piątek, 23 grudnia 2016

O kilku takich, co ukradli życie (Michael Crummey, "Rzeka złodziei")


Michaela Crummeya (ur. 1965) odkrył dla polskich czytelników Michał Alenowicz, tłumacz i założyciel Wydawnictwa Wiatr od Morza, w którym konsekwentnie publikuje kolejne powieści Kanadyjczyka we własnych przekładach. Rzeka złodziei (2001) była prozatorskim debiutem Crummeya, który miał wtedy na koncie dwa tomiki poezji). Rozgłos przyniósł mu zabieg przeszczepienia latynoskiego realizmu magicznego na grunt surowego klimatu Nowej Fundlandii w późniejszych Pobojowisku i Dostatku, ale powieść debiutancka nie posiada żadnych wątków nadprzyrodzonych. To książka ufundowana na surowym pięknie zimnej krainy, zaludnionej szorstkimi ludźmi, na wskroś realistyczna, acz niepozbawiona iście poetyckiego wyczucia stylu i wrażliwości. No i oparta na prawdziwej historii.

Opowieść Crummeya osnuta jest wokół tragicznych losów jednej z ostatnich przedstawicielek Beothuków, zwanych też Czerwonymi Indianami (barwili ciała orchą), których populacja wygięła ze szczętem w trzeciej dekadzie XIX wieku. Jej uprowadzenie i życie wśród białych osadników nowofundlandzkich jest nicią łączącą losy pewnego kapitana marynarki brytyjskiej Davida Buchana z rodziną rybaków z Zatoki Exploits (John Peyton senior i junior) oraz pracującą u nich kobietą, Cassandrą. A także z szeregiem mężczyzn, którzy pod przywództwem starego Peytona trudnią się połowem dorsza i polowaniami. Wobec napiętych relacji wzajemnie okradających się białych i Indian misja Buchana, polegająca na sprowadzeniu przedstawiciela plemienia Beothuków mającego pełnić rolę potencjalnego tłumacza i pośrednika między kulturami - to stąpanie po bardzo kruchym lodzie.

Trzeba zaznaczyć, że kolonialna polityka brytyjska wobec czerwonoskórych miała zgoła inny charakter niż to miało miejsce w USA. Dążono do pokojowej asymilacji Indian, nawiązania kontaktu, a w późniejszych latach - rozwoju edukacji i przysposobienia do nowych - nazwijmy je umownie cywilizowanymi - warunków życia (opis takiego podejścia znajdziemy np. w Małym Bizonie Arkadego Fiedlera). Jednakże o ile kurs rządowy, prowadzony przez kolejnych nowofundlandzkich gubernatorów urzędujących w St. John's, był stosunkowo łagodny, to - trzymając się marynistycznej metafory - płynęli oni po burzliwych wodach zaognionych relacji pomiędzy rugowanymi ze swych ziem Indianami, a napierającymi na nich osadnikami takimi jak Peytonowie, eksploatującymi naturalne tereny łowów i połowów rdzennych mieszkańców. Obie strony od lat pozostają na wojennej ścieżce jak przecinająca wyspę rzeka Exploits długa i szeroka. Dlatego misja kapitana Buchana, wymagająca niebywałej delikatności, szybko przyjmie nieoczekiwany i niechciany obrót, którego skutki przejdą do historii Nowej Fundlandii jako ostatni akord obecności Beothuków na tej wyspie. I zarazem kres ich istnienia w ogóle.

Miasto i port w St. John's (John William Hayward, 1811)
(źródło)
W tle przejmującej opowieści Crummeya niewątpliwie rozbrzmiewa tren po ginącym ludzie, ale to nie Beothukowie są wiodącym tematem Rzeki złodziei. Tragedia Indianki nazwanej przez białych Mary (w istocie jej losy stanowią połączenie dwóch kobiet o podobnych życiorysach) rozgrywa się nieco w głębi kadru, polaryzując postawy zaangażowanych w nią białych, ujawniając skrywane latami emocje, zawiści, tęsknoty. I to właśnie ta psychodrama rozpisana na grupę szorstkich, twardych mężczyzn i dwie kobiety, którym życie nie oszczędzało wyzwań i cierpień, znajduje się w centrum uwagi. Autor Dostatku to mistrz powściągliwej subtelności psychologicznej, niuansowania charakterów bez popadania w pustosłowie. Operuje konkretem, znaczącym rekwizytem, oszczędnym dialogiem, bezbłędnie punktowaną dramaturgią kolejnych kulminacji, po których - gdybyśmy mieli do czynienia z filmem - raczej zapadałaby głucha cisza, niż rozbrzmiewała nawet najbardziej dramatyczna muzyka. Przy czym kluczowe zwroty fabuły budowane są na intymnych relacjach międzyludzkich, a nie spektakularnych akcjach. I im bardziej momenty te są wyciszone, tym bardziej wstrząsają. 

Wśród mieszkańców tej niegościnnej, ale odurzająco pięknie opisanej krainy, zdarzają się postaci szlachetniejsze, jak i te bardziej przesiąknięte złem, ale nie zawsze jedno daje się odróżnić od drugiego, a bywa nawet, że kara grozi za odruch miłosierdzia. Wielu nosi w sobie zadawnione, powodujące nimi krzywdy i urazy, a ludzie duszą się we własnych samotnościach, bo w tej przysypanej śniegiem krainie przytłumione są też uczucia, a odruchowa rezerwa niełatwo ulega przełamaniu. My też wiedzę o bohaterach pogłębiamy stopniowo, jakby z trudem odkopując ją spod warstw śniegu. Słowa dobywają się niechętnie i skąpo. Często zbyt późno.

Wioska Beothuków nad rzeką Exploits (rys. John Cartwright, ok. 1768)
(źródło)
W Rzece złodziei nie brak swoiście dramatycznych wydarzeń, ale ważniejsza dla Crummeya jest refleksja nad losem, który nieubłaganie wisi nad jego bohaterami. Wstrząsająca kulminacyjna scena na zamarzniętym jeziorze, tworząca zagadkę już w prologu, potem przez całą opowieść wisząca nad bohaterami jak ponure fatum, a w toku akcji kilkukrotnie powracająca - niczym w klasycznym Rashomonie Kurosawy - w wersjach relacjonowanych z różnych punktów widzenia, pozbawiona jest dynamiki i ekscytacji, ale tym mocniej wybrzmiewa jej iście szekspirowski tragizm. Zrozumienie całości tego pejzażu emocjonalnego pozostawia z uczuciem trudnej do uchwycenia melancholii, w której żal za skradzionym życiem miesza się z wrażeniem, że stało się to, co było nieuniknione. I uczucie to dotyczy właściwie wszystkich, idealnie zharmonizowanych ze sobą wątków. Mocny, dojrzały debiut, w którym - podobnie jak w Ulvertonie Adama Thorpe'a - czuje się zadumę poety.

Ode mnie: 5,5 / 6
 
PS. Zawodowa skrupulatność każe mi nadmienić, że - dzięki hojności mieszkającego w Kanadzie polonijnego działacza Henryka Wójcika - WBP w Lublinie, obok przekładów powieści Crummeya, posiada w swoich zbiorach także oryginalne wydania Rzeki..., Pobojowiska i Sweetlandu. W przypadku dwóch ostatnich tytułów - jako jedyna biblioteka w Polsce.
Jezioro Czerwonych Indian dzisiaj (fot. Edwin Neeleman)
(źródło)


Michael Crummey, Rzeka złodziei (River thieves) ; przełożył Michał Alenowicz. Gdańsk : Wydawnictwo Wiatr od Morza, 2016.

Książka dostępna w WBP w Lublinie

Egzemplarze w katalogu bibliotecznym

2 komentarze:

  1. Tego autora mam na półce "Dostatek" - i klimat melancholii, a właściwie chłodu, tak mocno z niej bije, że nie umiem jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie urzekł do reszty właśnie ten klimat, ale będę czytał chronologicznie, choć najchętniej przeczytałbym wszystkie cztery jego książki naraz :)

      Usuń