piątek, 24 listopada 2017

Saga o Ranaldzie (George Mackay Brown, "Winlandia")

Książka pisarza ze szkockich wysp Orkadów jest opowieścią z czasów wypraw Wikingów (przełom X i XI w.), ale - wbrew pierwszym, oczywistym skojarzeniom z tym entourage'em - nie jest fabułą przygodową. Życie Ranalda Sigmundsona, którego poznajemy jako młodego chłopca żeglującego z ojcem i jego załogą z macierzystej wyspy na Grenlandię w celach handlowych, początkowo rokuje inaczej. Splot okoliczności zawieje Ranalda na zachód, na upojnie dzikie wybrzeże Winlandii, dzisiejszej Ameryki Północnej. Zew posmakowanej wówczas nieznanej ziemi będzie go prześladował przez wiele późniejszych lat.

Ale ważniejsza, prawdziwa podróż Ranalda to wędrówka w głąb siebie, która z odważnego młodziana z talentem do żagli, koni i topora uczyni rozsądnego, odpowiedzialnego gospodarza. Zmiany w jego charakterze są zresztą nader subtelne, bo cechy, które skierowały go na drogę osiadłego, gospodarnego życia, nosił w sobie już wcześniej. Podskórna łagodność, skryta początkowo pod młodzieńczym głodem przygód, ale i pod niewzruszoną stanowczością sądów, ujawni się gdy Ranald założy rodzinę zamiast powrócić na morze lub do wojaczki. Z kolei zwrot ku eschatologicznym pytaniom, jaki wykona w podeszłym wieku, zwiastowany jest wcześniej charakterystyczną dlań uważnością i namysłem, z jakim Ranald-młodzieniec przygląda się światu. To ten racjonalny ogląd świata pozwoli mu w porę wycofać się z udziału w nieustających wojnach jarlów, a zamiast tego wypracować sobie odpowiednie miejsce w lokalnej społeczności.

Nad jego życiem wciąż jednak góruje ujrzany w młodych latach niezbadany ląd - Winlandia, kraina obfitości, z czasem nabierająca cech Ziemi Obiecanej czy wreszcie Raju. Potrzeba wyruszenia w rejs, wzbierająca w Ranaldzie wraz z wypełniającymi się latami życia, stapia się z przygotowaniem do tego ostatniego rejsu, który czeka każdego i z którego się nie wraca. Winlandia jest więc w istocie wielką metaforą - po trosze krainą niewinności z dzieciństwa, której wyrzekamy się kierowani pragmatyzmem dojrzałości. Znamienne jednak, że w tęsknocie Ranalda nie ma żalu - on nie buntuje się, a wręcz przeciwnie - sam podejmuje działania zakotwiczające go w życiu lądowym. Ten stoicki z ducha racjonalizm przesuwa środek ciężkości fabuły i powoduje, że powieść o czasach wypraw wikingów przeradza się z zapowiadanej pierwszymi rozdziałami historii przygodowej w znacznie poważniejszą rzecz o relacjach między marzeniami a dojrzałością. Wyraźny wpływ stylistyczny sag skandynawskich, jakkolwiek narzuca pewien dystans, nadaje opowieści o Ranaldzie niepowtarzalnej surowej aury i sprawia, że nawet jeśli całość na pierwszy rzut oka nie porywa, warto dać jej kredyt zaufania i zagłębić się w ten pełen detali portret życia - codziennego i duchowego - mieszkańców Orkadów tysiąc lat temu.

Ode mnie: 4,5 / 6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Wiatr od Morza

George Mackay Brown, Winlandia (Vinland) ; tł. Michał Alenowicz. Gdańsk : Wiatr od Morza, 2017.




4 komentarze:

  1. Rzuciło mi się to w oczy niedawno w zapowiedziach. Mój temat, więc łkam na pewno, tym bardziej jeśli piszesz, że książką o głębszych wartościach, a nie tylko przygodówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, nie o przygody tu chodzi :)

      Usuń
  2. O, kto by pomyślał. Podoba mi się takie literackie odwrócenie znanych motywów i czytelniczych oczekiwań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ta gra z oczekiwaniem przygodowej lektury jest wyczuwalna, ale nie wynika z założeń a priori, tylko w naturalny sposób z życia i charakteru bohatera.

      Usuń