niedziela, 22 października 2017

30 lat temu Josif Brodski otrzymał Literacką Nagrodę Nobla

22 października 1987 roku, dokładnie 30 lat temu, ogłoszono, że Literacką Nagrodę Nobla otrzymał Josif Brodski.



BERNGT JANGFELDT: W wywiadzie, który zrobiliśmy poprzedniej zimy, powiedziałeś: "w emigracji pociąga mnie to, że człowiek znajduje się w sytuacji pozostawionych po sobie książek", tzn. może być oceniany jedynie wedle tego, co pisze. Teraz, po otrzymaniu nagrody Nobla, zachodzi chyba ryzyko, że możesz przeobrazić się w posąg?

JOSIF BRODSKI: Tego się właśnie obawiam, że nagroda może być "pocałunkiem śmierci". Już w tej chwili przeszkadza mi to niesłychanie. Ostatnie miesiące były piekłem. Sądzę wszakże, iż to nie potrwa długo, wkrótce wszystko pokryje kurz i będę mógł powrócić do swoich normalnych zajęć. To, o czym rzeczywiście marzę w tej chwili - nie mówię tego dla kokieterii - to zacząć znowu wykładać. Niczego więcej nie pragnę, jak tylko tego, żeby mnie zostawiono w spokoju. Uważam, że jest to najwłaściwsze położenie dla poety: być pozostawionym samemu sobie, stać nieco na uboczu. Ja po prostu chcę mieć spokój. I miałem go przez ostatnich piętnaście lat. Teraz sytuacja zdaje się wyglądać groźnie. Świat - hm, świat - próbuje dostać się do mnie. Spróbuję jednakowoż zrobić, co w mojej mocy, żeby tak się nie stało. Nie czuję się natomiast zagrożony jako p i s a r z. Mam zamiar kontynuować utrwalanie swoich idiosynkrazji na papierze. Powiedziałem sobie, że nie będę pracował ostrzej, dlatego, że ostrzej już nie można. Muszę robić to, co jestem w stanie zrobić. Inaczej człowiek stanie się własnością publiczną. A na to mam najmniejszą ochotę.

JANGFELDT: Kiedy rozmawialiśmy wieczorem tego dnia, w którym otrzymałeś nagrodę Nobla, byłeś szczęśliwy.

BRODSKI: Tak, byłem naprawdę szczęśliwy. To było w Londynie. Mieszkałem u swoich dobrych przyjaciół. Przyjechałem do Londynu, aby ukończyć książkę i napisać coś nowego. To był bardzo spokojny czas. I nagle moja praca została przerwana, choć sama przerwa nie była taka głupia. W każdym razie była to przerwa i w tej chwili myślę jedynie o dniu, kiedy powrócę do normalnego życia. I takie będę prowadził.

JANGFELDT: Jeżeli spojrzałbyś na swoją nagrodę w świetle kultury rosyjskiej, jak byś ją ocenił?

BRODSKI: Oznacza ona uznanie dla całej mojej generacji w rosyjskiej poezji. Nie tyle dla generacji, co dla określonej grupy poetów - jestem tylko jednym z nich. Nasza drużyna wygrała. To wszystko, co mogę powiedzieć.

JANGFELDT: I dzięki Tobie wygrali również inni, czy nie tak? Na przykład Achmatowa, która przecież tak wiele dla Ciebie znaczyła.

BRODSKI: Tak. Dzięki mnie wygrało w tym stuleciu przynajmniej pięć osób: Mandelsztam, Achmatowa, Cwietajewa, Wystan Auden i Robert Frost. Bez nich nie istniałbym dzisiaj jako pisarz, jako poeta. Bez nich byłbym czymś mniej. To są moi mentorzy. Mentorzy to nie to słowo - to oni obdarowali mnie życiem pisarza.



Rozm. przepr. Bengt Jangfeldt, Nowy Jork, listopad 1987. Tłum. Zygmunt Barczyk. Cyt. za: Reszty nie trzeba: rozmowy z Brodskim, zebr. i opr. Jerzy Illg, Katowice 1993.

2 komentarze:

  1. Podzielam umiłowanie świętego spokoju, którą przejawia tu Brodski. Według mnie spokój jest nawet ważniejszy od szczęścia, które efemeryczne jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ale też Brodski oprócz "śwuiętego spokoju" który cenił wokół siebie, miał mnóstwo spokoju w sobie - to facet, który wylądowawszy w d... świata z jedną walizką, zachwycał się wschodami słońca, kiedy szedł robić w polu. Autentyczny, najprawdziwszy stoik.

      Usuń