poniedziałek, 9 lipca 2012

Ernest Borgnine (1917-2012)

Od kilkunastu dni utonąłem w "Kolumbach" Bratnego, ale powoli zbliżam się ku końcowi. Nie potrafię czytać szybko, a czasu jak zwykle mało.  Przesłuchuję przy tym nieśmiertelne "Powstanie warszawskie" Lao Che, znakomicie się uzupełnia.

Przez ten czas liczba książek zaplanowanych do przeczytania sięgnęła 53 pozycji...

Tymczasem jednak zmarł niespodziewanie (cóż, rzadko bywa spodziewanie...) jeden z moich ulubionych aktorów, mianowicie Ernest Borgnine. Miał aż 95 lat i do samego końca był jak najbardziej czynny zawodowo. Miałem do jego osoby szczególny sentyment między innymi dlatego, że "Konwój" Peckinpaha, w którym grał drańskiego szeryfa Wallace'a, to jeden z pierwszych dorosłych filmów jakie obejrzałem. Z kolei Dutch Engstrom z "Dzikiej bandy", rubaszny twardziel o ironicznym spojrzeniu, to jedna z moich ulubionych postaci filmowych od bardzo wielu lat. Skądinąd obie te postaci są dość modelowe dla Borgnine'a, co nie dziwi, zważywszy jego charakterystyczne warunki fizyczne.

 Poza tym Borgnine to jednak kawał historii kina - ponad 60 lat w zawodzie, grubo ponad setka ról, początki jeszcze u boku Franka Sinatry, pamiętne występy choćby w "Parszywej dwunastce" i "Czarnym dniu w Black Rock". Od kilku lat z lekkim niedowierzaniem odliczałem jego kolejne urodziny, zwłaszcza że od śmierci Coburna (2002) i Bronsona (2003) był nieomal ostatnim z twardzieli z "tamtych lat" - z "moich" aktorów żyje jeszcze Eli Wallach (93 lata i nadal grywa). Oczywiście też Eastwood i T. L. Jones, ale ci są jednak sporo młodsi. No cóż, w końcu i Ernest odszedł do Krainy Wiecznych Łowów...

W "Dzikiej bandzie" Peckinpaha (1969)





3 komentarze:

  1. Przykra wiadomość. Pierwszym filmem, w którym go zobaczyłam, było chyba "Stąd do wieczności" Zinnemanna. Potem, oczywiście, "Konwój" i sporo innych. Ernest Borgnine należał do tych aktorów, których obecności na ekranie nie można było nie zauważyć. Nie zdawałam sobie sprawy z jego wieku. Pracował tyle lat, a myślę, że sporo jeszcze ról na niego czekało. Szkoda, że już ich nie zagra.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obok Wallacha żyje jeszcze Kirk Douglas, który też zbliża się do setki. Borgnine podobał mi się najbardziej w "Wikingach" oraz w westernach "Rancho w dolinie" ("Jubal") i "Dzika banda". Zapadł w pamięć także na drugim planie w "Stąd do wieczności" i "Czarnym dniu w Black Rock". Po prostu świetny aktor, który nie dbał o to, czy rola jest duża czy mała, zawsze maksymalnie się angażując.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z fajnych, acz wiekowych już aktorów kojarzących się z szeroko pojętym kinem akcji, ,,starą szkołą'' i plejadą ról mocnych typów, nieprzerwanie aktywny jest George Kennedy( 87 lat).

    OdpowiedzUsuń