piątek, 24 listopada 2017

Saga o Ranaldzie (George Mackay Brown, "Winlandia")

Książka pisarza ze szkockich wysp Orkadów jest opowieścią z czasów wypraw Wikingów (przełom X i XI w.), ale - wbrew pierwszym, oczywistym skojarzeniom z tym entourage'em - nie jest fabułą przygodową. Życie Ranalda Sigmundsona, którego poznajemy jako młodego chłopca żeglującego z ojcem i jego załogą z macierzystej wyspy na Grenlandię w celach handlowych, początkowo rokuje inaczej. Splot okoliczności zawieje Ranalda na zachód, na upojnie dzikie wybrzeże Winlandii, dzisiejszej Ameryki Północnej. Zew posmakowanej wówczas nieznanej ziemi będzie go prześladował przez wiele późniejszych lat.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Josif Brodski, *** (Jesień – dobry czas, jeśli nie jesteś botanikiem...)

Ł. S.

Jesień – dobry czas, jeśli nie jesteś botanikiem,
jeśli buty do wiązania szuka parkietu botwinnik*:
jego cień kładzie się wyraźnie na chodnik,
a dalej – drzewa jak ręce, pozostałe bez pieniędzy.
Na niebie bez ptaków łatwo zwycięstwo odgadnę
własnych słów,jak: „przepraszam”, „nie będę”,
które uznawane jako poczucie winy i mody,
stają się ciemnoszare w końcówce pogody.

Wszystko będzie lepsze, gdy drobny deszcz się rozpada,
bo niczego już więcej nie będzie,
tylko pozazdrościć jeszcze, sił przesilenia
pijanych, wspomnień i dawnego psychicznego cierpienia.

Zatrzymaj się, na chwilę,kiedy ryba umiera
w jeziorze, kiedy przyroda wyjmuje z garderoby
z westchnieniem pogniecione rzeczy i wodzi wzrokiem
w miejscu, zjedzonym przez mole, swym cerowanym okiem.

(1995, tłum. Ryszard Mierzejewski,
http://rymierz-wiersze.blog.onet.pl/2012/10/03/josif-brodski-wiersze/)

*botwinnik (ros. ботвинник) – nieprzetłumaczalne na język polski słowo,
które zostało utworzone przez autora wiersza najprawdopodobniej na
określenie rosyjskiego arcymistrza szachowego Michaiła Botwinnika (1911-1995) (przyp. tłum.)

piątek, 17 listopada 2017

Człowiek człowiekowi (William Golding, "Rytuały morza")

Wbrew polskiemu tytułowi Rytuały morza noblisty Williama Goldinga (1911-1993) nie są powieścią marynistyczną. Zresztą oryginalny tytuł ucieka od marynistycznych skojarzeń i oznacza obrzędy inicjacyjne, nawet niekoniecznie równikowy chrzest morski.

Lekki w tonie początek powieści starannie zapowiada kierunek komediowo-salonowej fabuły, który… nie zostanie zrealizowany. Oto młody gentleman Edmund Talbot, wraz z grupką innych pasażerów, których dobór zgodnie z konwencją stanowi przekrój wiecznego brytyjskiego społeczeństwa u schyłku epoki napoleońskiej, zmierza na pokładzie żaglowca do Australii, gdzie objąć ma ważną posadę urzędniczą. Znakomite urodzenie Talbota sytuuje go na tak uprzywilejowanej pozycji, że nawet surowy kapitan Anderson musi - chcąc, nie chcąc - liczyć się z jego zdaniem. Zwłaszcza, że Talbot zabija czas pisząc dziennik adresowany do swego wysoko postawionego protektora. To właśnie powieść jest tym dziennikiem, w którym Talbot wytyka - w sposób w swoim pojęciu dowcipny - przywary współtowarzyszom podróży, dzieli się pokładowymi plotkami, chwali seksualnymi podbojami i dworuje z niżej urodzonych. Jest pełen poczucia wyższości i przy tym niebywale powierzchowny.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Josif Brodski, "W listopadowy dzień" (urywek)

M. B.

W listopadowy dzień, kiedy przed wiatrem
chronione są tylko nagie drzewa,
a wszystko drży nieobnażone,
błądzę powoli wzdłuż kolumnady
pałacu, którego szyby honorują zmierzch
i gołębie, zlatujące chmarą
do wszystkiego, co jest wypełnione niedopałkami
ślepej bogini.
Stary zegar
pokazuje właściwy czas.
Woda się burzy i tylko chmury nad parkiem
nie wiedzą, co mają robić
i przez pomyłkę przepuszczają słońce.

(1967, tłum. Ryszard Mierzejewski,
http://rymierz-wiersze.blog.onet.pl/2012/11/05/w-listopadowy-dzien/)

piątek, 10 listopada 2017

Nie chodzi o umieranie, tylko o życie (Larry McMurtry, "Na południe od Brazos")

Ta książka w USA traktowana jest jak współczesny klasyk: wymieniana obok Zabić drozda i Gron gniewu jako jedna z najlepszych powieści-laureatek Pulitzera, uznawana w wielu rankingach za najlepszy literacki western, w Teksasie wielbiona jako stanowa epopeja, niczym w Georgii Przeminęło z wiatrem. Podobnie oparty na niej miniserial, jako bodaj jedyny w historii western telewizyjny, zestawia się nie z Bonanzą, ale z dziełami Forda, Penna, Peckinpaha i Eastwooda. Jej pierwsze polskie wydanie 26 lat temu przeszło bez większego echa, podobnie jak emisja miniserialu. Zdobyła jednak niewielkie, ale wierne grono wielbicieli. Zresztą obojga płci, bo jak na silnie konwencjonalny gatunek jest to powieść wyjątkowo uniwersalna.