środa, 10 września 2014

Skłóceni z życiem (Sam Shepard, "Wielki sen o niebie")


Kolejny tytuł w znanej i cenionej serii PIW to na swój sposób rarytas: jedyny wydany po polsku tomik prozy Sama Sheparda - charakterystycznego aktora (od "Niebiańskich dni" po "Uciekiniera" i "Cold in July"), oryginalnego scenarzysty (legendarne "Paris, Texas"), wreszcie cenionego i wielokroć nagradzanego dramaturga. Shepard, laureat Pulitzera, legitymujący się bogatym i wieloletnim dorobkiem literackim i aktorskim, jest w amerykańskiej kulturze postacią znaczącą, zwłaszcza jako niestrudzony kronikarz stanu ducha mieszkańców Środkowego i Południowego Zachodu.

 

Tego samego tematu i regionu dotyczy 18 opowiadań składających się na "Wielki sen o niebie". Dominująca w nich atmosfera stagnacji przywodzi nieodparcie na myśl malarstwo Edwarda Hoppera, podobnie zawieszone między melancholią a szaleństwem kurczowo skrywanym pod maską stoickiego spokoju. Tutaj bezkresny pejzaż amerykański nie oddycha wolnością, ale przytłacza ogromem pustki i beznadziei. Klienci samotnej stacji benzynowej, obsługiwanej przez równie samotną kobietę, w najlepszym razie odjeżdżają bez zapłaty w siną dal ("Interes firmy"). Upojna podróż do kochanki obraca w gruzy całe dotychczasowe życie ("W pół drogi do Coalingi"). Nawet relacje międzyludzkie rokujące nienajgorzej są albo okupione poczuciem zdrady, jak w opowiadaniu tytułowym, albo trzymane w sekrecie, jakby w obawie przed ujawnieniem kruchego szczęścia bezlitosnemu światu ("Drzwi do kobiet"). Martwa, milcząca atmosfera ugrzęźnięcia w życiu łatwo doprowadza ludzi do obłędu ("Betty i jej koty"), a skrywana latami cicha frustracja w końcu wybucha atakiem szału w wykonaniu pozornie przykładnego ojca rodziny ("Przerażający atak"). Jedynym wyjściem wydaje się być emigracja wewnętrzna - jeden z bohaterów kategorycznie oświadcza, że "rzeczywistość to kwestia wewnętrzna, a cała reszta spraw jest po prostu powierzchowna i fałszywa - jak wiadomości". Próby wyrwania się z pułapki życia przeważnie prowadzą donikąd - stwierdzenia takie jak "Dokąd właściwie miałbym pójść?" albo "Nie mam żadnych planów" są typowe dla bohaterów Sheparda.



Wspólnym mianownikiem zbioru jest sentencja z pewnego szyldu: "Życie jest tym, co nam się przytrafia, kiedy planujemy coś innego". Te półtora tuzina mikrodramatów to migawki z ciemnej strony "american dream", z miasteczek i pustkowi amerykańskiej prowincji, jawiącej się jako ziemia niczyja, z której nie ma ucieczki. Shepard to przy tym mistrz krótkiej formy - potrafi na kilku (bywa, że raptem dwóch-trzech) stronach, w jednej scenie opowiedzieć całe ludzkie życie. W krótkich, jakby cedzonych dialogach, ograniczonych przeważnie do jednej sytuacji historiach, zamknąć ulotną prawdę o człowieku uwięzionym z dala od mainstreamu egzystencji. I mimo, że nie wszystkie opowiadania trafiają do mnie z jednakową siłą, lubię wracać (już kolejny raz) do tego niepozornego zbiorku, do jego niepowtarzalnej hopperowskiej atmosfery, lapidarnego ale niebywale przemyślanego stylu, w którym przez tą oszczędność każde zdanie nabiera większej wagi (świetnie uchwycił to tłumacz Cezary Murawski) - z żalem, że to jedyna wydana u nas książka Sheparda. Autora osobnego, którego trudno nawet porównać do znanych u nas pisarzy amerykańskich.



 Ode mnie: 4,5 / 6
Obrazy Edwarda Hoppera "Route 6 Eastham", "Western Motel", "Gas" i "Summer Evening": www.edwardhopper.net/
Wielka kolekcja obrazów Edwarda Hoppera ze zbiorów Whitney Museum of American Art (ponad 3000 prac - obrazów i szkiców): WHITNEY.org.
Mniejsze kolekcje online: MoMA, Brooklyn Museum.

 
Na ucho: Calexico, "Bloodflow"



Ciekawostka - ta książka była ostatnią pozycją wydaną w słynnej serii "Współczesna Proza Światowa".

2 komentarze:

  1. Ach, czarna seria PIWu - zdecydowanie moja ulubiona seria wydawnicza, dzięki której miałem możność obcowania z Kawabatą, Oe, Tanizakim oraz wieloma innymi, wspaniałymi literatami. Prozy Sheparda nie miałem jeszcze okazji poznać, ale te ciemne strony "american dream" kojarzą mi się odrobinę z dickowskimi powieściami obyczajowymi - "Głosami z ulicy" oraz "Humpty Dumpty w Oakland". Lektura zapowiada się interesująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zapewne większość, nie zdawałem sobie sprawy, że Dick ma na koncie powieści obyczajowe. Dzięki za zwrócenie na nie uwagi, obie mnie zaintrygowały (tj. ich opisy i opinie z LC).
      Ja z tej serii czytałem głównie Anglosasów - ale nie tylko; zresztą nadal znajduję nowe ciekawe pozycje. A to Andersch albo Adams (w obu przypadkach przyciągnęły mnie zachwyty blogerów), a to Llosa albo Maria Corti (obie wpadły mi w ręce przypadkiem). Faktem jest, że ta seria to kopalnia bez dna; obecnie stawiam ją wyżej niż serię KIK , którą faworyzowałem w młodości (głównie z powodu McMurtry'ego).

      Usuń