środa, 2 maja 2018

Podróż trwa (William Golding, "Twarzą w twarz")

Podobno pierwotnie William Golding nie zamierzał pisać "Trylogii Morskiej", a Rytuały morza, które przyniosły mu Nagrodę Bookera, miały być autonomicznym i zamkniętym dziełem. I w sumie częściowo tak właśnie jest - bo konflikt moralno-etyczny jest tak mocno i wyraziście domknięty, że nie przeszkadza temu faktowi pozostawienie otwartych innych wątków ani porzucenie bohaterów w połowie podróży. Jawne zlekceważenie sztafażu powieści marynistycznej na rzecz poważniejszej problematyki kieruje uwagę czytelnika tam, gdzie następuje puenta, a nie tam, gdzie historia pozostaje w zawieszeniu.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Serce w kapeluszu (Larry McMurtry, "Leaving Cheyenne")

Druga powieść McMurtry'ego (1963) jest zarazem kolejną po debiucie z 1961 r. odsłoną "Trylogii z Thalii", w której teksaski pisarz uwiecznił kraj swojej młodości. Potomek rancherów po raz kolejny mierzy się więc z odchodzącym w przeszłość etosem kowbojskim i pionierskim, ustępującym wobec nieuchronnych przemian cywilizacyjnych. Przyjmuje jednak tym razem odmienny klucz fabularny. W Horseman, Pass By opowieść, relacjonowana z jednego punktu widzenia, niedaleka była od jedności czasu i miejsca, a jej wymiar egzystencjalny wyrażał się w relacjach postaci tyleż stereotypowych, co symbolicznych. Konflikt między młodym, gniewnym i głodnym życia młodzieńcem a starzejącym się ranczerem - jego ojcem - odbijał się echem w starciu między odchodzącym w przeszłość etosem hodowców bydła a nadciągającą mentalnością wydobywców ropy naftowej. Wszystko zamykało się kilku miesiącach 1954 roku. Tym razem struktura opowieści jest odmienna, a środek jej ciężkości leży gdzie indziej.

środa, 4 kwietnia 2018

Strzał i obława (Hampton Sides, "Ogar piekielny ściga mnie")

Kolejna pozycja z wybitnej serii "Amerykańskiej" Wydawnictwa Czarne. Autor recenzowanej już biografii Kita Carsona tym razem pochylił się nad rekonstrukcją jednej z kluczowych tragedii Ameryki późnych lat 60. - zamachu na Martina Luthera Kinga, którego pięćdziesiąta rocznica przypada dokładnie dzisiaj. Pochodzący z Memphis dziennikarz ma - jak wyjaśnia we wstępie - z racji pochodzenia z miasta będącego sceną tego wydarzenia, szczególnie osobisty stosunek do tego dramatu. Właśnie fakt, że jego rodzinne miasto zostało splamione krwią, pchnął go do podjęcia tego tematu.

Owocem jego pracy jest drobiazgowa relacja, w której przeplatają się naprzemiennie wydarzenia z życia zamachowca i ofiary. Śledzimy więc odyseję wędrówkę kryminalisty, który wiosną 1967 roku uciekł z więzienia w Missouri i w dość chaotyczny sposób próbuje odnaleźć się na wolności, przemieszczając się do Meksyku, Los Angeles, Nowego Orleanu i wreszcie Memphis w Tennessee. Rekonstrukcja jego drogi hipnotyzuje drobiazgowością, wspartą ogromną ilością źródeł, głównie zeznań, dokumentujących niemal każdy krok czterdziestolatka bez cech szczególnych, o nieco dziwacznym sposobie bycia. Jednocześnie Sides, bogato posiłkując się relacjami przyjaciół i współpracowników wielkiego bojownika, przybliża postać i działalność Kinga. I te dwie narracje oczywiście nieuchronnie spotkają się w połowie opowieści, ale generowane przez tą nieuchronność napięcie wykracza daleko poza suchą relację.

czwartek, 22 lutego 2018

Koniec świata w Kuinak (Ken Kesey, "Pieśń żeglarzy")

"Space: the final frontier..." - tymi słowami w latach mojego dzieciństwa rozpoczynał się się każdy odcinek serialu "Star Trek". W niedalekiej przyszłości opisywanej przez Keseya taką ostateczną granicą, a dokładniej emanacją XIX-wiecznego Dzikiego Zachodu jest Alaska, zasiedlona nie tylko przez białych ludzi z obu stron Morza Beringa, ale także rdzennych Aleutów o różnym stopniu ucywilizowania. Rybacka osada Kuinak to enklawa radośnie zabałaganionej normalności, niemal całkowicie odcięta od mocno skomercjalizowanego świata (który zresztą spotkały jakieś bliżej niesprecyzowane wstrząsy dziejowe). Kuinak to oczywiście także malownicza gromadka zamieszkujących tę osadę dziwaków, wśród których prym wiodą: Ike Sallas (w młodości ekoterrorysta znany jako desperado Na-Ciebie-Kolej), Alice Carmody vel Wściekła Aleutka, czy Emil Greer - wyglądający jak przechodzona wersja Marleya właściciel psa o takimże imieniu. Jest też stowarzyszenie właścicieli psów  - Psubractwo - czyli lokalna, nieźle ujarana grupa łącząca cechy masonerii i klubu towarzyskiego. I wszystko układa się cacy, dopóki osady nie nawiedza super-hiper hollywoodzka jednostka pływająca, albowiem w Kuinak pewien gość umyślił nakręcić film. Łatwo się domyślić, że miejsce nie zostało wybrane na chybił trafił, a i sam gość nazwiskiem Levertov znany jest temu i owemu…

poniedziałek, 5 lutego 2018

Josif Brodski, "Posłowie"

I
Mijają lata, burą ścianę pałacu przecina
pęknięcie. Ślepa szwaczka przetyka wreszcie koniec nici
przez złote uszko. Wychudzona Święta Rodzina
o milimetr przybliża się do egipskiej granicy.

Świat widzialny dostarcza codziennej rozrywki
większości żywych. Jasnym, choć postronnym
światłem zalane ulice. Astronom
po nocach skrupulatnie podlicza napiwki.

II
Tracę już pamięć o tym, gdzie i o jakiej porze
rozegrało się takie czy inne zdarzenie.
Wczoraj? Kilka dni temu? W wodzie?
W powietrzu? W parku? Ze mną - czy beze mnie?

A i samo zdarzenie – powiedzmy, eksplozja,
babski fałsz, rozruch pieca, powódź, zakrzep w żyle
- nic nie pamięta i nigdy nie pozna
ani mnie, ani innych, którzy je przeżyli.

III
Znaczy to najwidoczniej, że za pan brat jestem
z życiem. Że również ja stanowię teraz
włókno tkaniny, która swym szarym szelestem
odbarwia skórę, kiedy się o nią ociera.

Że i moja twarz pewnie nie różni się niczym
od byle łatki, szmatki, trykotu pajaca,
pozszywanych całości, części, skutków, przyczyn
- od tego, czego można nie znać, pragnąć, bać się.

IV
Dotknij mnie – pod palcami poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranku, tętno
kamieniołomu miasta, oddech stepowej pustki,
tych, którzy już nie żyją, lecz których pamiętam.

Dotknij mnie – a poczujesz pod czubkami palców
wszystko to, co istnieje poza mną, beze mnie,
co nie wierzy mnie, mojej twarzy, memu paltu,
wpisując nas w swój bilans zawsze po stronie ujemnej.

V
Mówię do Ciebie – i nie moja wina,
jeśli nie słychać. Gdy kurz dni przytępi
wzrok, na strunach głosowych osiadać zaczyna.
Cóż, lepszy głos matowy niż natrętny.

To – aby lepiej słyszeć kukuryku, tik-tak,
igłę, co w sercu płyty wydrapuje dziurę.
To abyś się nie spostrzegł, gdy zamilknę – jak
nie powiedział wilkowi Czerwony Kapturek.

(1987, tłum. Stanisław Barańczak)