piątek, 17 lutego 2017

Kwestionariusz Prousta

Odgrzebałem ciekawostkę, którą w latach 90. drukowała "Gazeta Wyborcza". Na jej łamach udzielali odpowiedzi różni przedstawiciele życia kulturalnego.  
Kwestionariusz Prousta to rodzaj zabawy towarzyskiej znanej wśród europejskich mieszczuchów i salonowców co najmniej od 2 poł. XIX wieku. Tytuł kwestionariusza pochodzi od nazwiska francuskiego pisarza Marcela Prousta (ur. 1871 – zm. 1922). Kwestionariusz składał się z kilkunastu pytań dotyczących osobowości osoby, która na nie odpowiadała, jej upodobań, zamiłowań itp. Pozornie błahy, stał się kwestionariusz Prousta jednym z pierwszych przykładów „testu” osobowości. Doczekał się również wielu adaptacji.

Na przekór potocznym wyobrażeniom Marcel Proust nie miał nic wspólnego z autorstwem pytań zamieszczonych zarówno w pierwotnej jak i późniejszych wersjach kwestionariusza. Faktyczną autorką pytań była Antoinette Faure, przyjaciółka Prousta od wczesnych lat dziecięcych. Proust, zanim jeszcze został uznanym pisarzem, miał odpowiadać dwukrotnie na zestaw pytań zadanych przez przyjaciółkę; raz jako zaledwie nastolatek i ponownie jako młodzieniec. Manuskrypt z odpowiedziami Prousta został odnaleziony w roku 1924, już po śmierci słynnego pisarza. I w ten sposób nazwisko Prousta zostało powiązane z pytaniami z kwestionariusza na zawsze. (źródło)
Obecnie z kilku wersji K.P. najbardziej podeszła mi ta, na którą dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (nr 45/1991) odpowiadał Zbigniew Herbert. Moje odpowiedzi są takie:


Główna cecha twojego charakteru?
Cierpliwość.

Jakie cechy najbardziej cenisz u mężczyzny?
 Inteligencję i spokój.

Jakie cechy najbardziej cenisz u kobiety?
 Ciepło i poczucie humoru.

Co wzbudza w tobie obsesyjny lęk?
Że coś się stanie mojej córce.

Co byłoby dla ciebie największym nieszczęściem?
Utrata wzroku i oczywiście strata dziecka.

Gdzie chciałbyś żyć?
W Teksasie, ewentualnie w Nowym Jorku. W ostateczności mógłbym zgodzić się na inne miasto w USA.

Na czym polega dla ciebie doskonałe szczęście na ziemi?
 Cieszyć się tym co jest i nie wzdychać za tym, czego nie ma. Tylko tyle i aż tyle.

Ulubiony bohater literacki?
 Philip Marlowe i Augustus McCrae.

Ulubiona postać męska z historii?
Z szeroko pojętej historii - Sam Peckinpah, straceniec, który urodził się sto lat za późno. Też niekiedy tak się czuję, w dodatku znajduję się nie po tej stronie globu. Ale on przynajmniej przekuł swoją tęsknotę w szereg kapitalnych filmów.

Ulubiona postać kobieca w historii?
 Liwia - żona Oktawiana Augusta, matka Tyberiusza, babka Klaudiusza, prababka Kaliguli, fascynująco opisana przez Roberta Gravesa. Przez niemal siedem dekad (zmarła w wieku 87 lat) trzęsła dworem rzymskim, co jest osiągnięciem chyba bezprecedensowym.

Bohaterowie w rzeczywistości?
 Josif Brodski, człowiek niezniszczalnego ducha.

Ulubione bohaterki z rzeczywistości?
 Córka.

Ulubione bohaterki literackie?
 Żona pirata Rabarbara - Barbara.

Ulubiony malarz?
Edward Hopper, największy malarz Ameryki, wielki piewca egzystencjalnej samotności. I Caravaggio - uwielbiam jego zaskakujące perspektywy i ujęcia.

Ulubiony kompozytor?
Ludwig van Beethoven i Basil Poledouris. Z tego drugiego wyboru można się śmiać, ale naprawdę ten przedwcześnie zmarły kompozytor pozostawił po sobie muzykę filmową pisaną z wielkim sercem, bardzo różnorodną w stylach i nastrojach, a jednak niebywale charakterystyczną, rozpoznawalną od pierwszych taktów. A co do Beethovena, "Piąta Symfonia" to najlepsze pół godziny w historii muzyki. Pod batutą Herberta von Karajana - dynamit.

Ulubiona cnota?
 Cierpliwość.

Ulubione zajęcie?
Czytanie i zabawa z córką.

Kim lub czym chciałbyś być, gdybyś nie był tym, kim jesteś?
Reżyserem filmowym.

Kiedy kłamiesz?
 Kiedy nie chcę kogoś zranić.

Jakich słów nadużywasz?
Z całą pewnością cytaty, bon moty i "z całą pewnością".

Co najbardziej cenisz u przyjaciół?
Lojalność i poczucie humoru.

Twoja największa wada?
 Egocentryzm (w znaczeniu obsesyjnej samokontroli), lenistwo i porywczość.

Twoje marzenie o szczęściu?
Dom na Mazurach i wolny zawód.

Jaki chciałbyś być?
Wyższy.

Ulubiony kolor?
Granat.

Ulubiony kwiat?
Różne kaktusy.

Ulubiony ptak?
 Kondor z "El kondor pasa"

Ulubiony pisarz?
Cormac McCarthy, Raymond Chandler, Jerzy Sosnowski, Larry McMurtry, E. L. Doctorow, James Ellroy - długo by wymieniać, nie potrafię wskazać jednego.

Ulubiony poeta?
Josif Brodski.

Ulubione imiona?
Bonawentura.

Czego nie cierpisz ponad wszystko?
 Prostactwa, pychy, hipokryzji i telewizji.

Jakimi postaciami historycznymi najbardziej gardzisz?
Demagogami.

Jakie osiągnięcia militarne najbardziej podziwiasz?
 Zwycięstwo Dakotów nad Custerem.

Jakie reformy najbardziej podziwiasz?
Damskie.

Jakie błędy najłatwiej wybaczasz?
Popełnione w dobrej wierze.

Jaki talent chciałbyś posiadać?
Literacki.

Jak chciałbyś umrzeć?
Bez ociągania się i bezboleśnie.

Twój obecny stan ducha?
Pochwała nudy, czyli akceptacja, czy wręcz afirmacja rutyny dnia codziennego.

Twoje motto?
"The only healthy way to live life is to learn to like all the little everyday things." (Augustus McCrae)



Odpowiedzi na inną wersję Kwestionariusza Prousta pisałem 11 lat temu; czytane po takim czasie interesująco się różnią (bądź właśnie nie) od obecnych:

Główna cecha mojego charakteru:
- Wbrew pozorom - chyba nieśmiałość.
Cechy, których szukam u mężczyzny:
- Zrozumienie.
Cechy, których szukam u kobiety:
- Ciepło, inteligencja, akceptacja.
Co cenię u przyjaciół:
- Lojalność.
Moja główna wada:
- Egocentryzm i trudności w podejmowaniu decyzji.
Moje ulubione zajęcie:
- Czytanie, żeglarstwo, gitara.
Moje marzenie o szczęściu:
- "Znaleźć człowieka - swoją przystań".
Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk:
- Kompletna i absolutna samotność.
Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
- Utrata wzroku.
Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
- Chyba tylko być w pełni sobą. Albo aż.
Kiedy kłamię:
- W obronie własnej.
Słowa, których nadużywam:
- Te w pierwszej osobie liczby pojedynczej.
Ulubieni bohaterowie literaccy:
- Kłapouchy i Wołodyjowski. 
Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
- Trudno powiedzieć...
Czego nie cierpię ponad wszystko:
- Nielojalności. I lenistwa, zwłaszcza własnego.
Dar natury, który chciałbym posiadać:
- talent literacki.
Jak chciałbym umrzeć:
- W poczuciu, że już nic nie zostało mi w życiu do zrobienia.
Obecny stan mojego umysłu:
- Delikatne, rozkoszne mrowienie... 
Błędy, które najłatwiej wybaczam:
- Popełnione w dobrej wierze.
Moja dewiza:
- Jacek Kaczmarski: "A ty siej - a nuż coś wyrośnie".

Gdyby ktoś miał ochotę podchwycić koniec "łańcuszka" to zapraszam. Nikogo nie wywołuję, ale powiem tylko, że to fajna zabawa; człowiek musi się chwilę zastanowić nad sobą i swoimi relacjami ze światem, a to zawsze warto. Jak ktoś się odważy, to niech da znać w komentarzu - tu albo na FB. Powodzenia. Ja następny napiszę za 10 lat - ten dzisiejszy to bilans czterdziestolatka, dobry moment :)

Obiecuję, ze następny wpis już będzie o książkach!


9 komentarzy:

  1. Ten dwukropek na początku zasugerował mi, że są to odpowiedzi Herberta i do pewnego momentu dziwiłem się, że są tak zbieżne z Twoimi gustami :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, dobra, już poprawiam :P

      Usuń
    2. Wiem, że wyjdę na czepialskiego buca, ale jeszcze: "podeszła mi się ta" :) A tak w ogóle, to miło poznać :)

      Usuń
  2. Och, jak lubię Cię czytać, doprawdy, talent literacki już masz, wystarczy go rozwijać! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Talentu nie mam, ale miło mi bardzo ☺

      Usuń
  3. Ale Barbara? Ona mnie wprawiała w drżenie łydek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barbara jest świetna, niby rządzi twardą ręką, ale wie dobrze kiedy ustąpić ☺ Babka z temperamentem 😉

      Usuń
    2. Wie, kiedy ustąpić? U niej to zawsze tylko manewr strategiczny, żeby po chwili natrzeć bardziej zdecydowanie i osiągnąć swój cel :)

      Usuń