piątek, 10 października 2014

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (3)

Don DeLillo, "Podziemia"

Książka, z którą się rozminąłem. Być może nie sprzyjał jej czas, bo wakacje (w tym przypadku zeszłoroczne) domagają się lżejszych lektur, a "Podziemia" okazały się wyjątkowo wymagające. W każdym razie po fenomenalnej "Librze" ta książka mnie przerosła (choć udało się dobrnąć do końca - ponad 800 stron). Projekt panoramy społecznej obejmującej całą drugą połowę XX wieku, w której śledząc losy pewnej piłki baseballowej przemierzamy całe Stany w czasie i przestrzeni, jest zaiste imponujący. Wymaga jednak wielkiego natężenia uwagi, by się nie pogubić. Przyznam też, że baseball to chyba jedyny element amerykańskiej kultury, którego nie ogarniam, nie rozumiem, nie lubię. No a tu jest w centrum uwagi. Być może kiedyś przeczytam "Podziemia" tak, jak na to zasługują, a póki co wystawiam ocenę trochę w oderwaniu od własnych odczuć, ale ze świadomością, że gdybym sięgnął po ten tytuł kiedy indziej, odbiór mógłby być zupełnie inny. Jak widać (zob. poprzedni post), ocena ocenie nierówna.
4,5 / 6 


Przemysław Wechterowicz, Emilia Dziubak (ilustracje), "Proszę mnie przytulić"

Mówiąc krótko: maksymalna prostota treści (tata-niedźwiedź z synkiem-misiem chodzą po lesie i przytulają wszystkie napotkane zwierzęta i leśniczego na dokładkę), ubrana w oszczędnie dobierane, ale pięknie poskładane słowa, do tego opatrzone ilustracjami obłędnej urody i kompozycji (Emilia Dziubak - jak dla mnie totalne objawienie na tym polu) składają się na jedną z najpiękniejszych książek dziecięcych jakie Ziemia nosiła. Szereg nagród, edycje zagraniczne (bo i sukces "Miśki" odniosły międzynarodowy) - wszystko zasłużenie. 
Bezapelacyjne 6 / 6  
PS. Inne książki Przemysława Wechterowicza są również jak najbardziej warte uwagi, a kolejne prace graficzne Emilii Dziubak, na czele z fenomenalną "Gratką dla małego niejadka" - to jest coś, czego uroda i pomysłowość nie dają się przekazać słowami.


Ed Vulliamy, "Ameksyka. Wojna wzdłuż granicy" 

Straszna książka. Zaczyna się obrazem bezgłowych zwłok wiszących pod mostem, a potem jest jeszcze mocniej, okrutniej, straszniej. Niejedno już czytałem, z opisami przemocy jestem oswojony, ale to, w co meksykańskie kartele narkotykowe obróciły pogranicze z USA - to istne piekło na Ziemi. Poziom terroru przekracza granice wyobraźni, plon śmierci przeraża zarówno rozmiarem, jak i wymyślnością tego, co można uczynić żywemu lub martwemu bliźniemu - z zemsty, z chciwości, na postrach. Ot, choćby właśnie na postrach kartele pacyfikują prymitywne ośrodki odwykowe dla narkomanów - w końcu ich działalność uszczupla rynek zbytu. Nie bez przyczyny też właśnie meksykańskie Juarez ma opinię najniebezpieczniejszego miasta na świecie. Kartelowy system w Meksyku wygląda zresztą na niezniszczalny, gdyż osłabienie któregokolwiek z karteli powoduje, że jego interesy przejmują pozostałem (jest ich w sumie sześć lub siedem), więc ogólna wartość "rynku" nie ulega zmniejszeniu. Poza tym korupcja - to nie jest tak, że w Meksyku jest korupcja - Meksyk cały JEST korupcją. Od najwyższych stanowisk państwowych po totalnie uzależnioną od karteli gospodarkę (która poza nimi w zasadzie nie istnieje). Reportaż Vulliamy'ego, który swoją podróż odbył w 2009 roku, jest wstrząsający, skrajnie krwawy, ale czyta się znakomicie. Autor pisze plastycznie, jest bacznym obserwatorem i - co może jeszcze ważniejsze - otwartym na swoich rozmówców, którym chętnie oddaje głos. Gorzką puentą książki jest długa rozmowa z londyńskim bankierem, z której wynika wprost, że jedynie aktywa właśnie meksykańskich karteli uchroniły amerykański system bankowy przed totalnym krachem w czasie niedawnego kryzysu. Cały ten zbrodniczy kapitał okazuje się więc niezbędny tak zwanemu cywilizowanemu światu. Pecunia non olet
5,5 / 6 
PS. W 2013 r. Vulliamy otrzymał za "Ameksykę" Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego. 

9 komentarzy:

  1. Historia piłki baseballowej? To brzmi, eeee... interesująco. :P

    A tak serio: ogromnie mnie zaciekawiłeś ostatnią książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mocna. Skądinąd dopiero teraz przypomniałem sobie o nagrodzie im. Kapuścińskiego dla Vulliamy'ego. A to dodatkowa rekomendacja.

      Usuń
  2. A nam akurat "Proszę mnie przytulić" średnio przypadło do gustu :) Mimo że inne książki Wechterowicza i Dziubak uwielbiamy! Jakoś mnie sam pomysł na to przytulanie obcych nie przekonuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u nas jest na topie :) Ale w realu nie rzucamy się na nieznajomych ;)

      Usuń
  3. Nie rozumiem baseballu podobnie jak Ty, ale ja z tych bab, które z trudem ogarniają ideę spalonego. Toteż nie sięgnę. Ale książka z tej ładnej serii, co to mają czarne śliczne obwoluty?
    Przytulanko jest super! Dziubak jest super!

    A ta ostatnia książka - nie znam jej, nie nie. Ale mi się odemknęła klapka w mózgu i wylazło nazwisko Cizi Zyke. Też pisał o narkotykach w którejś książce, tyle że mniej reportażowo, a bardziej osobiście. Czytałeś? Swego czasu pochłaniałam z wypiekami na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ameksyka" mnie niesamowicie wciągnęła, czytałam to jak opowieść o innym świecie a jednak mimo wszystko widziałam w pokazaniu biedy, która do wszystkiego prowadzi jakąś cechę uniwersalną obecną wszędzie. Nagroda moim zdaniem w pełni zasłużona.
    Chętnie za to sięgnę po "Proszę mnie przytulić" już sama okładka powoduje cieplejsze odczucia i uśmiech na twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. O ile dobrze pamiętam, to Ameksyka dostała nagrodę Kapuścińskiego. Wstyd przyznać, ale jeszcze jej nie przeczytałem, choć leży na mojej półce już od dłuższego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, właśnie... Zapraszam Cię również do zabawy. Zostałeś przeze mnie nominowany do Liebster Blog Award. :)
      http://malyerror.blogspot.hu/2014/11/liebster-blog-award.html

      Usuń