piątek, 26 maja 2017

Ave, vir gloriosissime! (Teodor Parnicki, "Aecjusz, ostatni Rzymianin")

(Notka jest krótka, gdyż jestem zajęty innym, dłuższym i mocno wymagającym tekstem)

Jakieś dwadzieścia lat temu pewna bliska mi osoba w trakcie rozmowy o "Klaudiuszu" Gravesa westchnęła: "Ach, Aecjusz, jaka TO jest książka..." Zapadło mi to w pamięć, ale przez lata nie po drodze było mi z Aecjuszem (a może to jemu ze mną?). W efekcie jest to też książka, która najdłużej czekała na liście do przeczytania. A takich powieści historycznych już się dzisiaj chyba nie pisze. Któż dziś potrafiłby na ledwie 300 stronach przedstawić tyle zawiłości dziejowych i psychologicznych?

Rzym doby Aecjusza (390-454), a dokładnie Cesarstwo Zachodniorzymskie, to imperium w swojej chyba ostatniej chwili przed ostatecznym rozkładem. Przesiąknięte już chrześcijaństwem, ale nie pożegnane ze starą wiarą (a jeśli dodać do tego rozłamy w łonie młodego Kościoła, obraz robi jeszcze bardziej złożony); walczące z jednymi plemionami barbarzyńskimi, ale trzymające się we względnym pionie dzięki militarnym sojuszom z innymi. Dla osób kojarzących Rzym głównie z okresu potęgi, jego obraz u Parnickiego będzie niezłym zaskoczeniem. W tym wszystkim lawiruje Flawiusz Aecjusz, ostatni wielki dowódca legionów (już wtedy złożonych głównie z Gotów), mistrz "dyplomacji twardej ręki" - bo tak chyba można nazwać połączenie niezwykłego wyczucia politycznego z nieposkromioną ambicją i bezpardonową walką o wpływy. Ta postać nie poddaje się prostej ocenie, co zresztą jest wielkim atutem powieści. Położenie wyraźnego nacisku na relacje politycznych graczy (wzajemne zależności, ale też choćby ich postawy wobec różnych wersji wyznań religijnych) z niemal całkowitym pominięciem batalistyki, do tego wyraźnie zaznaczona refleksja historiozoficzna, czynią z książki Parnickiego dzieło fascynujące, napisane przepiękną kunsztowną polszczyzną, o całą galaktykę odległe od współczesnego powieściopisarstwa historycznego - realistycznego, ale wypranego z głębszej refleksji filozoficznej. Nie ta liga. 

Ode mnie: 5,5 / 6


Teodor Parnicki, Aecjusz, ostatni Rzymianin. Warszawa : PAX, 1977.

Książka dostępna w WBP w Lublinie


5 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że takich powieści historycznych już się nie pisze. Muszę sobie "Aecjusza..." odświeżyć, bo czytałam bardzo dawno i słabo pamiętam. Lepiej orientuję się w historii Polski i średniowiecza, dlatego moimi ulubionymi książkami Parnickiego są "Srebrne orły" (czasy Bolesława Chrobrego) i "Tylko Beatrycze" (Przemysł II).

    OdpowiedzUsuń
  2. Przy ...nastym czytaniu wszelkie zawiłości historyczne stają się zrozumiałe i zaczynamy sekundować Aecjuszowi o kolanach grubo wiązanych ;) A polszczyzna? Cóż, czytając Parnickiego, zawsze byłam dumna, że to i mój język. Często czytałam głośno, aby nacieszyć się brzmieniem frazy. Do dziś nie umiem powiedzieć, czy bardziej kocham Aecjusza, czy Srebrne orły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Przy ...nastym czytaniu wszelkie zawiłości historyczne stają się zrozumiałe..." Wezmę to pod uwagę,gdy będę czytać "Koniec Zgody Narodów". ;)

      Usuń
  3. Bardzo sie cieszę ze trafiłam na Twój blog. To ciekawa odskocznia od stron recenzujący marne powieści new adult czy romanse polskich "producentek" książek. Uwielbiam książki historyczne , podobnie jak biografie czy klasykę. Dzięki Tobie i Twoim recenzjom z pewnością trafie na cos co mnie zainspiruje. Blog obserwuje i zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dzięki za miłe słowa. Ja jestem już średniej daty, szkoda mi czasu na słabe książki, więc dobieram z namysłem. A że zaległości mam kolosalne, więc i po nowości sięgam rzadziej niż inni. Ale też się zdarzają :)

      Usuń