Przejdź do głównej zawartości

Po prostu mnie nie zostawiaj (Michael Crummey, "Bez winy")

Miarą wielkości Crummeya jest w Bez winy wyczucie, z jakim dotyka niebywale delikatnej materii relacji Ady i Evereda, nie przekraczając nigdy granic dosadności czy złego smaku. Stąpał po niebywale kruchym lodzie, ale dotarł na drugi brzeg bez wykonania jednego fałszywego kroku.




Twórczość Michaela Crummeya to dzieło, którego surowcem jest - nomen omen - surowa materia życia Nowofundlandczyków różnych epok, zaś narzędziem - niezmiennie poetyckie zacięcie, z jakim podchodzi on do wyławianych z prozy życia szczegółów: wątków, epizodów, postaw, przypadków, emocji. Ludzkich losów. Już we wcześniejszych swoich książkach autor Dostatku ciążył ku przypowieści, ku symbolice, natomiast w swoim najnowszym dziele, snując oryginalną powieść inicjacyjną, jawnie podrzuca tropy wskazujące, że mamy do czynienia z przetworzoną opowieścią o Edenie. Oto poznajemy dwójkę osieroconego rodzeństwa, zamieszkującego zapomniany niemal zupełnie zakątem wybrzeża. Śmierć rodziców zmusza ich do ogarnięcia niewielkiego rybackiego gospodarstwa, co początkowo jest zadaniem w oczywisty sposób przekraczające ich dziecięce siły. Adzie i Everedowi (imiona są w oczywisty sposób biblijne, a ich "afirmujące" nazwisko Best też nie jest dziełem przypadku) towarzyszymy na przestrzeni mniej więcej 7 lat, odmierzanych doroczną wizytą żaglowca "Nadzieja", niosącego za każdym razem - jakże by inaczej - nadzieję na przetrwanie kolejnych czterech pół roku, gdyż u zaokrętowanego tam Woźnego można było za urobek suszonych ryb i skór zdobyć zapasy na zimę - mąkę, groch, melasę, rum. Woźny ze swoją Księgą, do której spisuje wszystkie ważniejsze fakty, to personifikacja Boga. On żywi tych dwoje (w dużej mierze na kredyt) i to od jego widzimisię zależy obecność dzieci na wybrzeżu. Ale pozostawia on im jednak wybór w kwestii przeprowadzki do miasta - czyli wolną wolę. Dzieci zresztą, zupełnie jak Adam i Ewa, nie znają zupełnie świata poza swoim najbliższym otoczeniem. Przynajmniej do czasu.

Rolę biblijnego Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego pełni tu zawijający do zatoki obcy żaglowiec, od którego załogi niewinne i nieświadome wielu rzeczy istoty dowiadują się o świecie zewnętrznym, a także o grzeszno-rubasznej otoczce relacji damsko-męskich. Dopiero to poznanie - niczym w Biblii - budzi niepewność własnych korzeni (domniemana zbrodnia z przeszłości rodziców to oczywiście grzech pierworodny) oraz świadomość istnienia zakazanego owocu. Idąca za tą świadomością ciekawość pcha ich relację poza instynktownie akceptowane dotychczas przez oboje granice. Ich przekroczenie budzi poczucie wstydu, niejasno kiełkujące przeczucie grzechu, potrzebę - zupełnie jak w Genesis - okrycia nagości fizycznej i psychicznej. Jednakże jakimś cudem niewinność tych dwojga zostaje ocalona ich niewiedzą, zagubieniem we własnych buzujących emocjach i niemal nieskończoną wzajemną potrzebą obecności, której nie przełamie przejściowa obecność obcych. Miarą wielkości Crummeya jest w Bez winy wyczucie, z jakim dotyka niebywale delikatnej materii relacji Ady i Evereda, nie przekraczając nigdy granic dosadności czy złego smaku. Stąpał po niebywale kruchym lodzie, ale dotarł na drugi brzeg bez wykonania jednego fałszywego kroku.

Crummey zdaje się pytać, na ile właśnie poczucie tego co dopuszczalne między dwojgiem ludzi jest wynikiem kulturowego imprintu. Czy nie jest tak, że ważniejszy jest pierwotny instynkt fizycznego i emocjonalnego przetrwania (też przetrwania gatunku - nie bez przyczyny to bezpośrednie zagrożenie życia uruchamia kulminacyjny wybuch emocji), a granice rzeczy dozwolonych to tylko wypracowany przez cywilizację gorset? Odpowiedź pisarza nie jest jednoznaczna, bo choć z jednej strony, na poziomie biologicznych faktów ułomność najmłodszego mieszkańca zatoki pozornie może wskazywać na defekt genetyczny, który uzasadniałby surowy osąd kulturowy, to jednocześnie kalectwo to - w ujęciu metafizycznym - może być elementem rozgrzeszenia i błogosławieństwa, tak jak biblijne okulawienie Jakuba. Rozgrzeszenia zasłużonego, bo tych dwoje mimo wszystko do końca nie zawiodło się nawzajem. 

Wolę wierzyć w tą drugą wersję. I chciałbym poznać dalsze losy rodzeństwa Bestów. Czy i jak poradzą sobie w zupełnie nowym rozdziale życia? Czy zaakceptuje ich, dwoje wyrzutków, świat zewnętrzny? Autor Pobojowiska subtelnie podpowiada, że owszem, ale to już temat na zupełnie inną opowieść...

Ode mnie: 5,5 / 6


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Wiatr od Morza


Michael Crummey, Bez winy (The Innocents); Tłum. Michał Alenowicz. Gdańsk: Wydawnictwo Wiatr od Morza, 2020.


Komentarze