piątek, 18 stycznia 2013

Z kapitanem tym płynę już nie pierwszy raz (Patrick O'Brian, "Wojenne losy" i "Mat lekarza pokładowego"}

[Zasadniczo SPOILER ALERT, ale jak cykl ma 21 tomów, to nie powinno być zaskoczeniem, ze z wcześniejszych przygód bohaterowie wychodzą z życiem]


O ile pierwsze tomy sagi Patricka O'Briana miały charakter z grubsza zamkniętych epizodów, to trzy ostatnie czytane przeze mnie pozycje ("Zapomniana wyspa", "Wojenne losy" i do połowy "Mat lekarza pokładowego") stanowią opowieść o jednej długaśnej podróży Jacka Aubreya i Stephena Maturina. I drugiej znacznie krótszej, mieszczącej się w połowie ostatniego z tych tomów. Ale nie mniej dramatycznej.
W "Zapomnianej wyspie" rozstaliśmy się z bohaterami na Oceanie Indyjskim; stąd treścią kolejnych tomów są próby dotarcia z Antypodów do ojczyzny. A gdy to już nastąpi - podejmą się kolejnej misji, tym razem na zimnych wodach Morza Bałtyckiego, zakończonej dramaycznym lądowaniem w okolicach Brestu. Okoliczności ich powrotu (a właściwie obu powrotów) do ojczyzny są na tyle zaskakujące, że ani słowa o nich. Niewiele da się też powiedzieć o kolejnych tomach wyjątkowo równego cyklu; może więc tylko to, że im więcej fabuły dzieje się na morzu, tym jest ciekawiej. Dlatego druga połowa "Wojennych losów", w której na pierwszy plan wysuwa się działalność szpiegowska Stephena (tym razem na ziemi amerykańskiej) - odbiega klimatem od reszty. Na szczęście pierwsza połowa tego tomu oraz niemal calutki kolejny to pierwszorzędna morska przygoda. Precyzyjnie opisane manewry, napięcie na wysokim poziomie, pościgi, bitwy, pożary, skały. I - co warto odnotować - niesłabnąca pomysłowość O'Briana w konstruowaniu niepowtarzalnych wyzwań dla swoich bohaterów. Mimo, że czytam 6. i 7. tom cyklu, nie ma w nich śladu wtórności. Raczej wrażenie, że ma się do czynienia z zaplanowaną szeroko i z rozmachem epicką opowieścią.

"Wojenne lost": 4,5 / 6
"Mat lekarza pokładowego": 5 / 6

Rys. Geoffa Hunta, ilustratora cyklu, stworzony po śmierci Patricka O'Briana
(przedstawia HMS "Surprise" w żałobie)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz