środa, 9 listopada 2011

Wojna posta z nawałem...

Powiem wprost - nie jest lekko. Nie jest lekko pomiędzy obowiązkami służbowymi, zleceniami zewnętrznymi, domem i na dokładkę małą Szkrabianką (we wtorek kończy pół roczku!) znaleźć czas na blogowanie. Nawet na czytanie niełatwo go znaleźć, a notoryczne niewyspanie nie ułatwia organizacji czasu. Wieczorem rozłączam się po 2-3 stronach lektury. W efekcie przeczytanie 400-stronicowej książki zajmie mi niemal pełny miesiąc. Nie wiem, czy nawet Zacofany w lekturze ma tak wolne tempo... W związku z tym lista książek do przeczytania nieubłaganie się wydłuża - z ostatnich nabytków na półce czeka "Libra" DeLillo, a właśnie ukazało się "Suttree" McCarthy'ego.

Natomiast na warsztacie mam rozdłubane trzy pełnowymiarowe posty, plus dwa o charakterze zestawień - przygotowywane tak trochę jako ciekawostki. Mogę zdradzić, że jeden z nich dotyczy ulubionych ostatnich zdań przeczytanych powieści. Niestety od zawsze piszę powoli (i zapewne zbyt mało zwięźle); nawet w czasach wierszowania niektóre z wierszy powstawały całe tygodnie.

Poza tym pilnie śledzę blogosferę - Małża, dowiedziawszy się o Złotych Zakładkach dla "Cukierni" potwierdza, że jest ich warta, do obserwowanych trafiają kolejne blogi (odkryte oczywiście przy okazji nagród), z zazdrością podczytuję "dziecięce" recenzje u Pabla vel Podsłucha i Bazyla, których fenomenalnie dowcipne posty stanowią wartość samą w sobie. Ale spokojnie, Szkrabianka też dorośnie do czytania :]

Tak czy owak gdzieś tam coś się nadal w mojej aktywności tli i prędzej czy później wypączkuje z tego jeden lub drugi post. Tym razem ścisły post.

18 komentarzy:

  1. Łomatko! Reklama! Podziękował. A czytanie już niedługo. Jak będziesz musiał przeczytać ulubioną książeczkę 13 razy pod rząd, pogadamy o Twoich tęsknotach z tego posta :D

    OdpowiedzUsuń
  2. 2-3 strony lektury dziennie? Stary, ale ja Ci zazdroszczę:)) Chociaż nie, ostatnio się wycwaniłem, dziecko się inhaluje, a ja mogę poczytać, tak 5-6 minut co wieczór:DD
    Bazyl: pochwalę się, że u nas do 13 powtórzeń nigdy nie dochodziło. Góra trzy razy pod rząd Porwanie Baltazara Gąbki:P

    OdpowiedzUsuń
  3. A, no i sto lat Szkrabiance:) Niedługo zacznie chodzić, to sobie dopiero będziesz mógł ponarzekać. Byle do przedszkola:)

    OdpowiedzUsuń
  4. @ZWL Ja pamiętam takie szkaradzieńskie wydanie wierszyków o zwierzątkach. Całe w świecących folijkach, brokaciku itp. Na szczęście wierszyki były znośne i tylko to uratowało moje zdrowie psychiczne.
    @Bibliomisiek A potem nadejdzie TEN moment i poczytasz sobie o okręcie typu K ... A, Ty masz córkę, to może o kobietach w światowych formacjach wojskowych. Kto wie? :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bazylu: ominęły Cię rozkosznie różowe-brokatowo-błyszczące-na-bogato książki o księżniczkach. O dziwo, był to bardzo przelotny epizod, bo księżniczki okazały się wyjątkowo głupie, więc wróciliśmy pędem do Muminków i Paddingtona:P Różowe kucyki też były przelotnym epizodem, najwyraźniej pomagała moja skrzywiona mina przy wypożyczaniu takich bestsellerów:)

    OdpowiedzUsuń
  6. @ZWL Z drugiej strony, jak sam nie przysiądę, ominie mnie (raczej) taki np. "Tajemniczy ogród". Coś za coś. A Paddington u mnie przeszedł bez echa, mimo dwukrotnej próby zaszczepienia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do trzech razy sztuka:) Ja tam się nie poddaję łatwo i zaszczepiam prędzej czy później:P Tajemniczy ogród to sobie chłopaki same przeczytają (chyba).

    OdpowiedzUsuń
  8. @ Iza: Dziękujemy :)

    @ Bazyl i ZWL: Och tak, jeszcze mnóstwo wrażeń przede mną. Nie mogę się doczekać, kiedy Ula będzie bardziej kontaktowa i kumająca (ale jednocześnie już teraz przecież każdy tydzień przynosi coś nowego). Mam ambitny plan wychować ją na miłośniczkę książek, westernów i żeglarstwa :) Na razie kładę fundamenty w postaci wożenia na kolanach z gromkim zaśpiewem "Tam tadadam tadadam Bonanzaaa!" i śpiewania kołysanek (u nas funkcjonują jako "kołysUlki" w rodzaju tej: http://chomikuj.pl/teyot/muzyka/Smugglers/Smugglers+-+Nagroda+publicznosci+-+09+-+Piesn+powrotow,69104853.mp3 :)

    "Porwanie Baltazara..." to dla mnie czysty kult, swój dziecięcy egzemplarz mam do dzisiaj. Ale za najbardziej fantastyczną książkę chłopięcą (Bazylu, dla Twojej progenitury i Ciebie jak najbardziej też) uważam "Burzliwe dzieje pirata Rabarbara". Kilka zdań o niej pisałem tutaj: http://bibliomisiek.blogspot.com/2011/05/moj-top-ten-literatura-polska.html. Gorąco ją polecam, niedawno wyszło wznowienie po 30 latach.

    Pozdrawiamy serdecznie wespół ze Szkrabianką.

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany, ja też tak woziłam swojego z bonanzowym zaśpiewem, uwielbiał to! Teraz sam śpiewa, ale nie bonanzę, a patataj. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. @Bibliomisiek: powodzenia w realizacji planów, ale pamiętaj, że córeczki są indywidualistki o twardym charakterze. O Rabarbarze nie musisz pisać, ja sobie właśnie poczytuję na zmianę dwa pierwsze tomy i nawet dzieciu się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezzzuuussskuuu, faktycznie, nawet czytałem ten tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fama krąży, że ukazała się trzecia część Rabarbara, ale może to taka library legend:P

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, to prawda. - w 2010 albo 2011 ukazały się "Jeszcze dalsze b. d. p. R.", traktujące o podróży najlepszego z żeglarzy dookoła świata. Tam też znajdujemy notkę, ze autor planował cykl o Rabarbarze jako pięcioksiąg, ale prace przerwał po trzecim tomie z powodu utraty wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  14. To przykre, że autor już nic nie napisze:( Niestety tego trzeciego tomu nawet w internecie nie widziałem, o gminnej bibliotece nie wspominając.

    OdpowiedzUsuń
  15. &ZWL: http://www.empik.com/jeszcze-dalsze-burzliwe-dzieje-pirata-rabarbara-witkowski-wojciech,prod24050110,ksiazka-p

    OdpowiedzUsuń