Przejdź do głównej zawartości

Pasja (Maciej Hen, "Beatlesi w Polsce")

Precyzyjnie uporządkowana struktura, po brzegi wypełniona emocjami.


Pod przewrotnym - bo przecież Beatlesi jako zespół nigdy się w Polsce nie pojawili - tytułem książki Macieja Hena kryje się kilkupłaszczyznowy tekst reporterski o silnym, ale nie dominującym, zabarwieniu osobistym. Dotyczy to nie tylko stosunku emocjonalnego autora do materii książki, bo ten jest widoczny ale nienachalny, ale przede wszystkim osobistego tonu obecnego w wypowiedziach jego rozmówców. Są nimi wielbiciele Beatlesów rekrutujący się z różnych pokoleń i z całego kraju, trudno więc tu o chłodne analityczne "szkiełko i oko". Książka ma co prawda wyraźne trzy dominanty (o których za chwilę), wynikające z dyskretnej, ale bardzo przemyślanej redakcji rozmów-wywiadów, oraz z narracji, stanowiącej zarazem fundament jak i uzupełnienie wypowiedzi rozmówców Hena. Ale ta precyzyjnie uporządkowana struktura jest po brzegi wypełniona emocjami, wyzierającymi z odległych i bliższych wspomnień, z wplatanych osobistych historii, opisów gorączkowych poszukiwań nowych nagrań (na falach eteru i stanowiących Świętego. Graala płytach), entuzjastycznych odkryć i triumfalnych zdobyczy (w rodzaju powracającej EP-ki Tonpressu z czerwonym samochodem na okładce), upragniowych wyjazdów za kanał La Manche (zrealizowanych lub nie), wreszcie - obecności na koncertach (w Polsce były to koncerty solowe ex-członków zespołu).

To pierwsza dominanta zbioru relacji, w których muzyka Beatlesów stanowi ścieżkę dźwiękową życia osobistego, jest podstawą kolekcji artefaktów, źródłem wewnętrznej wolności, spoiwem relacji towarzyskich, a niekiedy ucieczką od świata. Autor wspaniałej Solfatary zaprosił przed dyktafon przedstawicieli kilku pokoleń rodaków, w ich narracjach zmienia się więc perspektywa i percepcja beatlesowskich akordów - od doświadczenia pokoleniowego roczników urodzonych w latach 50. do znacznie bardziej indywidualistycznego charakteru, jaki sięgnięcie po tę muzykę ma dla roczników młodszych (nawet o półwiecze). Hen "wyspowiadał" osoby publicznie znane (głównie związane z polską sceną muzyczną, choć nie tylko - są też np. literaci, aktorzy), oraz - większość w książce - osoby prywatne, przeważnie związane z fanklubami Beatlesów w Polsce (w tym nadal aktywne środowisko lubelskie). Przekrój wiekowy jest ogromny - najstarszym rozmówcą jest chyba Andrzej Zieliński (ur. 1944), najmłodszy ma 10 lat. Z pokolenia na pokolenie zmienia się nieco rola tej muzyki w życiu, zmienia się mentalność słuchaczy, no i zmieniają się realia. Niemniej rzuca się w oczy, że miejsce muzyki Beatlesów w życiu tych ludzi specyficznie wyrasta ponad i poza zainteresowanie, upodobanie czy gust muzyczny. W wielu przypadkach mniej lub bardziej świadomy wybór The Beatles na "zespół nr 1" przerodził się dość szybko w głęboką - by nie rzec wszechogarniającą - pasję: pogoń za ulotnymi dźwiękami łowionymi z radia na taśmę, iście sherlockowe poszukiwania krążków, zbieractwo wszelkich możliwych artefaktów, manię katalogowania tytułów i tym podobne emanacje. Wielu też twierdzi, że Czwórka z Liverpoolu dała im poczucie wolności, radości, życiowego "powera", towarzyszła w najważniejszych chwilach i bywało że zaważyła na wyborach w innych sferach niż tylko hobby. Polskie koncerty McCartneya (2013 i 2018) to dla starszych wielbicieli spełnienie marzenia życia, dla młodszych - przeżycie kulminacyjne w biografii. Bo beatlemania w Polsce ma się całkiem dobrze, a muzyki Johna, Paula, George'a i Ringo słucha już trzecie pokolenie. Osobna uwaga należy się wypowiadającym się muzykom - ich wielogłos daje pojęcie i wpływie Beatlesów na rodzimą scenę i znaczenie ich twórczości dla działających w tej samej branży (w tym kontekście zwraca uwagę zabawna maniera wspomnianego już Andrzeja Zielińskiego - po jego refleksjach pozostaje wrażenie, że Beatlesi to w zasadzie epigoni Skaldów).


Wspominając o realiach dotknęliśmy drugiej dominanty książki, którą jest, by tak rzec, portret epoki. Po pierwsze Hen w kolejnych rozdziałach, które wyznaczają upływające lata (chronologia jest tu ważnym czynnikiem porządkującym), rysuje bieżącą sytuację polityczno-ekonomiczną, a także odnotowuje drobiazgi codziennego życia, "świadectwa epoki", artefakty, których charakter bez objaśnienia może być dla odbiorcy wychowanego w XXI wieku co najmniej zagadkowy lub całkowicie egzotyczny. Dla starszego zaś jest to istny wehikuł czasu do szczenięcego wieku, drobiazgów, sytuacji i rekwizytów dawno zapomnianych. Współbrzmią (to po drugie) z tą kopalnią skarbów wspomnienia rozmówców autora, siłą rzeczy pełne barwnego rekwizytorium - od zielonego oka wielkiego radia lampowego po czerwony samochód z okładki wspomnianej EP-ki. Niezwykle istotne są też realia niematerialne - w tym ówczesne środki masowego przekazu, narzędzia komunikacji międzyludzkiej, nośniki dźwięku i karkołomne sposoby ich zdobywania (urzekła mnie m.in. historia wyprawy śladem nieznajomego (!) chłopaka niosącego pod pachą longplay Beatlesów, zakończona przegrywaniem płyty na taśmę magnetofonową). W tle beatlemanii dostajemy barwny i detaliczny "matte painting" kilku dekad historii codzienności w Polsce, równie fascynujący co główny wątek.

Trzecią dominantą jest historia zespołu The Beatles. I chociaż nigdy nie wysuwa się ona na plan pierwszy, jest raz po raz obecna, a to w postaci kolejnych płyt poszukiwanych przez rozmówców autora Według niej, a to jako docierające za żelazną kurtynę mniej lub bardziej sprawdzone informacje (jak np. słynna miejska legenda o śmierci Paula). Ponadto na etapie szczytowego okresu działalności zespołu (od Revolveru do Abbey Road Hen wplótł szczegółowe omówienia pięciu longplayów - wcześniej ukazały się one w prasie z okazji kolejnych pięćdziesięcioletnich rocznic wydania płyt. W książce zafunkcjonowały znakomicie jako spojrzenie z bliska na twórczość, o którą tu cały czas chodzi, moment skupienia na muzyce, a nie tylko na jej recepcji. Te fragmenty najlepiej czytać jednocześnie słuchając przedmiotowych nagrań.

To, że te trzy wątki przewijają się w zaskakująco klarownym i czytelnym układzie - a w końcu jest to dzieło zbudowane z kilkudziesięciu indywidualnych wypowiedzi - jest już zasługą autora. Jego wkład jest tym razem dyskretny: wprowadza kontekst historyczny, przywołuje epizody z przeszłości, dzięki czemu umiejscawia w czasie kolejne wypowiedzi. Łączy nitki z różnych wypowiedzi, kojarzy ze sobą pewne drobiazgi, z rzadka ujawnia się zadając pytanie. Wyjątkiem są wspomniane  omówienia pięciu płyt oraz uzupełniające książkę zestawienia subiektywnych ocen piosenek. W tych miejscach wyziera autorskie zaangażowanie w temat, z reguły trzymane w ryzach, z przestrzenią dla rozmówców. 

Z drugiej strony jakość pracy Macieja Hena w tym specyficznym przypadku wyznacza w ogromnym stopniu koronkowa robota redakcyjna, dzięki której Beatlesi w Polsce to całość zaskakująco spójna. Książka, będąca przecież wielogłosowym gobelinem, jest jednocześnie tak poskładana, że niepostrzeżenie upływające lata, kolejne płyty i następujące po sobie fakty i pokolenia rozmówców przeradzają się w barwną i meandrującą, ale przecież logicznie płynącą opowieść o międzypokoleniowym doświadczeniu największego fenomenu w historii muzyki rozrywkowej oglądanego zza żelaznego parawanu. To jednocześnie niemal egzotyczna podróż do niestniejącej już Polski, ale także - las but not least - kopalnia pozytywnych emocji, których źródłem była, jest i będzie muzyka Wielkiej Czwórki. 

Ode mnie: 5,5 / 6


Maciej Hen, Beatlesi w Polsce. Warszawa: Wydawnictwo Agora 2021.



Komentarze

Prześlij komentarz