piątek, 12 maja 2017

Teksas, jaki był (Larry McMurtry, "In A Narrow Grave: Essays on Texas")

Ten pierwszy zbiór esejów Larry'ego McMurtry'ego ukazał się w 1968 r., po trzech powieściach, które odbiły się już pewnym echem, a jedna doczekała się nawet ekranizacji z Paulem Newmanem, będącym wówczas jednym z najgorętszych nazwisk Hollywood. 35-letni wówczas teksaski pisarz opublikował refleksje, będące - jak sam pisze w przedmowie - niebeletrystycznym opisem świata, w którym rozgrywają się fabuły Horseman, Pass By, Leaving Cheyenne i Ostatniego sensu filmowego (niestety tylko ta ostatnia powieść została wydana w Polsce). Wszystkie one traktują o schyłku krainy hodowców bydła, o nieuchronnym przemijaniu epoki pionierów Starego Zachodu (wolę amerykańskie "Old West" od infantylnego określenia "Dziki Zachód"). To elegijne utwory o pustoszejącym krajobrazie, wyludniających się wioskach, ginących ranczach. Też o zmieniającej się obyczajowości, bo migracja do miast, a także rewolucja seksualna lat 60. XX wieku pociągają za sobą zmiany w relacjach damsko-męskich, co w dość konserwatywnym i prostolinijnym społeczeństwie Teksasu było zmianą niebanalną. Pod tym względem Ostatni seans filmowy jest wiarygodnym i zniuansowanym portretem wyzwalającej się seksualności - przy czym powieść jest znacznie odważniejsza niż film. Analogicznie Hud Bannon z debiutanckiej powieści Horseman, Pass By jest postacią znacznie mniej jednoznaczną, niż jego filmowy odpowiednik grany przez Paula Newmana. Oba te dzieła zostały przez filmowców wygładzone.

Stara i młoda twarz Teksasu lat 50. ("Hud", 1963)
 Właśnie produkcji filmu Hud poświęcony jest pierwszy esej. Wizyta filmowców z Hollywood na zapyziałej Teksaskiej prowincji to wydarzenie bez precedensu. McMurtry z charakterystycznym dla siebie wyczuciem komizmu opisuje nieprawdopodobną szarżę rozgrzanej do czerwoności gromady mieszkanek Amarillo, które wdarły się do hotelu zamieszkiwanego przez ekipę filmową w poszukiwaniu wiadomego aktora. Dość powiedzieć, że Newman szczęśliwie salwował się ucieczką przez okno, a cały epizod wstrząsnął społecznością mieściny, powiem trzonu grupy nie stanowiły bynajmniej nastoletnie panny, a dojrzałe kobiety, w większości mężatki. Jak pisze autor, wiele rodzin doświadczyło wówczas obyczajowego trzęsienia ziemi. 

Larry McMurtry ok. 1971 r.
Powstawanie filmu Martina Ritta jest też okazją do porównania filmowego wizerunku kowboja z jego rzeczywistym, osadzonym w Teksasie czyli u siebie, pierwowzorem. To rzadka okazja, bo zobaczyć jak ten kulturowy archetyp jest postrzegany w środowisku, z którego się wywodzi. A McMurtry jest idealnym przewodnikiem po niuansach w tej materii, będąc intelektualistą, posiadającym odpowiednią zdolność spojrzenia z zewnątrz, a jednocześnie rasowym tubylcem, potomkiem ranczerów. Zderzenie westernu jako quasi-arturiańskiego mitu z prostotą rzeczywistych przedstawicieli tej przyziemnej w gruncie rzeczy profesji generuje napięcia przekładające się na całą społeczność regionu. Nie można też zapominać, że moment powstania tych tekstów to czas dopalania się spektakularnej ranczerskiej przeszłości całego Zachodu. Gospodarka stanu przestawia się z hodowli bydła na eksploatację złóż ropy (ta zmiana jest jedną z osi fabularnych Horseman, Pass By). Konie ustępują miejsca Cadillacom. 

McMurtry, idąc za wątkiem seksualnego wyzwolenia bohaterów Ostatniego seansu filmowego, spogląda też na erozję klasycznego, XIX-wiecznego modelu relacji między płciami, jaka nastąpiła od początku XX wieku. W słabo zurbanizowanym, rozbitym przestrzennie społeczeństwie osadników idee emancypacji padały na niewdzięczny grunt, a tam gdzie kiełkowały, ich wpływ był - jak ocenia pisarz - raczej dezorientujący, niż wyzwalający. Twarde życie pogranicza, z konkretnym ciągiem codziennych obowiązków wszystkich członków rodziny, nie sprzyjało ideom emancypacji, o których McMurtry pisze może bez przekąsu, ale z zauważalnym dystansem. 

Życie seksualne Teksańczyków ("Ostatni seans filmowy", 1971)
W tym kontekście uderzająca jest też obserwacja, że kowboje - w odróżnieniu od osadników - w epoce swojej świetności nie mieli żadnego modelu nawiązywania i utrzymywania relacji z kobietami. Etos pracy we własnym gronie i zajęcie wymagające - niczym u marynarzy - mobilności, nie sprzyjały powstaniu takiego modelu (rzecz jasna wytworzony w późniejszych dziesięcioleciach model hollywoodzki to sentymentalna fikcja). Stąd pewna sztubacka ekscytacja i nieśmiałość, jakie McMurtry odnajduje w zachowaniach kowbojów z otoczenia swojego i w relacjach przodków. Nie da się przy tym nie zauważyć, że najpewniej właśnie te refleksje legły u podłoża wielu emocjonalnych wątków w późniejszej powieściowej twórczości teksaskiego pisarza (choćby na wskroś platoniczne zauroczenie Chlusta i Newta prostytutką Loreną, epizod P.E. z wdową Cole, czy wreszcie tragiczne relacje Calla z Maggie - by przywołać tylko bohaterów Lonesome Dove, notabene późniejszego od omawianych esejów o blisko 20 lat). Podobną refleksję budzi krótkie, kategoryczne stwierdzenie, że zżycie kowbojów wewnątrz swojej grupy nie miało podtekstu homoseksualnego. Otóż długą drogę musiał przebyć McMurtry od tej konstatacji do swojego oscarowego scenariusza Tajemnicy Brokeback Mountain (2005), traktującego właśnie o tym. Ale jednocześnie jest jakaś logika w tym, że to on, będący jednocześnie autorem westernów jak i melodramatów, podjął się swoistej syntezy tych dwóch światów w takim akurat ujęciu (nawet jeśli "tylko" adaptował opowiadanie Annie Proulx). 

Okładka I wydania "In A Narrow Grave"
Zbiór, z którego zresztą omawiam tu tylko wybrane teksty, zamyka niezwykle osobisty esej-hołd, poświęcony ojcu i ośmiu stryjom pisarza. Oni to byli świadkami ostatnich lat istnienia Starego Zachodu, w dzieciństwie, jako synowie ranczera (dziadka pisarza) obserwując ostatnie wielkie spędy bydła. To z nimi odeszła bezpowrotnie w przeszłość wielka część przeszłości Zachodu Stanów. To oni, przez snute w rodzinnym gronie wspomnienia, ukształtowali wyobraźnię przyszłego wielkiego teksaskiego pisarza. Można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że takie patriarchalne postacie jak Sam Lew z Ostatniego sensu filmowego czy Homer Bannon z Horseman, Pass By, są wzorowane właśnie na nich. I nie dziwi, że to im dedykował Na południe od Brazos, swój pierwszy i najlepszy western, opatrując go z parafrazą fragmentu elegijnej ballady Streets of Laredo

Pamięci dziewięciu chłopców z rodu McMurtry (1878-1983);
"Zuchom, co niegdyś mknęli galopem..."

Arcyciekawa, niebywale pouczająca lektura - idealna, by ukazać się w Serii Amerykańskiej Wydawnictwa Czarne.

Ode mnie: 5,5 / 6



5 komentarzy:

  1. Zaskoczyłeś mnie informacją o tym, że McMurtry był współscenarzystą "Tajemnic ..." :)
    Chciałem się odnieść do wątku relacji kowboje - kobiety (na w miarę świeżo, to mogę brylować :P ). W przywołanym przez Ciebie "Lonesome Dove" można darować sztubackie zauroczenia Chlustowi i Newtowi, bo też i są oni, nieco wyrośniętymi, ale jednak sztubakami (szczególnie drugi). Bardziej wg mnie rzuca się za to w oczy totalna prostolinijność i denerwująca (przynajmniej mnie), bo ja wiem, nieporadność Juliego Johnsona w stosunkach z żoną. Znaczący jest też epizod z udziałem Roscoe Browna i pewnej hożej pionierki :P To są dorośli faceci, a zachowują się, jakby kobiety przed tygodniem pojawiły się na Ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, są faceci którzy tak mają :) Dawno temu był czas, że July był mi najbliższy z całej menażerii. July wcześniej nie miał do czynienia z kobietami, a w przypadku żony - to ona go wyrwała, bo jej był potrzebny, nie ona jego. No w każdym razie to jest bardzo prawdziwe. A Roscoe to z kolei jedyna postać, która mnie irytuje. Pionierka świetna, zresztą pisząc teraz posłowie odkryłem jak bardzo - jak na ten gatunek - feministyczna jest ta książka. Ale to temat na dłuższe rozważania.

      Tym scenariuszem i ja byłem zaskoczony, ale jest w tym jakaś logika. To pisarza wrośnięty w western, ale w melodramat wcale nie mniej. No a Brokeback... jest tego syntezą...

      Usuń
    2. Ja nie twierdzę, że ich nie ma, tylko że w "Lonesome ..." ich zagęszczenie na setkę stron jest nad wyraz wysokie :P Co do wątków feministycznych, są, jak mi się wydaje, bardzo czytelne. Z historią Klary na czele. Ale, co ja tam wiem :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z ostatnim zdaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To napisz do nich, ja już ich namawiam od paru miesięcy. Larry ma w dorobku dwa tomy esejów (drugi to "Sacagawea's Nickname: Essays on the American West", jeszcze nie zdobyłem). Oba są niezbyt obszerne, mogłyby nawet wyjść łącznie, bo razem mają raptem ze 400 stron...

      Usuń