piątek, 18 marca 2016

Mściciel (Michael Punke, "Zjawa")


Debiutancka powieść Michaela Punke (ur. 1964) zdobyła rozgłos dobre kilkanaście lat po jej wydaniu, za sprawą - jak to często bywa - adaptacji filmowej. Mieszkający w Montanie autor jest przedstawicielem USA w Światowej Organizacji Handlu, autorem tej jednej powieści (2002) i dwóch książek z literatury faktu. Jako dyplomatę obejmuje go zakaz wystąpień publicznych, stąd nie uczestniczy on w działaniach promocyjnych, a dla mediów wypowiada się wyłącznie za pośrednictwem członków najbliższej rodziny.


Treścią The Revenant (moim zdaniem właściwym tłumaczeniem tego tytułu byłby Mściciel) jest historia trapera Hugh Glassa, który jako członek grupy polującej na bobry, w sierpniu 1823 roku nad Missouri został ciężko poturbowany przez niedźwiedzicę. Następnie dwóch ludzi powołanych przez dowódcę do opieki nad Glassem pozostawiło go umierającego na pastwę losu, zabrawszy ze sobą wszelką należącą do Glassa broń, nawet nóż. Ciężko ranny traper w koszmarnym stanie odbył półtoramiesięczną podróż powrotną do Fortu Brazeau. Następnie, podreperowawszy zdrowie, przez kilka miesięcy wytrwale ścigał dwójkę myśliwych, która go porzuciła - cynicznego Johna Fitzgeralda i młodego Jima Bridgera. Ten ostatni miał zresztą przed sobą chwalebną przyszłość jako znakomity traper i  przewodnik.

Michael Punke
Historia Glassa może służyć za podręcznikowy przykład ostrego survivalu, począwszy od opatrywania ran, przez - rzecz jasna - zdobywanie pożywienia, rozpalanie ognia, po budowę prymitywnej tratwy. Obfitowała w wydarzenia, w które chwilami aż trudno uwierzyć - mam tu na myśli na przykład walkę z wilkami o upolowanego przez nie bizona. W ekstremalnych warunkach pomysłowość i wytrwałość Glassa robią piorunujące wrażenie. Podobnie jak świadomość, że niejeden traper był w podobnych (choć może nie tak skrajnych) opałach. Życie nad górną Missouri po prostu było niebywale trudne. Punke twardo trzyma się przy tym faktów i realizmu, a kilka zmyśleń uzupełniających opowieść uczciwie zaznacza w posłowiu. Ale zdecydowana większość tego, co napisał, ma umocowanie w biografii Glassa i opracowaniach historycznych. Znalazło się też miejsce na retrospekcje z jego wcześniejszego awanturniczego życia, ale to partie survivalowe stanowią najmocniejszą część książki.

Rejon przemierzany przez Glassa to wciąż kraj dziki i nie do końca zbadany. Żywe są jeszcze echa wyprawy Lewisa i Clarka (1804-06), którzy dopiero co przetarli szlak w północno-zachodnią ćwiartkę obecnych Stanów Zjednoczonych. Mapy górnego brzegu Missouri są towarem cennym, łapczywie kopiowanym z dostępnych egzemplarzy, a na wagę złota są te uzupełnione o nieznane wcześniej detale. Grupy traperów amerykańskich (ale i francuskich - od zakupu Luizjany przez USA minęło dopiero 20 lat) lawirują między plemionami Indian - Arikarów, Siouxów i Paunisów. Z jednymi współpracują, inne nastawione są wrogo. Indian Arikara biali wystrzegają się jak ognia, ale Siouxowie udzielają rannemu Glassowi pomocy. Nie jest to jednak kraj znany z większości westernów. Do masowej produkcji Colta brakuje jeszcze ćwierć wieku, a do największej ekspansji na Zachód, po wojnie secesyjnej - ponad 40 lat. Wokół fortów zakładanych wzdłuż Missouri nie ma więc osadników, a i handel futrami jest zajęciem ryzykownym, acz przy odrobinie szczęścia - dochodowym.  Siouxowie współpracują z białymi, bo to czasy jeszcze sprzed ekspansji w Góry Czarne i bezwzględnej wojny z tym plemieniem. Ten, by tak trywialnie rzec, lokalny koloryt, ze wszystkim jego dyplomatycznymi, handlowymi i międzyrasowymi niuansami jest nad wyraz rzetelnie i barwnie opisany.

Hugh Glass (1780?-1833)
Kłopot w tym, że Zjawa nie oferuje nic ponadto. Niewiele wnosi do gatunku poza opowiedzeniem indywidualnej historii i może interesującego tła. Ciekawej, obiecującej znacznie więcej, ale w ostatecznym rozrachunku pozbawionej literackiej głębi. Punke nie jest prozaikiem na tyle subtelnym, by jego powieść niosła ze sobą studium żądzy zemsty, tak jak dzieje to - zachowując wszelkie proporcje - choćby w Moby Dicku. Porównanie to nie ma wyznaczać pułapu artystycznego, ale kompletnie niewykorzystany, a drzemiący w tej historii potencjał. Powieściowy Glass jest postacią w gruncie rzeczy pozbawioną osobowości, bo trudno uznać za takową samą żądzę przetrwania i pomsty. A przez to - jest postacią czytelnikowi obojętną, zwłaszcza od momentu, kiedy wykaraskał się z największych tarapatów. Nie podlega on też żadnym wahaniom moralnym, o które temat zemsty aż się prosi. Na poziomie poszczególnych scen autorskie próby opisu emocji i ich ekspresji przez Glassa rażą topornością i łopatologią, więc trudno mówić o jakiejś wnikliwości psychologicznej na poziomie całej historii. Daleko tu do subtelności Larry'ego McMurtry'ego, a jeszcze dalej do lakonicznych narracji Cormaca McCarthy'ego (przywołuję tych pisarzy nie przypadkiem, bo akurat u nich można znaleźć opisy ekstremalnych przeżyć w zbliżonym entourage'u). Niewykluczone, że Punke popełnił błąd już w założeniu i zamiast pisać powieść, powinien skoncentrować się na reportażu historycznym, bo właśnie materia stricte opisowa wyszła mu najlepiej (za to dorzucam cały jeden punkt). Poza tym bliźniaczo podobna powieść o Hugh Glassie, zatytułowana Lord Grizzly, powstała już w 1954 roku, a jej autor Frederick Manfred (1912-1994) był wówczas finalistą National Book Award. Można więc przypuszczać, że jest zwyczajnie lepsza.

Ode mnie: 4 / 6


Michael Punke, Zjawa (The Revenant), z jęz. ang. przeł. Przemysław Hejmej. Katowice : Wydawnictwo Sonia Draga, 2014.



1 komentarz: