poniedziałek, 23 lutego 2015

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (6)

Ernest Hemingway, "Wyspy na Golfsztromie"
Wydane pośmiertnie (nie one jedne z dorobku Hemingwaya) "Wyspy" to przejmujące studium radzenia sobie z poczuciem straty; na wielu poziomach, a z każdym kolejnym etapem - na poziomach coraz głębszych, jak kolejne kręgi piekielne. W wątkach byłych żon, zwłaszcza ukochanej pierwszej, w relacjach z rzadko widywanymi synami, łatwo dopatrzeć się tropów autobiograficznych. Podobnie jak w postaci głównego bohatera, mieszkającego na Karaibach samotnego malarza Thomasa Hudsona, odbija się sam autor, ze swoją szorstką, skrytą wrażliwością, z kultem męskiej siły wymieszanym z pogmatwanym życiem emocjonalnym. Trzeba przyznać, że jest to mieszanka, czy raczej koktajl, jedyny w swoim rodzaju; model mężczyzny równie ponadczasowy co Humphrey Bogart w swoim nieśmiertelnym prochowcu. Pierwsza część "Wysp" ma niepowtarzalny klimat raju, tyle że jest to raj tuż przed utratą. W przebieg ostatniej wizyty trzech ukochanych synów, przesiąkniętej atmosferą beztroskiego wypoczynku, ale też trudnym do uchwycenia klimatem nadciągającej katastrofy, wpisana jest fenomenalna 30-stronicowa (!) scena polowania na wielkiego marlina, i już choćby tylko dla niej warto przeczytać tę książkę. Dwie pozostałe części, rozgrywające się już po katastrofie, odmienne w nastroju, dopełniają dzieła, które w sumie sprawiałoby wrażenie niespójnego, gdyby nie było ostatecznie bezlitośnie logiczne. Powieść jest podobno niedokończona, ale jednak nic jej nie brakuje aż do przejmującego finału. Osobliwa pozycja, o trudnym do zdefiniowania magnetycznym uroku, zamkniętym w szorstkich, lapidarnych konstatacjach - przyciągająca mimo przenikającego ją rozdzierającego smutku. A może właśnie dzięki niemu?
5,0 / 6
PS. Pisarz Piotr Olszówka wymienił "Wyspy", razem z "Lonesome Dove", jako "książkę, która nigdy mu się nie znudzi".- dzięki tej wzmiance je przeczytałem.



Richard Bradford, "Tak daleko do nieba"
Sympatyczna powiastka o biznesmenie (są lata 60.), który trafia na nowomeksykańskie zadupie, czyli do stanu, który nie jest ani w pełni amerykańskim Teksasem, ani w pełni Meksykiem. Obcując z prostymi ludźmi uczy się na nowo doceniać życie, a także zostaje wplątany w społeczno-etniczny ferment, u którego podłoża leży postępująca ekspansja bogatych obszarników na tereny ubogich ranch. Do tego dochodzą okruchy ideologii hippisowskiej, akceptacja wielokulturowości amerykańskiego pogranicza i samego siebie. Czyli w zasadzie nic nowego, ale zmarły w 2002 roku pisarz miał lekkie pióro i gawędziarski dar, dzięki czemu "Tak daleko..." czyta się nad wyraz lekko, a charakterystyczne dla literatów z tego rejonu szorstkie poczucie humoru nadaje jego książce bardzo sympatyczny klimat, skądinąd - jak się można spodziewać - przesycony kurzem, słońcem i upałem.
4,5 / 6


Eduardo Mendoza, "Prawda o sprawie Savolty"
Barcelona, rok 1917. Opowieść zaczyna się od buntu robotników, by rozrosnąć w hybrydę powieści społecznej i kryminalnej, odsłaniając zagmatwane układy rządzące życiem społecznym miasta Gaudiego (czy szerzej - Katalonii). Żonglerka dokumentami i punktami widzenia chwilami ociera się o chaos, a wątek miłosny (również chwilami) o kicz, ale na swój sposób fascynuje i uwodzi mroczną atmosferą, prawdą obrazu barcelońskiego społeczeństwa i intrygującymi, nawet jeśli nieco szablonowymi postaciami. O ile późniejszych powieści Mendozy nie trawę, to jego debiut dał się przełknąć bezboleśnie. Może jeszcze mało tu Mendozy? ;-)
4,5 / 6


Vasilij Ardamatski, "Ostatni rok imperium"
Powieść radzieckiego pisarza (1911-1989) o ostatnim roku panowania Romanowów. Jej propagandowe odchylenie jest oczywiste dla każdego średnio rozgarniętego czytelnika, ale kiedy odsieje się gromkopierdne akapity poświęcone działaczom ruchu rewolucyjnego, pozostanie na swój sposób interesujący, bo literacko całkiem sprawny opis carskiej Rosji w przeddzień upadku. Armia, mimo swojej wielkości, nie radząca sobie z Wielką Wojną, dwór carski w apatii, uzależniony od demonicznego Rasputina, wątki szpiegowskie i spiskowe - układają się w dynamiczny, dekadencki i nieco egzotyczny obraz, który nie wydaje się zbyt daleki od prawdy, choć zasada "ograniczonego zaufania" wobec autora będzie jednak jak najbardziej na miejscu.
4,5 / 6

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. W 2013 r. trafiliśmy na spory zbiór pobiblioteczny, który z powodu marnego stanu nie nadawał się do wcielenia do naszych zbiorów, więc został przebrany przez nas (bibliotekarzy) i powędrował na bookcrossing. Była tam kupa rzeczy marnych i nieciekawych, ale kilka interesujących się trafiło. Przewijają się we wpisach z ostatniego półrocza: m.in. "Pantaleon" Llosy, "Wodnikowe Wzgórze" Adamsa, "Australijski dramat" Mooreheada, "Winterspelt" Anderscha", "Drzewo człowiecza" White'a, "Policjanci" Uhnak i in. Kiedyś były zbiorczo książki z "czarnej" serii PIW, a teraz KIK-i :-)

      Usuń