piątek, 17 listopada 2017

Człowiek człowiekowi (William Golding, "Rytuały morza")

Wbrew polskiemu tytułowi Rytuały morza noblisty Williama Goldinga (1911-1993) nie są powieścią marynistyczną. Zresztą oryginalny tytuł ucieka od marynistycznych skojarzeń i oznacza obrzędy inicjacyjne, nawet niekoniecznie równikowy chrzest morski.

Lekki w tonie początek powieści starannie zapowiada kierunek komediowo-salonowej fabuły, który… nie zostanie zrealizowany. Oto młody gentleman Edmund Talbot, wraz z grupką innych pasażerów, których dobór zgodnie z konwencją stanowi przekrój wiecznego brytyjskiego społeczeństwa u schyłku epoki napoleońskiej, zmierza na pokładzie żaglowca do Australii, gdzie objąć ma ważną posadę urzędniczą. Znakomite urodzenie Talbota sytuuje go na tak uprzywilejowanej pozycji, że nawet surowy kapitan Anderson musi - chcąc, nie chcąc - liczyć się z jego zdaniem. Zwłaszcza, że Talbot zabija czas pisząc dziennik adresowany do swego wysoko postawionego protektora. To właśnie powieść jest tym dziennikiem, w którym Talbot wytyka - w sposób w swoim pojęciu dowcipny - przywary współtowarzyszom podróży, dzieli się pokładowymi plotkami, chwali seksualnymi podbojami i dworuje z niżej urodzonych. Jest pełen poczucia wyższości i przy tym niebywale powierzchowny.

Salonowe konwersacje, spod których wbrew intencjom samego narratora wyzierają przepełniające ludzi emocje, z biegiem relacji nabierają mrocznego charakteru, zwłaszcza jeśli chodzi o pastora Colleya. Człowiek ów, upokorzony u początków podróży przez kapitana, boryka się z przytłaczającym poczuciem poniżenia, z czego Talbot w swym dzienniku uroczo sobie dworuje (o ile udaje mu się przekuć odrazę w złośliwość). Tragedii, do której ostatecznie dochodzi, dałoby się uniknąć, gdyby młody urzędnik w porę spojrzał poza czubek własnego nosa, do czego nie był organicznie zdolny. Talbot to produkt swoich czasów - inteligentni, zadufany pyszałek, pełen pogardy dla niżej urodzonych, ledwie  skrywanej za maską złożoną z politowania i złośliwości mającej być ironią. Perspektywa i wiedza Edmunda zmienia się diametralnie, kiedy w jego ręce trafia dziennik pastora Cooleya. Na naprawienie krzywd jest już wtedy za późno, a gorączkowe poszukiwanie winnych wskaże na… wszystkich, którzy przyglądali się dramatowi zaszczutego człowieka. I jeśli uśmiechaliście się z przekąsem przy edmundowych żarcikach z niewydarzonego duchownego - na was także. Ja się uśmiechnąłem tu i ówdzie.

Ostatnio mało spałem, za to wiele myślałem, w związku z czym zaczyna mi się trochę mącić w głowie; tak chyba zawsze dzieje się z tymi, co wyruszają w morze, skazani na ciągłe przebywanie w towarzystwie swych bliźnich, a więc i na obcowanie ze wszystkim. co najstraszliwsze pod słońcem.

Powieść Goldinga jest więc kolejną odsłoną dywagacji i skłonności do zła, który to temat przenika chyba całą twórczość angielskiego Noblisty, z - co oczywiste - "Władcą much" na czele. Książka, która przyniosła mu w 1980 roku Nagrodę Bookera, nie jest pozbawiona wad - wśród których należy wymienić nadmiernie mętny opis kulminacyjnych wydarzeń w pomieszczeniach marynarzy - natomiast pozostawia z gorzkim wrażeniem, że pozornie niewinne docinki wobec bliźnich to wierzchołek góry lodowej, której podstawę stanowi ostatecznie poczucie wyższości i skryta za społecznymi normami pogarda. I że nie tak trudno odnaleźć Edmunda Talbota w sobie.


Ode mnie: 4,5 / 6


William Golding, Rytuały morza (Rites of Passage) ; tł. Arkadiusz Nakoniecznik. Warszawa : Amber, 1994.




4 komentarze:

  1. Ciekawa sprawa z tym tytułem.

    A co do fragmentu: "Talbot to produkt swoich czasów - inteligentni, zadufany pyszałek, pełen pogardy dla niżej urodzonych, ledwie skrywanej za maską złożoną z politowania i złośliwości mającej być ironią." Mam wrażenie, że w transformacja systemowa naprodukowała bardzo dużo takich właśnie takich osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No có, to też produkty swojej epoki. Gorzko pisze dzisiaj o tym Jerzy Sosnowski: https://koduj24.pl/wychowanie-do-przemocy/ .

      Usuń
  2. Cała "Trylogia morska" została sfilmowana przez BBC. Powstał, moim zdaniem, dobry trzy odcinkowy miniserial.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałem go, bardzo mi się podobał. Świetnie wypadł Cumberbath, który od zawsze robi na mnie odpychające wrażenie i bardzo pasuje do Edmunda Talbota. I solidny drugi plan do tego, realizacja sugestywna. Udana adaptacja jak najbardziej.

      Usuń