wtorek, 9 sierpnia 2016

Josif Brodski, "Obłoki"

Obłoki ponad
Bałtykiem, w lecie!
Prezentujecie
światu eksponat

piękna bez skazy -
może i tamten
świat łudząc kształtem
wojsk lub ołtarzy?

Rewers wasz - tylko
Bóg zna: On, który
dostrzega skóry
biel pod mantylką.

Ja też, gdy fosę
w glinie trwóg kopię,
widzę w was kopię
niebytu, losu

innego wzorzec.
Szlak nad granitem,
nad drobno zrytym
falami morzem,

wiedzie przez niebo
was i zamienia
w rzeźby istnienia
 bezgranicznego.

Katedra, krater,
profil Tołstoja,
barłóg playboya,
wiedeński Prater,

wosk świec, plac w Rzymie -
coraz to nowe
góry lodowe,
mózgi olbrzymie,

Raju wybrzeża -
gdyby nie wietrzyk,
gdzież geometrzy,
co was wymierzą?

Jest w waszym szyku,
w skłębionym wieńcu,
coś z osiedleńców i
 z koczowników.

Widzę w was model
bezładu; to, co
różni, jednocząc,
mrok snu i mowę.

Wasz nakaz cenię
kategoryczny:
wierzyć nie w liczby,
 lecz w odrzucenie

tego, co słuszne;
nie wadze, mierze
ufać - chimerze
zaprzedać duszę!

Wyspę tworzycie:
od globu większa,
lecz brak tam miejsca
na drugie życie.

Wasze pałace
 to sen spełniony,
a przy tym - trony
serc samowładcze.

Białe, szalone
sukien kaskady,
krach barykady
wykrochmalonej,

bielinków hufce
i himalaje,
pulchne seraje
serafów - mówcie,

obłoki, chóry
czujnych grzeszników
w niebie Bałtyku:
czyj was głos, z góry

znany, przyzywa?
W kim macie swego
budowniczego,
 a w kim Syzyfa?

Ktoś, kto za nawias
wyszedł - lecz j e s t tam -
chmurny majestat
dźwięku pozbawia

i cud obłoków
zawsze jest niemy.
Obserwujemy,
jak krok po kroku

suną ich stada
przez ciche niebo.
W grze w chowanego
tak biec wypada;

w błękitnej głuszy -
kryjówka biała:
lżejsza od ciała,
lepsza od duszy.

(1989; tłum. Stanisław Barańczak)

czwartek, 4 sierpnia 2016

Wszystkie dzieci Ameryki. O powieściach E. L. Doctorowa [wstęp do cyklu]



Dwa tygodnie temu minął rok od śmierci Edgara Lawrence'a Doctorowa (ur. 1931). To jeden z najlepiej reprezentowanych pisarzy w mojej biblioteczce - z jedenastu wydanych po polsku powieści nie czytałem tylko dwóch (trochę gorzej z opowiadaniami - są one bardzo nierówne; mam wrażenie, że ELD nie czuł się dobrze w krótkich formach, dużo lepiej wychodziły mu wielowątkowe, pełnoprawne fabuły). Pisarz w Ameryce uznawany za jednego z ważniejszych, stawiany obok Updike'a i Rotha, Mailera czy Bellowa. U nas w pewnym okresie (w drugiej połowie lat 80. i pierwszej 90.) wydawany i poczytny; obecnie nadal wydawany, niby nadal ceniony, ale trochę zapomniany. A niesłusznie, bo do ostatnich lat życia nie obniżał lotów - epicki Marsz (2005) to jedna z najlepszych jego powieści (i jedna ze ścisłej czołówki powieści o wojnie secesyjnej), zaś Homer i Langley (2009) to na wskroś oryginalne spojrzenie na - bagatela - 70 lat z dziejów USA. Zaś ostatni Umysł Andrew, nawet jeśli faktycznie jest porażką, to z tych ambitnych.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Josif Brodski, * * * (Czas rachowania kurcząt przez jastrzębia...)

Czas rachowania kurcząt przez jastrzębia; monet
parzących palce w kieszeni, stogów we mgle; moment,
kiedy fale północnych rzek, zamarzające
u ujścia, wspominają źródła w zapadłym kącie
południa i jest im cieplej. Czas doby coraz krótszej,
zdejmowanego palta, nasiąkłych butów, kurczów
żołądka po gotowanej brukwi; pora
drzew, bitewnych chorągwi, targanych przez poryw
silnego wiatru. Pora, gdy leży odłogiem praca,
dni podobne do siebie jak bliźniacy smutni
i pod korą zachłanne, bezwstydne, drżące palce
błądzą. Im więcej palców, tym mniej sukni.

(1978, przeł. Stanisław Barańczak).