, bo tylko tam trawa olbrzymia,
a na drodze wyboje, doły i faszyna.
Babie Nastii pewnikiem się zmarło, Piestieriew też chyba w grobie,
a jeśli żyje, w piwnicy gorzałkę teraz żłopie
albo z naszego łóżka coś tam majstruje, sierota,
rzekomo furtkę jakąś, czy tam inne wrota.
A zimą drwa tam się rąbie i nic prócz rzepy się nie je,
i mruga od dymu gwiazda w mroźnym niebie.
I nie panna w perkalikach w okienku, lecz święto pyłu
i puste miejsce tam, gdzie nasza miłość była.

***
Świt granatowy spoza oszronionych okien
każe wspomnieć ulicę z jej porannym mrokiem,
latarnie, lód chodników, zaspy, na śniegu tropy
wydeptane, tłok w szatni na wschodnim krańcu Europy.
Workowaty garnitur wciąż Hannibalem tam dręczy,
potem spod pach na WF-ie czuć gimnastyczne poręcze;
co do czarnej tablicy, od której przejmuje dreszcz,
w dalszym ciągu jest czarna. Po drugiej stronie też.
Srebrny szron przeobraził brzęczenie dzwonka w kryształ.
Natomiast w kwestii linii równoległych wszystko
okazało się prawdą, oblekło w kościste ciało;
i nie chce mi się wstawać. Nigdy się nie chciało.

(1975-1976, przeł. Stanisław Barańczak)

środa, 11 października 2017

"Na południe od Brazos". Słowo o ilustracjach

(Uwaga - zaprezentowane poniżej zdjęcia pokazują różne fazy pracy nad wkładką ilustracyjną. Widoczne na nich fotografie nie są tożsame z finalnie wybranym zestawem.)


Pomysł na stworzenie wkładki z fotografiami od początku kusił obie strony - i mnie, i przedstawiciela Wydawnictwa. Mimo nieuchronnych kosztów marzyło nam się wydanie "z klimatem", zapadające w pamięć. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wykorzystanie bogatych zbiorów Biblioteki Kongresu. Po przejrzeniu jakichś 2-3 tysięcy fotografii kowbojów, spędów, ranczerów i krajobrazów, wytypowałem ostatecznie 16 fotografii. Idea była taka, by fotografie - mimo że nie były przecież bezpośrednią ilustracją powieści - sprawiały wrażenie dokumentacji znanych czytelnikowi wydarzeń. Stąd odrzuciłem fotografie z nieodpowiednich terytoriów (Kolorado, Kalifornia), ograniczając się stanów należących do powieściowego szlaku (Teksas, Nebraska, Wyoming, Montana) lub w ostateczności z nimi sąsiadujących. W niektórych przypadkach udało się znaleźć fotografie mogące być niemal w skali 1:1 ilustracją powieściowych wypadków i prezentacją niemalże tych samych lokacji (np. plac w San Antonio).

poniedziałek, 9 października 2017

Josif Brodski, "Nad wschodnią rzeką"

Mimo strachu przed pluskiem, idę z bólem głowy
w mdłym świetle zimowego południa wzdłuż płowej
rzeki niosącej błoto ku oceanowi,
który z takim rozmachem dzieli nas, że z czasem
udowodni wzrokowi drobiazgowość masy,
na co zwrócił uwagę karzeł olbrzymowi.

W  przewrotnym państwie siła ziaren i znaczenie
ma wyraz w stuku butów, wzroku wbitym w ziemię,
gdy bada wytrzymałość żwiru w Nowym Świecie.
Tam wszystko, co pamięta ciało stałe pro
vita sua, to ciepło cudzych bioder, to
także wiązanka suchych kwiatów na bufecie.

Autostado tlen zżera rycząc. Do ust sięga
i wypełnia je całkiem smak dwutlenku węgla.
Światło tkwi na źrenicy jak pył na ogarku.
Boli. Wciąż boli głowa.
Wiatr we włosach się schował.
Szumi tam i szeleści jak w brunatnym parku.

(1974, tłum. Katarzyna Krzyżewska)