środa, 3 sierpnia 2011

"Trzeci dzień jak palę ogniem w Wilczura pysk..."

Rocznica Powstania Warszawskiego przypomniała mi o mającej już 6 lat płycie płockiej formacji Lao Che. Wówczas, po premierze, zrobiła na mnie ona piorunujące wrażenie. Obecnie, przesłuchawszy ją ponownie, stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że gdybym miał wybrać najlepszą płytę nagraną w tym kraju, to byłoby to właśnie "Powstanie Warszawskie" (o włos przegrałby Kaczmarski i spółka z "Wojną Postu z karnawałem", dalej pewnie byłyby "Psy 2" Lorenca, "Sen o dolinie" Budki, kto wie co jeszcze...). Paradoksalnie nie byłem i nie jestem targetem grania w stylistyce punkowej, ale też Lao Che nie jest kapelą punkową. Zespół raczej korzysta z tej stylistyki instrumentalnie - o tyle, o ile sprawdza się w kontekście Powstania jako nośnik gniewu, buntu, protestu. Ten wykop łączy się płynnie z fragmentami przedwojennych piosenek, powstańczych wierszy, i twórczości całkiem współczesnej (m. in. zespołu Chłopcy z Placu Broni). Spowijają to wszystko kompozycje o charakterze ilustracyjnym i uzupełniają fragmenty autentycznych nagrań z czasów wojny. Na szczęście nie uświadczymy tu patosu - więcej za to humoru, początkowo zawadiackiego, a pod koniec bardzo gorzkiego. Całość zaś to - nawet bardziej niż album muzyczny - spójne, fabularne słuchowisko, zachwycające produkcją (zespół wykorzystał stare, pamiętające lata 30. mikrofony), zdumiewające aranżacjami wokalnymi (Hubert Dobaczewski ps. "Spięty" to istny kameleon!) - i ściskające za gardło jak chyba żadne inne znane mi nagranie. Czapki z głów.


3 komentarze:

  1. Zaprawdę płyta genialna :)
    Po Lao Che plasuję się Świetlicki.
    Czasami przed w zależności od nastroju.

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tak, płyta genialna! Z wykopem, energią, swietnymi tekstami, ktore łapią za serce. Bardzo lubię Lao Che

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim cichym marzeniem jest porządny film o Powstaniu ("Miasto '44" niestety zupełnie mi się nie podobało, chaos scenariuszowy) zilustrowany muzyką Lao Che właśnie.

    OdpowiedzUsuń