piątek, 4 lipca 2014

Rzecz o smutnym burdeltacie (Mario Vargas Llosa, "Pantaleon i Wizytantki")

Mogłoby się zdawać (i tak też mi się zresztą zdawało) że noblista ma w dorobku same nobliwe książki, tymczasem "Pantaleon", na którego natrafiłem z przypadku, a przeczytałem raczej z ciekawości niż "planowo" - skrzy się smakowicie podaną lekką pikanterią i przepysznie ironicznym poczuciem humoru. Ale czy mogłaby być inną książka opowiadająca ni mniej ni więcej tylko o wojskowej formacji prostytutek, powołanej by rozładować napięcie seksualne jurnych peruwiańskich żołnierzy? Misję utworzenia takiej właśnie służby otrzymuje kapitan Pantaleon Pantoja, człowiek skądinąd skromny i ustatkowany, wręcz nieco nieśmiały. Za to - Pantoja jest wprost genialnym organizatorem. Poza tym jest to to nad wyraz zdyscyplinowany oficer, więc przełożeni (mój ulubiony to generał Tygrys Collazos) oczekują, że podejdzie do zadania z właściwą sobie meodycznością i perfekcją perfekcjonizmem.  I, oczywiście, dyskrecją.

Kontrowersyjna misja Pantaleona, zgodnie z dramaturgiczną zasadą soczewki skupiającej, uwolni i skupi  szeroki przekrój społecznych reakcji na niecodzienny fakt powstania oficjalnego objazdowego burdelu wojskowego. Od bigoteryjnej histerii, przez stoicki spokój, cyniczną interesowność, po równie histeryczny entuzjazm. Trzeba przyznać, że Vargas Llosa jest obserwatorem społecznym równie znakomitym co satyrykiem - i efekt powala lekkością dowcipu, w którym ukryte są całkiem nielekkie refleksje. Zwłaszcza, że pewne wątki - jak samozwańczego proroka-męczennika - powodują, że śmiech z nagła więźnie w gardle. Jeśli do tego dodać wirtuozersko rozpisane i poprowadzone przeskoki czasowe, niekiedy w formie wtrętów raptem jednozdaniowych, bezbłędnie punktujące sceny i wątki - wychodzi, że to jedna z najlepszych moich tegorocznych lektur. Na osobną owację zasługuje jej przekład, oddający mnóstwo smaczków, licznych pastiszowych stylizacji (od raportów wojskowych po audycję radiową), czy wręcz iście muzycznego rytmu tekstu - no, ale Carlos Marrodan Casas to w końcu legenda wśród tłumaczy z hiszpańskiego. Świetna lektura na lato.

Ode mnie: 5,0 / 6 


Mario Vargas Llosa, Pantaleon i Wizytantki (Pantaleón y las visitadoras) ; przekł. Carlos Marrodán Casas. Kraków : Wydawnictwo Znak, 2007.

Książka dostępna w WBP w Lublinie

5 komentarzy:

  1. Och, Llosa pisze książki na zmianę - Lekkie, a potem ciężkie.

    Z lekkich jest jeszcze na przykład Lituma w Andach, Ciotka Julia i skryba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej. W kolejce mam jeszcze "Rozmowę w 'Katedrze'" i "Miasto i psy" - to chyba ta cięższa kategoria wagowa :) Prawdę mówiąc wszystkie trafiły do mnie przypadkiem, nie był to planowy wybór. Tak czy inaczej Llosa mi "podszedł", będę do niego wracał. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. Dobrze, że podszedł:) Życzę wielu wieczorów z lekturą jego książek i zdecydowanie polecam "Wojnę końca świata" - to z kategorii cięższych. W wolnej chwili zapraszam serdecznie na llosa.eu - polską stronę nieoficjalną o pisarzu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie to nie jest książka o Holocauście. (sic!)
    Jako że zdarza mi się czytać kilka książek równolegle, to akurat Wizytantki czytałam obok „Nowoczesność i zagłada” Z. Baumana.
    I co?
    Ano min. To, ze Bauman odnosi się do eksperymentów pana Milgrama, „Stanley Milgram zadał sobie pytanie o przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec zbrodniczych rozkazów, które doprowadziły zwyczajnych wydawałoby się ludzi do ludobójstwa np. w obozach koncentracyjnych podczas II wojny światowej.” http://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama

    No i takie skojarzenie.
    Co do Holocaustu, to też ktoś siedział nad biurkiem i liczył wagony, czy starczy. Ktoś na papierze milimetrowym, czyściutko zaprojektował budynki krematorium, baraki.
    Jeżeli jest wojsko i jest rozkaz. To na samym dole – jest Pantaleon, który nie zastanawia się, czy to co robi jest dobre, czy złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta : Dla mnie to jest książka o Holocauście. (sic!)

      Usuń