poniedziałek, 23 stycznia 2012

Betonowa dżungla (antologia "Moskwa Noir")

„Москва Нуар” wpadła w moje włochate łapy z zaskoczenia, bo choć zdawałoby się nieprawdopodobnie, żebym przeoczył coś co ma noir w tytule, to jednak miałem na to spore szanse. Ale na szczęście przydał się do czegoś znany portal społecznościowy i na nim odpowiednia znajomość (dzięki, D.!).

Muszę przyznać, ze przytłoczyło mnie to miasto i ta książka. Oczywiście, wiadomo, że w książce tak zatytułowanej można liczyć na zdradliwych przewodników i rozmaite pułapki po drodze, ale jednak rosyjskie нуар ma ów czarny walor*) wyjątkowo smolisty. I jest to czerń matowa - choć nie od razu, bo przecież z początku tomu lśni czernią elegancką, inkrustowaną tu i ówdzie dolarami i blichtrem nowobogackich elit; ba, nawet przywołuje na twarzy czytelnika uśmiech przewrotną puentą. Ale po kolei.

Czternaście opowiadań zamieszczonych w zbiorze, zresztą autorów raczej u nas nieznanych, układa się w jakąś upiorną urbanistyczną symfonię: cztery części (opatrzone tytułami wprost z rosyjskich klasyków), a w każdej cztery (w dwóch pierwszych) lub trzy (w dwóch ostatnich) teksty**). Każda zaś część oscyluje wokół innego tematu ogólnego, choć to ukierunkowanie nie ograniczyło  autorów na tyle, żeby spowodować monotonię. Przeciwnie – każdą z nich charakteryzuje polifonia perspektyw i doświadczeń.


Mieziencew zjeździł cały kontynent (…) i chociaż był autochtonem, nie lubił Moskwy i kategorycznie odmawiał zaliczenia jej do Europy. Głównym jego argumentem było absolutnie przytłaczające działanie tego miasta na człowieka, z czym ciężko się spierać.

Część zatytułowana „Zbrodnia i kara” zdominowana jest tematyką gangsterską, oczywiście w przaśnym wschodnim wydaniu, z kręgów nowobogackiej oligarchii (sympatycznie przewrotny „Autobus miłosierdzia” ) i szeregowych gangusów. Jedynie „Nowa dzielnica” odstaje zarówno treścią (żonobójca rozpaczliwie stara się udowodnić swoją winę) jak i wisielczo-gawędziarskim stylem od reszty – i jak się wydaje, delikatnie zapowiada kierunek rozwoju zbioru. Bo już w drugiej ćwierci, „Martwych duszach”, noir sensacyjne zostaje stopniowo wyparte przez noir egzystencjalne. Tak, jest tu jeszcze co prawda historia policyjna przypominająca klimat znakomitego serialu „Pitbull”, oraz druga, efektownie sensacyjna w treści ((gra w zabijanie), ale już historia popadającego w obłęd aktora najbliższa jest chyba osaczającemu nastrojowi „Lokatora” Polańskiego, a przygnębiające rozliczenia między bezdomnymi rozbitkami życiowymi skręcają zdecydowanie w stronę drążącą margines społeczny, ale i przede wszystkim pokręconą, zakompleksioną psychikę. A potem mamy „Ojców i dzieci”, część dotykającą w drastyczny sposób relacji rodzinnych oraz (tu mocno upraszczam) relacji autorytet-protegowany. Ostatnia część, „Wojna i pokój”, porusza wątki zbrodni wojennych i zbrodni reżimu komunistycznego, a koda zbioru wiąże razem wszystkie tematy drugiej połowy książki. I w tym ostatnim tekście zwielokrotniona obłędem rozpacz sięga chyba zenitu.

Właśnie rozpacz i poczucie osaczenia w życiu robi w tym zbiorze największe wrażenie. Efektowne gangstersko-policyjne opowiastki szybko wyparowują z głowy, wypierane przez kolejne, w których dominują zwykli ludzie. Przeważnie doszczętnie ograni z życia, w tym życiu zamknięci jak w pułapce zależności od innych, w pułapce wszechogarniającej beznadziei, samotności, kompulsywnych nałogów, wreszcie obłędu. Tu zgroza nie opiera się na fakcie upieczenia ukochanemu mężczyźnie kota, ale na kondensacji uczuć, jaka może pchnąć do tego kroku. I - przez taką a nie inną konstrukcję zbioru – to właśnie to noir egzystencjalne pozostaje w pamięci mocniej, niż wątki sensacyjne. Nie mogę zresztą oprzeć się wrażeniu, że takie właśnie było zamierzenie redaktorek tomu - jego narastająca dramaturgia i rozłożenie akcentów są dobrze przemyślane.

Skądinąd nie wszystkie opowiadania trzymają poziom – można wskazać ze dwa-trzy wyraźnie efektowne, ale pustawe w środku. Ot, zręczna konstrukcja fabularna i z kawałkiem Moskwy w tle. Ale to wyjątki.

I wreszcie sama Moskwa – jawi się tu w sposób dobijający, jako nie nadająca się do życia betonowa pustynia, która silnych deprawuje, a słabych niszczy ze szczętem – alienacją, anonimowością, zgnilizną starej i chłodem nowej architektury. Miasto przytłaczające, jak twierdzi jeden z bohaterów. Wracałem z niego do życia jak uderzony obuchem, ale koniec końców przecież było warto, bo powstał o niej zbiór całkiem niegłupiej literatury. Już ostrzę sobie zęby na kolejne zbiory - w przygotowaniu podobno „Barcelona noir” i „Meksyk noir”, a cała seria (bo to przedruk cyklu amerykańskiego) liczy ponad pięćdziesiąt tytułów. Ciekawe, ile z nich do nas trafi…

5 / 6
--

*) Autorem tego cudnego określenia jest Mariusz Bonaszewski, który użył go w odniesieniu do teatrotelewizyjnej inscenizacji „Śledztwa” według Lema.
**) Ostatnio słucham na przemian „Trzeciej” i „Piątej” Beethovena, może stąd to skojarzenie.

Moskwa Noir, pod red. Natalii Smirnowej i Julii Goumen ; z jęz. ros. przeł. Ewa Skórska. Warszawa: Claroscuro, 2011.

Książka dostępna w WBP w Lublinie

3 komentarze:

  1. Dla porównania podwiązuję recenzję Jarosława Czechowicza: http://krytycznymokiem.blogspot.com/2011/12/moskwa-noir.html .

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest już dostępna książka "Meksyk Noir".
    Zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie ukazała się także "Barcelona Noir"!

    OdpowiedzUsuń