piątek, 24 marca 2017

Tak sobie krwawię (Bob Dylan, "Duszny kraj")

Filip Łobodziński przekłada teksty Boba Dylana od niemal 40 lat, jednak do niedawna tłumaczenia te nie funkcjonowały w obiegu publicznym. Dopiero w ostatnich latach Łobodziński podjął próbę ich popularyzacji. Pokłosiem tych wysiłków jest powołanie koncertującej od 2014 r. formacji DYLAN.PL, której dorobek ukazał się kilka dni temu na dwupłytowym albumie. Kolejnym owocem zabiegów Łobodzińskiego jest publikacja książkowa, zawierająca aż 132 przekłady tekstów amerykańskiego barda. Trudnym do uwierzenia zbiegiem okoliczności oba te wydania zbiegły się z werdyktem kapituły Literackiej Nagrody Nobla - zaskakującym nawet dla tych, którzy zdają sobie sprawę, że korzenie literatury leżą właśnie w pieśniach. I nawet jeśli jest to dla niektórych nagroda szokująca czy - jak dla Pawła Huelle - żenująca, to nie sposób się nie zgodzić, że gdyby chcieć wskazać najbardziej wpływowego i znanego poetę ostatnich 50-60 lat, byłby to właśnie Bob Dylan. A w tym zbiegu okoliczności nadarza nam się znakomita okazja, by przyjrzeć się jego twórczości na poważnie, w sposób pogłębiony, w większej dawce niż podejmowane dotąd próby przekładów. Dostajemy po polsku już nie nie pojedyncze utwory, jak Odpowie ci wiatr czy , ani nawet pojedynczy album, jak u Martyny Jakubowicz Tylko Dylan. To obszerny przegląd dorobku bogatego w treść, motywy, symbole, nawiązania. Cały literackie uniwersum. 

czwartek, 23 marca 2017

Bob Dylan - "Jeszcze nie zmrok"

Mała ciekawostka, odkurzona przy okazji lektury tekstów Dylana w przekładach Łobodzińskiego: własny przekład "Not Dark Yet" z wydanej 20 lat temu płyty "Time Out Of Mind". Najlepszy kawałek z najlepszej płyty? Pewnie nie, ale tak się składa, że z całego dorobku B.D. do tego albumu wracam najczęściej, a piosenka jest aż gęsta od klimatu. Tłumaczenie pochodzi sprzed 13 lat i ma swoje wady (w paru miejscach wyraźnie poszedłem na skróty), ale w tamtym czasie dobrze wpasowało mi się w to co sam wtedy pisałem.

poniedziałek, 13 marca 2017

Josif Brodski, "Odpowiedź na ankietę"

Według wieku ja mógłbym już być wśród rządzących,
lecz nie są do przyjęcia za żadne pieniądze:
a) kolumny cyfr, b) te intrygi, poza tym
c) te gabardynowe pokutnicze szaty.


W demokracji podobnie jak w szponach tyrana,
dla ministra, gdy wstaje z ociąganiem z rana,
nie ma nic wstrętniejszego od pękatej teczki
powiązanej w misterne kokardki wstążeczki.

Również nie do zniesienia jest wzorzysty dywan,
który grunt z mikrofonów pod sobą ukrywa.
Do bezbarwnego pyłu przylegając ściśle
daje drogę ucieczki dla szalonych myśli.

A co trudno wytrzymać, co najbardziej złości,
to brąz, listewki, kąty z posmakiem twórczości;
relief pszenicy, owsa (też się nie zachwycę)
z konturem państwa, które przypomina sznycel.

Nie, na stołek ministra ja się nie wybieram.
Tam wszystko po kolei za bardzo doskwiera.
Imię ojca poza tym zapominam często,
co za grzechy młodości mogłoby być zemstą.

Gdy myśli o ojczyźnie w głowie mi się roją
(gorzej, że w gołej), widzę w jej twarzy twarz moją
i nie podoba mi się. Nie ma rządu, który
zmieniłby to uczucie. Zakładam więc z góry,

że nie mógłbym być w rządzie. We mnie bez wątpienia
jest coś, co się popsuło, nie do naprawienia
śrubokrętem wyborów, ani niesłychanie
surowym prawem, ani najzwyklejszym laniem.

Tylko ten może mienić się obywatelem,
kto na nic nigdy w życiu nie liczy za wiele,
od państwa po narkotyk.Ceni sobie zdanie
jedynie własne oraz zegara na ścianie,

który spieszy z nim razem, wskazując gdy tyka
gdzie jest rzecz naturalna, istotna, gdzie dzika.
Przed portretem przywódcy nie przyjąłbym pozy
wyprężonej na baczność - zdrętwiałbym ze zgrozy.

(1993, tłum.Katarzyna Krzyżewska; źródło: FB)


piątek, 10 marca 2017

Homo culturalis (Josif Brodski, "Pochwała nudy")

Zbiór oryginalnie zatytułowany On Grief and Reason (O smutku i rozwadze), a po polsku wydany jako Pochwała nudy, to ostatni eseje Josifa Brodskiego. Wcześniej ukazał się tom Mniej niż ktoś (1986, także wydawany pt. Śpiew wahadła) i pojedynczy esej poświęcony Wenecji Znak wodny (1992). Pochwała nudy została wydana w listopadzie 1995 r., ledwie dwa miesiące przed śmiercią autora. Polska edycja w roku następnym była już pośmiertna. Wybór dokonany przez Stanisława Barańczaka pomijał 6 z 21 tekstów (w tym esej tytułowy, co pociągnęło za sobą zmianę tytułu całego zbioru), ale nie zmienia to faktu, że publikacja ta jest jedną z najważniejszych pozycji w bibliografii polskich wydań Noblisty. Jednak z indywidualnego punktu widzenia takiego czytelnika jak niżej podpisany ważność pomieszczonych tu tekstów miała i ma znaczenie marginalne. Przez bezpośredniość tonu, zgoła intymne podejście, wspaniałą swadę i potoczystość stylu (J. M. Coetzee zarzucał Brodskiemu "dowcipkowanie") teksty te wymykają się próbom wtłoczenia w majestatyczne epitety. Esej w wydaniu Brodskiego bardziej przypomina erudycyjną gawędę, a wykład czy przemówienie - przyjacielskie porady.

poniedziałek, 6 marca 2017

Josif Brodski, "Część mowy" (fragmenty drugie)

***
Urodziłem się i wyrosłem wśród błot nadbałtyckich, palami
biegnących w morze, skąd fale, szare jak cynk, parami
napływały; i stąd wszystkie rymy, stąd ten spłowiały głos,
który się między nami wije jak mokry włos -
jeśli w ogóle się wije. Spocząwszy na plaży tych wierszy,
muszla ucha dosłyszy w nich nie grzmot złowieszczy,
ale klaskanie płótna, okiennic, dłoni, czajnik
kipiący na maszynce, maksimum - skwir rozkrzyczanych
mew. W tych płaskich krainach to właśnie chroni przed fałszem
serce, że nie ma gdzie się skryć i że widoki dalsze.
Tylko dźwiękom rozległa dal się nie uśmiecha:
oko się nie poskarży na brak echa.

***
Co się tyczy gwiazd, to one zawsze.
To znaczy - jeśli jedna, to zaraz i druga.
Bo też tylko tak można stamtąd tutaj patrzeć -
wieczorem, po ósmej - i mrugać.
Niebo wygląda bez nich lepiej. Choć wiadomo,
że lepiej jest podbijać kosmos, gdy się znajdzie
jakaś. Ale podbijać właśnie nieruchomo,
siedząc w fotelu, na pustej werandzie.
Jak powiedział raz, twarz do połowy
w cień chowając, pilot pewnej rakiety,
o życiu na nich najwyraźniej nie ma mowy,
a zatrzymać na nich wzroku nie ma kiedy.

***
....i kiedy słychać słowo "przyszłość" szeleszczące,
wtedy z języka rosyjskiego pędzi
chmara myszy, by ogryźć ten łakomy kąsek:
dziurawy ser pamięci.
Po tylu zimach jest już obojętne, co
lub kto stoi przy oknie, skryty w kotar cieniu,
i w mózgu się rozlega nie nieziemskie "do",
lecz tylko szelest, szmer. Życie, któremu -
ponieważ darowane - patrzeć w pysk się nie da,
obnaża zęby przy każdym ponownym
spotkaniu. I z człowieka zostaje część jego
mowy. Część mowy w ogóle. Część mowy.

(1975-1976, przeł. Stanisław Barańczak)