środa, 20 lipca 2016

Most na rzece... (Richard Flanagan, "Ścieżki Północy")

Tytuł powieści Richarda Flanagana (ur. 1961) pochodzi z twórczości Basho, XVII-wiecznego mistrza haiku, którego twórczość z tomu o tym samym tytule jest - daleko rzecz upraszczając - medytacją nad życiem jako podróżą. Dla bohatera Flanagana, młodego lekarza Dorriga Evansa "ścieżką Północy" jest Linia. Linia kolejowa, budowana wraz z tysiącami innych jeńców na potrzeby japońskiej armii w Birmie i Tajlandii. Ten iście gargantuiczny projekt, znany jako Kolej Śmierci, pochłonął prawie sto tysięcy istnień ludzkich. Wśród tych, którzy przeżyli, był późniejszy ojciec pisarza, Arch (1915-2013). To jego historia leży u podstaw konstrukcji literackiej, jaką są "Ścieżki Północy", choć jest tylko jedną z jej składowych. Pewnym punktem odniesienia dla partii obozowych jest też niewielka powieść francuskiego pisarza Pierre'a Boulle'a Le Pont de la Rivière Kwaï (1952), rozsławiona epicką ekranizacją w reżyserii Davida Leana (1957), acz krytykowana za brak realizmu. U Flanagana polemika z etosem "brytyjskiego ducha", na którym ufundowana jest powieść Boulle'a oczywiście jest obecna (w losach pułkownika Rexrotha i zwłaszcza "Malutkiego" Middletona), ale ten temat szybko zostaje pozamiatany. Etos nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością obozu, ta bowiem jest doświadczeniem granicznym, ostatecznym. Naprawdę ostatecznym.


Może się mylę, ale tak sugestywnej literatury obozowej nie napisano od półwiecza, w każdym razie od bardzo dawna. O ile pewną stałą jest skrajne upodlenie, niebywałe cierpienie, urągające wszystkiemu warunki, w których egzystencja ludzka sprowadzona jest do kilkunastu kilo żywego mięsa, czołgającego się w błocie, to punktowane jest to jeszcze koszmarnymi kulminacjami - długą i krwawą operacją amputacji nogi w obozowych warunkach i makabrycznym zatłuczeniem bezbronnego jeńca przez strażników obozowych. Sugestywność emocjonalna i, by tak rzec, fizjologiczna tych fragmentów przytłacza, dusi i domaga się przerwy w lekturze.

Jednak nie o rozliczenia wojenne chodzi Flanaganowi, tylko o wpływ takiego doświadczenia na dalsze życie. Chyba. Bo o ile fabuła obozowa to czyste arcydzieło, to partie powojenne rozmywają się, nie mają już - w większości - tej literackiej siły. Z wyjątkiem może rozważań Dorriga nad przemową do albumu obozowych grafik, oraz tego co dotyczy powojennych losów żołnierzy japońskich. Tu z kolei autor podejmuje próbę zrozumienia tajemnicy, w jaki sposób tak wspaniała kultura jak japońska, mogła wydać takie bestie, jak opisani w powieści żołnierze cesarza. 

Zaś wątek miłosny, wbrew promocyjnemu eksponowaniu go (vide okładka), stanowi w fabule część mało istotną i w zasadzie niepotrzebną - tym bardziej, że momentami nieznośnie tandetną.

W sumie bardzo dobra powieść, zawierająca obok elementów ewidentnie słabych fragmenty wspaniałe i głęboko wstrząsające, a także dwa momenty czystego geniuszu. Jeden to komiczna i wzniosła jednocześnie scena uwolnienia ryb z restauracyjnego akwarium i żołnierz wrzeszczący wprost do wiadra z nimi: "Jesteście, kurwa, wolne!".

Drugi to ten fragment:

Ze skał powstają piargi, z piargów piasek, z piasku błoto, z błota z powrotem skały i tak się kręci ten świat, jak powiadała jego mama, kiedy domagał się podania mu jakichś przyczyn albo wyjaśnień, dlaczego świat jest taki, a nie inny. Świat jest, odpowiadała matka. Po prostu jest, synku.

Ode mnie: 5 / 6

Richard Flanagan, Ścieżki Północy (Narrow road to the deep north), przeł. Maciej Świerkocki. Kraków : Wydawnictwo Literackie, 2015.

2 komentarze:

  1. Bardzo dobra recenzja, zgadza się z moim odczuciem. Szkoda, że autor nie ograniczył się tylko do opisu życia obozowego.
    Przeczytałem trzy książki R. Flanagana. Uważam, że to ogromny talent, ale często błądzi gdzieś na bezdroża.
    Tu moja refleksja na jego temat:
    http://bloginglife2.blogspot.com.au/2017/04/niedzielne-czytanie-haibun.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za komentarz. Ja Flanagana znam tylko z tej powieści, przede mną "Pragnienie", ale bez presji czasowej, więc nie wiem kiedy. Ale cieszę się, że ktoś podziela moje zdanie, bo w moim zakątku blogosfery chyba mnie jednemu nie podeszły te pozaobozowe wątki. Nawet zastanawiałem się, czy się nie czepiam albo czegoś nie ogarniam, ale chyba jednak nie. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń