czwartek, 4 września 2014

Northwest Passage (Dan Simmons, "Terror")

Urlop, urlop i po urlopie. I po przerwie.



Dzięki recenzji Bibliożercy sięgnąłem po książkę, której autor - wcześniej mi nieznany - podjął próbę literackiej rekonstrukcji słynnej ostatniej wyprawy sir Johna Franklina. Franklin, dysponując żaglowcami "Erebus" i "Terror", w 1845 roku wyruszył w poszukiwaniu tzw. "przejścia północno-zachodniego", czyli drogi z Atlantyku na Pacyfik wokół północnych wybrzeży Kanady. Oba okręty widziano po raz ostatni 26 lipca 1845 r. Dalsze losy wyprawy znane są tylko częściowo - a to co wiadomo, odkryto w kolejnych dziesięcioleciach z grobów marynarzy na wyspie Beechey, pisemnego raportu ukrytego w lodzie już po śmierci Franklina, z relacji zamieszkujących te obszary Eskimosów z plemienia Inuitów. Przez następne prawie 170 lat kolejne wyprawy znajdowały zahibernowane szczątki ludzi i sprzętów, świadczące o niepojętej hekatombie, do jakiej doszło kiedy dwa okręty na przeszło dwa lata (1846-1847) utknęły w polu lodowym. Dość wspomnieć o heroicznych próbach przedarcia się na południe przez setki mil Ziemi (w rzeczywistości Wyspy) Króla Williama, oraz o wcale nie jednostkowym kanibalizmie.

źródło: newsweek.pl


Dan Simmons oparł swoją opowieść na trzech filarach. Pierwszym jest osoba komandora Francisa Croziera, dowódcy "Terroru". To on, a nie zmarły w trzecim roku wyprawy sir Franklin, jest postacią centralną. Zmagający się z alkoholizmem, odpowiedzialnością za ludzi przebywających w niewyobrażalnie koszmarnych warunkach, do tego uwikłany w dziwaczne relacje z tajemniczą Eskimoską zwaną Ciszą. Drugi filar to forma - drobiazgowej, na wskroś realistycznej (albo wręcz naturalistycznej) powieści historycznej. Drobiazgowa i sugestywna relacja z narastającego dramatu ludzi uwięzionych miesiącami i latami pośród bezkresnej, mroźnej pustki, w dodatku przez znaczną część roku pozostającą w ciemnościach. Coś wstrząsającego.

źródło: huffingtonpost.ca


Trzeci filar - to Coś. Bo jest jeszcze Coś.

A to dlatego, że Dan Simmons uparł się napisać horror. Sięgnął więc niesztampowo do mitologii eskimoskiej i wprowadził do opowieści czynnik grozy, z wyczuciem zaczepiony w powieściowym świecie (tj. nie rujnujący poczucia realizmu), opisywany nad wyraz oszczędnie, wiele pozostawiając wyobraźni, przez co jeszcze bardziej sugestywny. BARDZO sugestywny.

Efekt ostateczny połączenia tych trzech płaszczyzn jest, co tu dużo mówić, w swoim gatunku powalający. Nie będąc nigdy wielbicielem horrorów zaświadczam, że "Terror" jest książką na wskroś znakomitą. 

ALE (bo niestety będzie też "ale").

Doceniam, że autor na co dzień parający się science-fiction, decyduje się na napisanie powieści historycznej. Także doceniam, kiedy wychodząc poza realizm powieści ściśle historycznej, sięga do rozwiązań i motywów zakorzenionych w tzw. świecie przedstawionym. Dzięki temu zamiast sztucznie budowanego horroru mamy elementy mitologiczno - mistyczne wprowadzone niemal bez podważania realności opowieści. Słowem - to się łyka. Ale (ALE) Simmons przez całą powieść demonstruje tak rewelacyjny talent pisarza powieści historycznych, że kiedy wprowadza motywy nadprzyrodzone, ogarnia żal, że "Terror" nie jest jednak TYLKO powieścią historyczną, realistyczną. Choć metafizyka ta jest na swój sposób piękna, coś jak polarna wersja realizmu magicznego, to jednak "Terror" bez niej, za to realistycznie przedstawiający zagładę ekspedycji, byłby powieścią wybitną. A jest o włos. 

Ale pewnie narzekam dlatego, że nie lubię horrorów :)

Ode mnie: 5,5 / 6

PS. (10.09.2014.) Jak donoszą media, we wrześniu kanadyjski premier Stephen Harper poinformował, o odnalezieniu wraku jednego z okrętów Franklina. Na razie tylko nie wiadomo którego (zobacz: BBC, TVN24).
(źródło: www.bbc.com)




3 komentarze:

  1. Tak, "Terror" jest jedną z lepszych książek jakie ostatnio czytałam :) I podobnie jak Ty, nie przepadam za horrorem, s-f i innymi mackami-packami, ale tutaj zupełnie mi nie przeszkadzały te elementy, a nawet lekko podkręcały atmosferę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapisane do następnego zakupu bibliotecznego. I zgadzam się, że czasem to coś jest zupełnie niepotrzebne, bo rzeczywiste wydarzenia wystarczająco działają na wyobraźnię. Już nie pomnę w czym to było, ale miałem tak z jedną książką :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zapisuję nigdzie. Jakkolwiek wierzę, że książka wybitna, jednak ten powiew horroru mnie odstrasza.

    OdpowiedzUsuń