piątek, 22 września 2017

Kiedy umieram (Paul Harding, "Majsterka")

George Crosby umiera. Leży na łóżku w dziennym pokoju i w majakach wracają doń obrazy z minionego życia. W urywany, epizodyczny sposób poznajemy klocki, które składają się na emocjonalny portret tego odchodzącego mieszkańca Nowej Anglii. Istotną figurą jest wśród nich ojciec, który opuścił rodzinę w dzieciństwie George'a. On także dostanie głos i opowie o swojej z kolei samotności i także swoim ojcu.

poniedziałek, 18 września 2017

Ukąszenie zła (Ian McGuire, "Na Wodach Północy")

Wyjątkowo powoli i z trudem wracam w tym roku do codziennego rytmu po sierpniowym urlopie. Odbiło się to też na blogu. Ale cóż - trzeba stopniowo odznaczać kolejne pozycje na liście zaległych zadań. 

Aha, i najbliższe recenzje nie będą raczej długie. 



Ta opowieść już od pierwszego rozdziału uderza brutalnością czynów i wulgarnością języka. Ta pierwsza od razu ujawnia nam mordercę, a autor dzięki temu z premedytacją, wręcz demonstracyjnie unika choćby pozoru wątku kryminalnego, choć przecież między innym o odkrycie mordercy będzie szła gra na wielorybniczym rejsie. Ta druga zaś podkreśla drapieżność ludzkich reakcji i gwałtowność emocji. Prostackie marynarskie - i nie tylko - bluzgi często zastępują cios, albo inny wyraz pogardy. Bowiem relacje międzyludzkie na pokładzie "Ochotnika" to plątanina sprzecznych interesów, chciwości, żądz, słabości i obsesji. Każdy - czy to brutalny wielorybnik Drax, wojskowy lekarz Sumner, a także oficer Cavendish, kapitan Brownlee i pozostały na lądzie armator Baxter - ma swoje grzechy na sumieniu. Sprzeczna gra interesów i namiętności nieuchronnie zaważy na losach wielorybniczego żaglowca, i bez tego z trudem walczącego z lodami Arktyki.

poniedziałek, 4 września 2017

Josif Brodski, *** (Poszum ulewy ożywia i wieści...)


Poszum ulewy ożywia i wieści
sławę mimozy, którą pył zaciera.
Wieczór rozcina dobę na dwie części,
jak tną nożyce ósemkę na zera.
Cyferblat w talii się zwęża i w parze
z gitarą jasne jest ich podobieństwo.
Tej, której wzrok się oparł na gitarze
gryf przypomina pukiel włosów gęstych.

Dłoń jej szal gładzi i prostuje fałdy.
Wystarczy dotknąć jej ramion czy włosów,
aby zadźwięczał głośniej smutek twardy
i nic innego wydobyć nie sposób.
Jesteśmy sami. I oprócz przykutych
do siebie wzajem naszych oczu w cieniu,
nic już ze sobą nas nie wiąże tutaj,
w zakratowanym ukośnie więzieniu.

(1963, przeł. Katarzyna Krzyżewska)

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Josif Brodski, "Część mowy" (fragmenty trzecie)


***
W pobliżu oceanu, w świetle świecy; w ramie
pól, kipiących od lucern, szczawiów i koniczyn.
Wieczorem ciału, jak Sziwie, wyrasta mnóstwo ramion,
wyciągniętych ku lubej, a wypełnionych niczym.
Sowa zapada w trawę, wpija się w ciałko mysie,
z niewiadomych powodów poskrzypują krokwie.
W drewnianym mieście twardszy jest sen, bowiem śni się
tylko to, co zdarzało się już wielokrotnie.
Czuć zapach świeżej ryby, profil krzesła przykrył
pół ściany, muślinowa firanka w bryzie chłodnej
wzdyma się sennie; i księżyc podciąga promieniem przypływ
jak zsuwającą się kołdrę.

***
Zawsze zostaje ta możliwość: z wnętrza
wyjść na ulicę, której perspektywa wietrzna
i brązowa ukoi twój wzrok szeregami
drzwi i drzew, blaskiem kałuż, samym maszerowaniem.
Ostatki włosów mierzwi lekkiego wiatru cwał,
w dali ulica zwęża się w literę V,
jak twarz ku podbródkowi, i szczekający terier
wylatuje z podsienia, jak zmięta w kłąb papeteria.
Ulica. Domy. Choć wszystkie podobne,
niektóre lepsze: więcej rzeczy na wystawie,
no i chociażby to, że gdy popadniesz w obłęd,
to w każdym razie w nich się to nie stanie.

***
Jeśli co śpiewać, to wiatr, kiedy zmienia się z zachodniego
na wschodni i kiedy gałąź razem z ciężarem śniegu
przemieszcza się w lewą stronę z poskrzypywaniem markotnym,
a kaszel twój nad równiną leci ku lasom Dakoty.
W południe można z dwururki wypalić w to, co się kuli
w bruździe na kształt zająca, pozwalając w ten sposób kuli
powiększyć dystans między piórem, ten wiersz koślawy
zapisującym powoli, a tym, co zostawia ślady
w polu. Czasami ręka łączy się w całość z głową
nie po to, aby stworzyć nową linijkę, czy słowo,
lecz aby pod głos własny, pełen wadliwych akcentów,
podstawić ucho, zupełnie jak centaur.

***
Nie, nie dostaję bzika: po prostu zmęczyło mnie lato.
Zacznę szukać koszuli w komodzie - i już zmarnowałem niedzielę.
Niechby choć zima raz przyszła i zasypała czubato
to wszystko: miasta, ludzi, a na początek zieleń.
Nic, tylko spać w ubraniu lub czytać nie wiedzieć czemu
od środka cudzą książkę - aż reszta reszta roku, wolno
stąpając, jak owczarek, co uciekł niewidomemu,
przekroczy asfalt w miejscu dozwolonym. Wolność
jest wtedy, gdy zapominasz nazwiska tyrana,
a ślina w ustach smakuje słodziej niż chałwy Persji,
i chociaż mózg skręcony masz jak róg barana,
nic nie kapie ci z oczu niebieskich.

(1975-1976, przeł. Stanisław Barańczak)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Josif Brodski, "Melodia muru berlińskiego"



To jest dom, który zburzył Jack.
To jest punkt, skąd na tamten brzeg
chciał przejść Hans (jeden strzał i schlus).
a to jest mur, który Iwan wzniósł.