poniedziałek, 20 listopada 2017

Josif Brodski, *** (Jesień – dobry czas, jeśli nie jesteś botanikiem...)

Ł. S.

Jesień – dobry czas, jeśli nie jesteś botanikiem,
jeśli buty do wiązania szuka parkietu botwinnik*:
jego cień kładzie się wyraźnie na chodnik,
a dalej – drzewa jak ręce, pozostałe bez pieniędzy.
Na niebie bez ptaków łatwo zwycięstwo odgadnę
własnych słów,jak: „przepraszam”, „nie będę”,
które uznawane jako poczucie winy i mody,
stają się ciemnoszare w końcówce pogody.

Wszystko będzie lepsze, gdy drobny deszcz się rozpada,
bo niczego już więcej nie będzie,
tylko pozazdrościć jeszcze, sił przesilenia
pijanych, wspomnień i dawnego psychicznego cierpienia.

Zatrzymaj się, na chwilę,kiedy ryba umiera
w jeziorze, kiedy przyroda wyjmuje z garderoby
z westchnieniem pogniecione rzeczy i wodzi wzrokiem
w miejscu, zjedzonym przez mole, swym cerowanym okiem.

(1995, tłum. Ryszard Mierzejewski,
http://rymierz-wiersze.blog.onet.pl/2012/10/03/josif-brodski-wiersze/)

*botwinnik (ros. ботвинник) – nieprzetłumaczalne na język polski słowo,
które zostało utworzone przez autora wiersza najprawdopodobniej na
określenie rosyjskiego arcymistrza szachowego Michaiła Botwinnika (1911-1995) (przyp. tłum.)

piątek, 17 listopada 2017

Człowiek człowiekowi (William Golding, "Rytuały morza")

Wbrew polskiemu tytułowi Rytuały morza noblisty Williama Goldinga (1911-1993) nie są powieścią marynistyczną. Zresztą oryginalny tytuł ucieka od marynistycznych skojarzeń i oznacza obrzędy inicjacyjne, nawet niekoniecznie równikowy chrzest morski.

Lekki w tonie początek powieści starannie zapowiada kierunek komediowo-salonowej fabuły, który… nie zostanie zrealizowany. Oto młody gentleman Edmund Talbot, wraz z grupką innych pasażerów, których dobór zgodnie z konwencją stanowi przekrój wiecznego brytyjskiego społeczeństwa u schyłku epoki napoleońskiej, zmierza na pokładzie żaglowca do Australii, gdzie objąć ma ważną posadę urzędniczą. Znakomite urodzenie Talbota sytuuje go na tak uprzywilejowanej pozycji, że nawet surowy kapitan Anderson musi - chcąc, nie chcąc - liczyć się z jego zdaniem. Zwłaszcza, że Talbot zabija czas pisząc dziennik adresowany do swego wysoko postawionego protektora. To właśnie powieść jest tym dziennikiem, w którym Talbot wytyka - w sposób w swoim pojęciu dowcipny - przywary współtowarzyszom podróży, dzieli się pokładowymi plotkami, chwali seksualnymi podbojami i dworuje z niżej urodzonych. Jest pełen poczucia wyższości i przy tym niebywale powierzchowny.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Josif Brodski, "W listopadowy dzień" (urywek)

M. B.

W listopadowy dzień, kiedy przed wiatrem
chronione są tylko nagie drzewa,
a wszystko drży nieobnażone,
błądzę powoli wzdłuż kolumnady
pałacu, którego szyby honorują zmierzch
i gołębie, zlatujące chmarą
do wszystkiego, co jest wypełnione niedopałkami
ślepej bogini.
Stary zegar
pokazuje właściwy czas.
Woda się burzy i tylko chmury nad parkiem
nie wiedzą, co mają robić
i przez pomyłkę przepuszczają słońce.

(1967, tłum. Ryszard Mierzejewski,
http://rymierz-wiersze.blog.onet.pl/2012/11/05/w-listopadowy-dzien/)

piątek, 10 listopada 2017

Nie chodzi o umieranie, tylko o życie (Larry McMurtry, "Na południe od Brazos")

Ta książka w USA traktowana jest jak współczesny klasyk: wymieniana obok Zabić drozda i Gron gniewu jako jedna z najlepszych powieści-laureatek Pulitzera, uznawana w wielu rankingach za najlepszy literacki western, w Teksasie wielbiona jako stanowa epopeja, niczym w Georgii Przeminęło z wiatrem. Podobnie oparty na niej miniserial, jako bodaj jedyny w historii western telewizyjny, zestawia się nie z Bonanzą, ale z dziełami Forda, Penna, Peckinpaha i Eastwooda. Jej pierwsze polskie wydanie 26 lat temu przeszło bez większego echa, podobnie jak emisja miniserialu. Zdobyła jednak niewielkie, ale wierne grono wielbicieli. Zresztą obojga płci, bo jak na silnie konwencjonalny gatunek jest to powieść wyjątkowo uniwersalna.

poniedziałek, 30 października 2017

Josif Brodski, "Pieśń niewinności i pieśń doświadczenia"


On a cloud I saw a child,
and laughing said to me...
William Blake

1

Chcemy się wiecznie bawić na łące w berka
chcemy chodzić nie w płaszczach, lecz w pulowerkach.
Jeśli na dworze będzie plucha i błoto,
Chcemy wtedy odrabiać lekcje z ochotą.

W podręczniku pojmiemy każde zadanie.
Wszystko, co nam się przyśni jawą się stanie.
My pokochamy wszystkich - oni nas również.
Plus z minusem połączyć - i będzie równość.

Za małżonki weźmiemy panny z oczami
dzikiej łani: jeśliśmy pannami sami,
niech nas ktoś ze zgrabnymi chłopcami swata,
a nie będziemy widzieć za nimi świata.

Ponieważ buziak lalki jest uśmiechnięty,
będziemy, też z uśmiechem, popełniać błędy.
Aż nam nareszcie mędrcy, już emeryci,
wytłumaczą, co to jest właściwie życie.