poniedziałek, 26 listopada 2012

Pokój z Vidocqiem (Michael Capuzzo, "Klub koneserów zbrodni")

Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel – mogliby zanucić główni bohaterowie książki Michaela Capuzzo, założyciele towarzystwa detektywistycznego, któremu patronuje Eugène Vidocq (1775-1857), francuski awanturnik (najpierw) i policjant (później). Vidocq stworzył od podstaw nowoczesną, sprawną i skuteczną  policję kryminalną, a później pierwsze w historii biuro detektywistyczne.  Jego barwny życiorys posłużył Victorowi Hugo za kanwę postaci zarówno Valjeana jak i Javerta (!) w „Nędznikach”. Towarzystwo Vidocqa zostało założone w 1990 roku i skupia 82 starannie wybranych członków (tylu lat dożył jego patron). Są wśród nich policjanci, agenci federalni, detektywi, psychologowie, lekarze. Osnowę książki zatytułowanej przez autora „Sala Morderstw” (tak nazywała się sala, w której zespół Vidocqa prowadził prace śledcze) stanowią relacje trzech ojców–założycieli. A są to:


- WILLIAM FLEISHER: były agent FBI, pracownik służby celnej, mistrz technik przesłuchań i jeden z największych na świecie specjalistów od wykrywaczy kłamstw. Korpulentny brodaty jegomość o łagodnym usposobieniu i skłonności do silnych wzruszeń.

Frank Bender (1941-2011) w swojej pracowni
(źródło)
- FRANK BENDER: prawdopodobnie najlepszy na świecie rzeźbiarz sądowy. Obdarzony niezwykłym zmysłem w rekonstrukcji twarzy na podstawie czaszek lub zdjęć z przeszłości delikwenta. W jego pracy czynności obrzydliwe (jak gotowanie czaszek) prowadzą do aktów (od)twórczych z pogranicza rzeźby, psychologii, socjologii i zgoła mistyki. Makabryczną profesję równoważy wielkim ukochaniem życia i kolosalną rozwiązłością (w tym  wieloletnią bigamią).

- RICHARD WALTER: kryminolog-profiler, zaliczany do pięciu najlepszych przedstawicieli tej profesji na świecie. Typ oschły, kostyczny, stroniący od ludzi. Niebywale przenikliwy umysł, kolosalna spostrzegawczość. Aparycja Sherlocka Holmesa z rysunków Sidneya Pageta. Makabryczne poczucie humoru.

Richard D. Walter
Capuzzo, podążając za wspomnieniami swoich bohaterów cofa się do lat 50., do ich młodości i osobistych przeżyć – w tym do stanowiącej klamrę książki sprawy Chłopca z Pudełka, którego zwłoki znaleziono w Filadelfii w 1957 roku. Sprawa ta wywarła strząsające wrażenie na będącym wówczas dzieckiem Fleisherze. I w pewnym sensie od niej zaczyna się historia Towarzystwa, bo to ona pchnęła Fleishera w stronę kariery w FBI. Członkowie wymyślonego przez Fleishera Towarzystwa Vidocqa przez 20 lat, jakie obejmuje książka, rozpatrzyli ponad 130 spraw. Poznajemy z nich kilkanaście, takich jak poszukiwania osób zaginionych, identyfikacje ciał ofiar zdewastowanych przez sprawców lub upływ czasu, klasyczne wątki gangsterskie, oraz oczywiście poszukiwania rozmaitego autoramentu morderców: matek-dzieciobójczyń, nawiedzonych „kaznodziejów”, obłąkanych gwałcicieli, ale też pozornie zwykłych ojców pozornie normalnych rodzin, czy też rzekomo kochające narzeczone. Wiele z tych spraw, stało się przez lata obsesjami prowadzących je policjantów, wyniszczającymi ich fizycznie i psychicznie.Warto zaznaczyć, że Towarzystwo zajmuje się wyłącznie sprawami, z którymi nie poradziła sobie policja przez co najmniej 2 lata - takie są przekazywane do umorzenia.

Jesteśmy blisko. Na miejscu mordercy nie kupowałbym zielonych bananów.
Richard Walter

 Opowieść powstała z zebranych relacji jest – by sparafrazować samego Richarda Waltera – rozległa zarówno horyzontalnie (w przestrzeni i w czasie – obejmuje kilka dekad i bodaj cały obszar USA) jak i wertykalnie (bo historie są opowiedziane wnikliwie i drobiazgowo, z dbałością detale faktograficzne i niuanse psychologiczne). Trzeba też podkreślić trafnie wyważony styl autora. Z jednej strony Capuzzo unika tonu egzaltacji na rzecz sprawozdawczej powściągliwości, nawet w skrajnie ściskających gardło relacjach ze spotkań Stowarzyszenia Rodziców Zamordowanych Dzieci. Z drugiej zaś potrafi pokazać swoją indywidualność, a to wplatając cierpkie żarty w stylu Chandlera (dzień był tak piękny, że brązowa ciecz w filiżance niemal przypominała w smaku kawę), a to umiejętnie budując napięcie w najlepszej tradycji rasowych thrillerów. Jednak jako narrator pozostaje przy tym podrzędny względem Waltera, Bendera, Fleishera i innych śledczych. To oni prowadzą opowieść i narzucają ton.

Spotkanie Towarzystwa Vidocqa
(źródło)


Od Capuzzo natomiast niewątpliwie pochodzi wyrafinowana konstrukcja. Opowieści o poszczególnych „sprawach” przeplatają się ze sobą, niejeden wątek domyka się wiele rozdziałów po rozpoczęciu, a bohaterowie – żywi i martwi – powracają. Ważne są dwie wyraziste klamry - zagadkowa scena z księdzem z prologu (i z kapitalnym wprowadzeniem Waltera), wyjaśniona dopiero w finale, oraz  wspomniana wcześniej sprawa Chłopca z Pudełka ze wstrząsającej retrospekcji Fleishera. Jest kilka mocnych punktów kulminacyjnych, jak głośna sprawa, w której Walter wyłącznie na podstawie profilu psychologicznego wskazał z dokładnością do kilku kilometrów miejsce pobytu poszukiwanego od lat mordercy, a Bender w ciemno odtworzył jego wygląd z 20-letniego zdjęcia, trafnie typując nie tylko zmiany rysów twarzy, ale nawet typ oprawek okularów. Druga głośna sprawa to śmierć Scotta Dunna - w tym przypadku brak było ciała ofiary, co w Teksasie uniemożliwiało oskarżenie o morderstwo. Trafiają się też smakowite miniatury, jak relacja z kapitalnego występu Richarda Waltera przed Scotland Yardem. Capuzzo udało się stworzyć kryminalną opowieść do n-tej potęgi. Policyjną, detektywistyczną, psychologiczną. To właśnie te autentyczne historie odbijają się w wielu znanych fikcyjnych fabułach takich jak "Czerwony smok" i "Milczenie owiec" Thomasa Harrisa (pojawia się u Capuzzo nawet pierwowzór agenta Crawforda z tych powieści), wstrząsający film Finchera "Siedem", czy recenzowany niedawno przeze mnie "Alienista" Carra. Sama książka również obfituje w nawiązania – na różnych płaszczyznach przywoływane są takie dzieła jak "Piekło" Dantego, "Nędznicy", "Bracia Karamazow", "Z zimną krwią", "Zabić drozda" twórczość markiza de Sade. Ostatecznie one wszystkie traktują o tym, co interesuje Richarda Waltera i resztę: o złu drzemiącym w człowieku. Skądinąd nie brak w "Sali morderców" makabrycznych szczegółów, ale ich obecność jest w oczywisty sposób uzasadniona - z reguły stanowią ważne elementy opisanych śledztw.

I przyznam, że dokumentalna dokładność, umiejętnie prowadzony ellroyowski wielogłos, mnogość wątków połączona w spójny gobelin, wreszcie wydobycie z tego wszystkiego głębszej refleksji o naturze ludzkiej – co jest zasługą Capuzzo ale chyba jeszcze bardziej przenikliwości Richarda Waltera – składa się na pozycję, której - wybaczcie banał - miłośnik kryminałów po prostu nie może przegapić. Nie dajcie się odstraszyć groteskowemu tytułowi polskiemu, który nijak się nie ma do treści tej fascynującej książki.

PS. O rzeźbiarzu,który widzi twarze zmarłych – artykuł o Franku Benderze na Interia.pl. Bender zmarł 28 VII 2011 roku; książka kończy się krótko przed jego śmiercią (skądinąd piękną, bardzo literacką i gatunkową sceną).  

 Ode mnie: 5,5 / 6

Na ucho: Franz Schubert, kwartet "Der Tod und das Mädchen":






2 komentarze:

  1. Czeka na mnie ten Capuzzo już od jakiegoś czasu, ale ciągle coś...
    A po takiej recenzji apetyt rośnie!

    Pozdrawiam
    Miletaj Harsyclu

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie kończę czytać 😉, w pełni zgadzam się z Twoją oceną. Szło mi wyjątkowo wolno, bo poszerzałam wiedzę w internecie, warto było.
    Dowiedziałam się m.in.o polskich korzeniach kilku masowych morderców w USA.

    OdpowiedzUsuń