piątek, 21 lipca 2017

Edward Hopper (1882-1967)

Edward Hopper, Autoportret, 1925.
Dziś mija 2. rocznica śmierci E. L. Doctorowa, ale ponieważ było już o nim sporo w nieukończonym nadal cyklu, to będzie o kimś innym.

Jeszcze nie pisałem tu o malarstwie (i to się nieprędko powtórzy), ale jutro mija 135. rocznica urodzin Edwarda Hoppera, a ponadto 15 maja minęła 50. rocznica jego śmierci. A tak się składa, że jeśli miałbym wymienić ulubionego malarza, no to pierwszy byłby właśnie Hopper (w dalszej kolejności Caravaggio i Beksiński). 

Hopper to malarz niebywale amerykański, dokumentujący samotność w opustoszałych plenerach Środkowego Zachodu, i zarazem poeta wielkomiejskiej alienacji, czego kwintesencją jest najbardziej znany obraz Nighthawks (Nocne marki) z 1942 roku. Jego obrazy pokazują ułamki intymnych historii, których początków i dalszych końców możemy się tylko domyślać. A uwięzieni w nich ludzie z trudem przełamują samotność, częściej jednak zasklepiając się w swoich światach, nawet jeśli chcąc - nie chcąc przebywają w tym samym pomieszczeniu. Alienację powiększa charakterystyczne dla Hoppera kadrowanie, podkreślające dystans widza, często wykorzystujące okna, witryny i tym podobne elementy jako przeszkodę między bohaterami a obserwatorem. To sceny, które podpatrujemy z oddali; nawet jeśli między tymi ludźmi padłyby jakieś słowa, my ich nie usłyszymy. Często jednak obraz jest pozbawiony postaci, i wtedy samotni są nie bohaterowie Hoppera - ale przede wszystkim my sami. 


E. Hopper, Early Sunday Morning, 1930
E. Hopper, Railroad Sunset, 1929
E. Hopper, Second Story Sunlight, 1960
E. Hopper, New York Interior, ok. 1921

E. Hopper, New York Movie, 1939.

E. Hopper, Automat, 1927

E. Hopper, Cape Cod Evening, 1939

E. Hopper, Chop Suey, 1929

E. Hopper, Gas, 1940

E. Hopper, Ground Swell, 1939

E. Hopper, House By The Railroad, 1925

E. Hopper, Lighthouse at Two Lights, 1929

E. Hopper, Room in New York, 1932

E. Hopper, Nighthawks, 1942

E. Hopper, People In The Sun, 1963

E. Hopper, Rooms by the Sea, 1951

E. Hopper, Summer Evening, 1947

E. Hopper, Morning Sun, 1952

Malarstwo Hoppera często było inspirowane filmem - chętnie chadzał do kina, kiedy nie szło mu malowanie. Ale przede wszystkim to on sam wywarł wielki wpływ na kino. Szereg filmów starych i nowych, amerykańskich i europejskich, zdradza mniej lub bardziej wyraźne tropy w tym kierunku. Najbardziej oczywiste (i zarazem najbardziej znane) inspiracje znajdujemy u Alfreda Hitchcocka:  bardzo hopperowska jest cała koncepcja wizualna i szereg ujęć Okna na podwórze, a także - to przykład sztandarowy - dom z Psychozy, inspirowany słynnym obrazem z 1925 roku. Bliźniaczo podobne domostwo pojawia się też w Niebiańskich dniach Terrence'a Malicka.

Edward Hopper vs. Alfred Hitchcock - Okno na podwórze (1954)
Psychoza (reż. Alfred Hitchcock, 1960)

Niebiańskie dni (reż. Terrence Malick, 1978)


Hopper miał wielki wpływ na wygląd nurtu film noir. Nośność wizualna tego podgatunku była tak wielka, że jego estetyka przetrwała dziesięciolecia, odrodziła się w latach 70. w formie neo noir (wiele Hopperowi zawdzięcza Chinatown Polańskiego) i przetrwała aż po dzień dzisiejszy, by wymienić choćby Łowcę androidów i jego powstający właśnie sequel. Hopper inspirował takich twórców jak Michelangelo Antonioni (Przygoda), Wim Wenders (Paris, Texas i wiele innych), Martin Scorsese, a nawet Andrzej Wajda (Tatarak).
 
Przygoda (reż. Michelangelo Antonioni, 1960)

Paris, Texas (reż. Wim Wenders, 1984)
Koniec przemocy (reż. Wim Wenders, 1997)

Nie wracaj w te strony (reż. Wim Wenders, 2005)
Tatarak (reż. Andrzej Wajda, 2009)
Łowca androidów (reż. Ridley Scott, 1982)
Serial Mad Men (2007-2015)


Hopper doczekał się też hołdu w postaci filmowego ożywienia jego bohaterów. W Shirley - wizje rzeczywistości Gustava Deutscha (2013) tytułowa bohaterka w monologach wewnętrznych snuje opowieść o historii Ameryki i jej mieszkańców. Jakkolwiek monologi te mocno ocierają się o pretensjonalność, interesujący jest fakt przeniesienia na ekran hopperowskiej estetyki w wersji sauté




Reprodukcje obrazów Edwarsa Hoppera pochodzą ze stron Whitney Museum of American Art i EdwardHopper.net.

2 komentarze:

  1. Hoppera bardzo lubię. Nikt tak jak on nie umiał malować miejskiej pustki pomimo obecności ludzi w kadrze. Atmosfera jego Ameryki kojarzy mi się z tą z prozy Capote'a. Swoją drogą, zabawny zbieg okoliczności: Ty po raz pierwszy piszesz dzisiaj u siebie o malarstwie, a ja za parę tygodni wrzucę na swój blog zestawienie moich ulubionych obrazów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to czekam, czekam!
      To prawda, Hoppera z Capotem można spokojnie zestawić. Mnie bardzo zgrywa się z opowiadaniami Sama Sheparda, zresztą pasowałby tu też Raymond Carver, czy ostatnio dobrze przyjęty u nas Wells Tower (tego ostatniego nie czytałem, wnioskuję z recenzji).

      Usuń