czwartek, 3 stycznia 2013

Skontrum 2012

I skończył się rok. Znaczy - pora na skontrum.

Na 2012 rok planuję doczytać resztę Muminków i parę kolejnych Aubreyów. Poza tym czeka mnie nowy Dehnel, a wiosną wyjdą zapewne "Sodoma i Gomora" ("Cities on the Plain") Cormaca, więc do tego czasu trzeba sobie też przypomnieć "Przeprawę". No i "Suttree", jeszcze nie zakupione, ale niech no nasza biblioteczna księgarnia tylko skończy inwentaryzację. Przed chwilą znalazłem nowego - bodaj po 5 latach przerwy - Doctorowa ("Homer i Langley"). Moją uwagę zwrócił również cykl zapoczątkowany tomem "Moskwa Noir" (polską edycję wydaje Claroscuro). Z zaległości mam chrapkę na stare teksty Łysiaka ("MW", "Wyspy bezludne" albo "Asfaltowy saloon"), "Żołnierzy spod Salaminy" Cercasa, pewnie kolejnego DeLillo ("Podziemia"?), a poza tym trudno cokolwiek przewidzieć... Ogólnie zapowiada się raczej spokojny rok pod znakiem nadrabiania zaległości lekturowych, w dużej mierze przypominający ten ubiegły... Mam też oczywiście nadzieję, że uda mi się częściej pisać, bo polubiłem blogowanie, a spostrzeżeń do odnotowania mam z każdej książki albo filmu sporo, tylko wiecznie nie starcza czasu na pisanie. Nie wiem, jak Wy to robicie, że macie dzieci, pracę, i wrzucacie co drugi dzień nową notkę... Ech...
- pisałem w zeszłym roku o tej porze. I co?

Poczytalność na poziomie 21 książek to mój najniższy roczny bilans. Wymagał jednak - uwierzcie  mi - kolosalnej akrobatyki w organizacji czasu. Z książek planowanych rok temu udało się sięgnąć m. in. po dwa kolejne "Muminki" (te "Tatusiowe"). Czas znalazł się również na Doctorowa, Dehnela, McCarthy'ego, Łysiaka i cykl "noir". Do tego trzy kolejne Aubreye. Ale Cercas i DeLillo wciąż jeszcze czekają swojej kolejki. Do tego kilka przeczytanych książek pochodzi z łapanki ("Kolumbowie", "Alienista", objawienie w postaci "City", "Cesarz" Kapuścińskiego; powtórka "Gelertha" też nie była planowana). Było ciekawie. 

Gorzej, że nie starcza mi czasu na przeredagowanie notatek do postaci notek blogowych. Stąd spora część z wymienionych książek nie ma swojej recenzji. Ale nic - może podgonię jak Ulka pojedzie na studia.



Teraz - co w zeszłym roku było najlepsze. Z ocen, jakie wystawiłem na Biblionetce wynika, że za najlepszą pozycję w tym niewielkim gronie należy uznać


"City" Alessandro Baricco. Jedyna z oceną 6,0. Poetyckie, szkatułkowe  arcydzieło, na długo zostające w głowie.



Oprócz tego - wyróżnienia (na Biblionetce 5,0 do 5,5 - plus silna zapadalność w pamięć):





"Klub koneserów zbrodni" Michaela Capuzzo. Fascynująco wnikliwa dokumentalna opowieść, kryminał do sześcianu.



"Suttree" - opasłe melancholijne dzieło Cormaca McCarthy'ego, zapewne przeciągnięte i miejscami nieuchronnie przegadane, ale ostatecznie hipnotycznie niespieszne i pozostawiające niezatarte wrażenie. Wrażenie na tyle specyficzne, że nie udało się przetworzyć go w recenzję.



"Homer i Langley" - powrót sędziwego już E. L. Doctorowa. Przedziwny (choć wywiedziony z prawdziwego przypadku) koncept spojrzenia w skali mikro na historię makro zaowocował jedną z bardziej niebanalnych pozycji w dorobku jednego z moich ulubionych pisarzy.



"Saturn" - czarna jak smoła powieść Jacka Dehnela, dławiąca negatywnymi emocjami i głęboko poruszająca - mimo widocznego miejscami upojenia autora własną potoczystością stylu.


To chyba tyle tytułem podsumowania.

Z planów - czekam na "Sodomę i Gomorę" Cormaca i nowego Wrońskiego (obie książki zapowiedziane są na luty, ale Cormac zapowiadany był już na wiosnę 2012). Mam nadzieję, że wyjdzie też drukiem "Sunset Limited" (po prezentacji okładki w lecie zapadła w WL głucha cisza). Z zaległości w poważniejszych klimatach spróbuję nadgryźć Patricka White'a, na którego już od lat ostrzę sobie zęby. Trochę za ciosem (Australia) intryguje mnie "Śmierć Camerona Doomadgee", wypatrzona kiedyś na którymś z blogów. Tradycyjnie nie zabraknie kryminałów - publikacja "Rodziny Corleone" skończy się pewnie powtórką "Ojca Chrzestnego", koniecznie muszę sięgnąć też po von Schiracha. "Na krańcu świata" Cherry-Garrarda mam w zasięgu ręki, bom sprezentował pod choinkę teściowi. Poza tym tęskni mi się do powtórki "Lamparta"/"Geparda", którego nowy przekład w cudnym wydaniu Czułego Barbarzyńcy posiadłem dobrze ponad pół roku temu. A zresztą - wszystko się okaże z czasem...

Z innych podsumowań - z żalem odnotowuję koniec fantastycznego e-czasopisma "Archipelag". Miało taką klasę, że byłbym skłonny za nie płacić. Ale rozumiem powody - zostały zwięźle przedstawione w ostatnim numerze. Wcześniej zamknął niestety swój kącik autor bloga bric-à-brac - szalenie klimatycznego i miłego miejsca. A na koniec - Gabriel od Cormaca podjął fatalną moim zdaniem decyzję o zespoleniu swojego bloga z bratnią stroną o McCarthym. Niestety - blog, który nosił znamiona indywidualnej ścieżki zgłębiania twórczości Cormaca, stracił indywidualny charakter, a do tego rezygnacja z blogowej technologii spowodowała na przykład utratę możliwości komentowania, gdyż niestety strona o CMC jest technicznie trochę do tyłu. W dzisiejszym internecie mechanizm komentarzy to jednak standard z gatunku sine qua non. Lepszym pomysłem byłby, moim zdaniem, ruch odwrotny - tj. przeniesienie zawartości strony (wraz z adresem) na silnik bloga: elastyczny, nowocześniejszy, atrakcyjniejszy wizualnie. Bez obrazy, Piotrze, Gabrielu, ale mam wrażenie, że nie przemyśleliście tej fuzji. Nie zaśmiecam moją opinią waszego Facebooka, ale musiałem to gdzieś wyrazić.  


Na koniec życzę wszystkim konsekwencji w prowadzeniu Waszych blogów, ciekawych lektur i wciągających dyskusji. I wolnego czasu na to wszystko :-)


6 komentarzy:

  1. O tak, wyjazd progenitury na studia pilnie pożądany:) Bardzo pożądany jest tylko obfity spadek, dzięki któremu można zostać beztroskim rentierem:P Powodzenia w realizacji planów:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, konsekwencji ... :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, jak dobrze że mi przypomniałeś - a propos tytułu, muszę (jak sobie kiedyś ustaliłam) zrobić spis inwentarza:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Życzę duuużo wolnego czasu, dużo. I jeszcze dużo czasu. Wolnego, tak. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mnie właśnie mocno zastanawia, jak to ludzie robią, że żyją, pracują, dzieci bawią, i jeszcze do tego tyle czytają... U mnie to jest raczej mozolne wydzieranie szarej codzienności ledwie godzinki na lekturę od czasu do czasu, a więc też akrobatyka, jak u Ciebie.

    Bardzo mnie cieszy, że i u Ciebie "City" króluje. Zasługuje na to ta książka, na pewno, na tle literatury współczesnej i chyba w ogóle literatury to swego rodzaju unikat.

    A co do Archipelagu - jeśli dobrze pójdzie, to nie znikniemy na dobre, wrócimy tylko w innej formie. Postaramy się zachować jak najwięcej z dawnego, dobrze znanego wyglądu i klimatu. Dzięki za słowa uznania, miło wiedzieć że ktoś poczułby się zawiedziony zniknięciem A. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Wszyscy: Damy radę, powolutku :] Dzięki za re-życzenia.

    @Agata Adelajda: kiedyś jako program katalogujący poleciłbym modyfikację "Ant Movie Catalog", ale obecnie nie działa impor opisów z merlina. Autor skryptu importującego chyba nie poradził sobie z nim po modernizacji programu, a ja też niestety nie dałem rady go przerobić (niedawno zmobilizowałem się na prośbę Paren, ale nic nie wskórałem, niewystarczająco się na tym znam).

    @Naia: Przecztałem sobie jeszcze raz te nasze recenzje "City" i zaczynam za nią tęsknić. Niestety - na Alledrogo nie pojawia się poniżej 60 zł :/

    Archipelag - no tak, czytało się z fascynacją; podobał mi się pomysł z tematami wiodącymi a la "Charaktery", i kosmopolityczny rozmach. Nie w całości, ale z każdego numeru wydłubywałem a to świetne fotoreportaże (nagrobki albo domy pisarzy!) , a to tekst o Breughelu, a to stałe wątki okołofilmowe, a to smakowity kącik podróży kulinarnych (od niego zaczynałem lekturę:), albo refleksja o pustosłowiu, albo jeden z moich ulubionych tekst o dzieciach w świecie iluzji, albo przegląd miast literaturze). Poza tym Archipelag niemal od 1. numeru był bardzo ładnie opracowany edytorsko i graficznie, sprawiał wrażenie naprawdę eleganckie - w odróżnieniu od, niestety, jakoś odpychającego "Literadaru" (już sam ten tytuł, brrr...). No nic, będę śledził losy Archipelagu z całą pewnością.

    OdpowiedzUsuń