poniedziałek, 27 marca 2017

Josif Brodski, *** (Kochana...)


M. B.

Kochana, wyszedłem dziś z domu wieczorem na plażę
odetchnąć świeżym powiewem oceanu.
W parterze zachód dopalał się chińskim wachlarzem,
a chmura się kłębiła, jak wieko fortepianu.

Przed ćwierćwieczem zajadałaś daktyle i szaszłyki,
rysowałaś tuszem, czasami śpiewałaś,
byłaś ze mną, ale odeszłaś z inżynierem chemikiem
i, sądząc z listów, koszmarnie zgłupiałaś.

Teraz można cię spotkać w metropolii i w powiecie
na pogrzebach przyjaciół odchodzących masowo
i rad jestem, że są przestrzenie na świecie
bardziej niewiarygodne, niż między mną i tobą.

Nie zrozum mnie źle. Z twoim głosem, imieniem i ciałem
nic się nie wiąże. Nikt ich nie zniszczył. Ale by osobę
tę jedną zapomnieć - potrzebne życie całe,
co najmniej jedno. Ja to mam za sobą.

Powiodło ci się, owszem. Sądzisz, że prócz zdjęcia
pozostaniesz bez zmarszczek, młoda, z ironią zjadliwą?
Czas pojmie swe bezprawie w zetknięciu z pamięcią.
Palę w ciemności i wdycham zgniliznę odpływu.

(1988, tłum. Katarzyna Krzyżewska)

piątek, 24 marca 2017

Tak sobie krwawię (Bob Dylan, "Duszny kraj")

Filip Łobodziński przekłada teksty Boba Dylana od niemal 40 lat, jednak do niedawna tłumaczenia te nie funkcjonowały w obiegu publicznym. Dopiero w ostatnich latach Łobodziński podjął próbę ich popularyzacji. Pokłosiem tych wysiłków jest powołanie koncertującej od 2014 r. formacji DYLAN.PL, której dorobek ukazał się kilka dni temu na dwupłytowym albumie. Kolejnym owocem zabiegów Łobodzińskiego jest publikacja książkowa, zawierająca aż 132 przekłady tekstów amerykańskiego barda. Trudnym do uwierzenia zbiegiem okoliczności oba te wydania zbiegły się z werdyktem kapituły Literackiej Nagrody Nobla - zaskakującym nawet dla tych, którzy zdają sobie sprawę, że korzenie literatury leżą właśnie w pieśniach. I nawet jeśli jest to dla niektórych nagroda szokująca czy - jak dla Pawła Huelle - żenująca, to nie sposób się nie zgodzić, że gdyby chcieć wskazać najbardziej wpływowego i znanego poetę ostatnich 50-60 lat, byłby to właśnie Bob Dylan. A w tym zbiegu okoliczności nadarza nam się znakomita okazja, by przyjrzeć się jego twórczości na poważnie, w sposób pogłębiony, w większej dawce niż podejmowane dotąd próby przekładów. Dostajemy po polsku już nie nie pojedyncze utwory, jak Odpowie ci wiatr, ani nawet pojedynczy album, jak u Martyny Jakubowicz (Tylko Dylan). To obszerny przegląd dorobku bogatego w treść, motywy, symbole, nawiązania. Cały literackie uniwersum. 

czwartek, 23 marca 2017

Bob Dylan - "Jeszcze nie zmrok"

Mała ciekawostka, odkurzona przy okazji lektury tekstów Dylana w przekładach Łobodzińskiego: własny przekład "Not Dark Yet" z wydanej 20 lat temu płyty "Time Out Of Mind". Najlepszy kawałek z najlepszej płyty? Pewnie nie, ale tak się składa, że z całego dorobku B.D. do tego albumu wracam najczęściej, a piosenka jest aż gęsta od klimatu. Tłumaczenie pochodzi sprzed 13 lat i ma swoje wady (w paru miejscach wyraźnie poszedłem na skróty), ale w tamtym czasie dobrze wpasowało mi się w to co sam wtedy pisałem.

poniedziałek, 13 marca 2017

Josif Brodski, "Odpowiedź na ankietę"

Według wieku ja mógłbym już być wśród rządzących,
lecz nie są do przyjęcia za żadne pieniądze:
a) kolumny cyfr, b) te intrygi, poza tym
c) te gabardynowe pokutnicze szaty.


W demokracji podobnie jak w szponach tyrana,
dla ministra, gdy wstaje z ociąganiem z rana,
nie ma nic wstrętniejszego od pękatej teczki
powiązanej w misterne kokardki wstążeczki.

Również nie do zniesienia jest wzorzysty dywan,
który grunt z mikrofonów pod sobą ukrywa.
Do bezbarwnego pyłu przylegając ściśle
daje drogę ucieczki dla szalonych myśli.

A co trudno wytrzymać, co najbardziej złości,
to brąz, listewki, kąty z posmakiem twórczości;
relief pszenicy, owsa (też się nie zachwycę)
z konturem państwa, które przypomina sznycel.

Nie, na stołek ministra ja się nie wybieram.
Tam wszystko po kolei za bardzo doskwiera.
Imię ojca poza tym zapominam często,
co za grzechy młodości mogłoby być zemstą.

Gdy myśli o ojczyźnie w głowie mi się roją
(gorzej, że w gołej), widzę w jej twarzy twarz moją
i nie podoba mi się. Nie ma rządu, który
zmieniłby to uczucie. Zakładam więc z góry,

że nie mógłbym być w rządzie. We mnie bez wątpienia
jest coś, co się popsuło, nie do naprawienia
śrubokrętem wyborów, ani niesłychanie
surowym prawem, ani najzwyklejszym laniem.

Tylko ten może mienić się obywatelem,
kto na nic nigdy w życiu nie liczy za wiele,
od państwa po narkotyk.Ceni sobie zdanie
jedynie własne oraz zegara na ścianie,

który spieszy z nim razem, wskazując gdy tyka
gdzie jest rzecz naturalna, istotna, gdzie dzika.
Przed portretem przywódcy nie przyjąłbym pozy
wyprężonej na baczność - zdrętwiałbym ze zgrozy.

(1993, tłum.Katarzyna Krzyżewska; źródło: FB)


piątek, 10 marca 2017

Homo culturalis (Josif Brodski, "Pochwała nudy")

Zbiór oryginalnie zatytułowany On Grief and Reason (O smutku i rozwadze), a po polsku wydany jako Pochwała nudy, to ostatni eseje Josifa Brodskiego. Wcześniej ukazał się tom Mniej niż ktoś (1986, także wydawany pt. Śpiew wahadła) i pojedynczy esej poświęcony Wenecji Znak wodny (1992). Pochwała nudy została wydana w listopadzie 1995 r., ledwie dwa miesiące przed śmiercią autora. Polska edycja w roku następnym była już pośmiertna. Wybór dokonany przez Stanisława Barańczaka pomijał 6 z 21 tekstów (w tym esej tytułowy, co pociągnęło za sobą zmianę tytułu całego zbioru), ale nie zmienia to faktu, że publikacja ta jest jedną z najważniejszych pozycji w bibliografii polskich wydań Noblisty. Jednak z indywidualnego punktu widzenia takiego czytelnika jak niżej podpisany ważność pomieszczonych tu tekstów miała i ma znaczenie marginalne. Przez bezpośredniość tonu, zgoła intymne podejście, wspaniałą swadę i potoczystość stylu (J. M. Coetzee zarzucał Brodskiemu "dowcipkowanie") teksty te wymykają się próbom wtłoczenia w majestatyczne epitety. Esej w wydaniu Brodskiego bardziej przypomina erudycyjną gawędę, a wykład czy przemówienie - przyjacielskie porady.