Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Lektura z 2015

Aniołowie o brudnych twarzach (James Ellroy, "Perfidia")

Tytuł recenzji z sąsiedniego bloga " Deliryczne Los Angeles " idealnie oddaje chorobliwe napięcie, gorączkową deformację rzeczywistości, pewną nad-intensywność odbioru, jaką jest przesiąknięta (by nie powiedzieć - przepocona) fabuła "Perfidii". O samym Jamesie Ellroyu pisałem już wielokrotnie , więc nie będę się powtarzał. Ale miło jest obserwować, jak pisarz świadomie rozbudowuje i splata swój dorobek na przestrzeni - bagatela - 30 lat.

Kobiety wracają na tarczy (Glendon Swarthout, "Eskorta")

Glendon Swarthout (1918-1992) nie był pisarzem specjalnie przywiązanym do westernu. Znaczną część jego dorobku zajmują powieści związane z traumą wojenną (echo uczestnictwa w II wojnie światowej) i powieści w taki czy inny sposób poświęcone tematyce wchodzenia w dorosłość ("Bless the Beasts and Children"). Ale wśród jego najobficiej nagrodzonych powieści znajdziemy też kilka poświęconych Pograniczu - m. in. "They Came To Cordura", "The Shootist" (będącą kanwą filmu z ostatnią rolą Johna Wayne'a) i "The Homesman" z 1988 roku. To właśnie "Eskorta". 

O zachodzie księżyca (S. C. Gwynne, "Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów")

Wiesz, Call, myśmy po prostu przedobrzyli. Wybiliśmy wszystkich ludzi, dzięki którym działo się w tym kraju coś ciekawego. (Augustus McCrae do Woodrow F. Calla, L. McMurtry, "Na południe od Brazos") Jeśli ktoś czytał Karola Maya i pamięta okrutnych Komanczów, którzy gnębili szlachetnych Apaczów, powinien przeczytać książkę Gwynne'a. Jeśli ktoś interesuje się historią amerykańskiego Pogranicza, powinien przeczytać ją tym bardziej. Jeśli komuś podobało się "Na południe od Brazos" McMurtry'ego, a jest ciekaw historycznego tła opowieści o Gusie i Callu - to również jest to książka dla niego.

Port to jest… (Patrick O'Brian, "Port zdrady")

Dziewiąty tom przygód kapitana Jacka Aubreya i jego nieodłącznego przyjaciela, doktora Stephena Maturina. Tytułowym "portem zdrady" jest maltańska Valletta, w epoce wojen napoleońskich jeden ze strategicznych portów Royal Navy w basenie Morza Śródziemnego. Właśnie tam stacjonują nasi bohaterowie na niezawodnej, choć już niemłodej "Surprise". Jako jedna z kluczowych wysp rejonu Malta jest polem zaciekłej walki wywiadów, przez co na ważniejszego bohatera tego tomu wyrasta zaangażowany w szpiegowską działalność medyk. Największe napięcie towarzyszy jego perypetiom z piękną Włoszką Laurą i podchodom wokół francuskiego szpiega, wysoko postawionego w dowództwie brytyjskiej floty stacjonującej na wyspie.

Pisarz obsesyjny (James Ellroy, "Czarna Dahlia")

Powiedzieć o Jamesie Ellroyu, że to ekscentryk i egocentryk - to nic nie powiedzieć. Media lubują się w etykietkach, a Ellroya określa się w Ameryce mianem "Cesarza kryminału", "Sułtana brudów", "Wściekłego psa literatury kryminalnej" itp. Warto więc wiedzieć, że te określenia wymyśla sam zainteresowany , nie chcąc, by przyklejano mu mniej malownicze określenia w rodzaju "współczesnego Chandlera". Chandlera nie ceni. Nie ceni zresztą niemal żadnego pisarza poza sobą ("Dla literatury kryminalnej jestem tym, kim Tołstoj dla literatury rosyjskiej, a Beethoven dla muzyki"). W ostatnich latach jednak robi wyjątek dla Jo Nesbø, którego docenia w swoim charakterystycznym stylu: "Jestem największym na świecie pisarzem kryminałów. Jo Nesbø to człowiek, który depcze mi po piętach jak wściekły pitbull gotów przejąć mój płaszcz, kiedy tylko zejdę z tego świata przed nim". Ta lekko groteskowa przesada jest jednak w naturalny sposób cz...

New York, New York (Magdalena Rittenhouse, "Nowy Jork: Od Mannahatty do Ground Zero")

"Fascynujące!" - to słowo jako pierwsze wyrwało mi się po skończeniu lektury książki Magdaleny Rittenhouse, polskiej dziennikarki, mieszkającej od kilku lat nieopodal nowojorskiego Times Square, w samym sercu Manhattanu. Choć trzeba na wstępie zaznaczyć, że wbrew tytułowi nie jest to książka o całym Nowym Jorku, a "tylko" o jego centralnej i najważniejszej części - Manhattanie.

Dekameron.pl (Zbigniew Nienacki, "Raz w roku w Skiroławkach")

Od kilku, a może nawet kilkunastu lat utarł się u mnie pewien wakacyjny rytuał czytelniczy - w każde wakacje czytam jedną z dwóch książek. Naprzemiennie, więc jeśli w zeszłym roku powtarzałem pierwszą z nich, to w tym przyszła kolej na drugą, za rok znów ta pierwsza - i tak w kółko bodaj od 1990 roku :-) Powstały w ten sposób dwuletni interwał czasowy jest akurat odpowiedni, żeby za ponowną lekturą odrobinę zatęsknić. A te dwa wiekopomne dzieła to zza oceanu "Na południe od Brazos" i rodzime "Raz w roku w Skoroławkach". W tym roku wypadły "Skiroławki". Co jest takiego niezwykłego w tej niegdyś (nie za mojej pamięci, w roku jej wydania miałem 6 lat) skandalizującej, wręcz oskarżanej o pornografię książce? 

Zamojskie Zygi początki (Marcin Wroński, "Kwestja krwi")

Zamojskie początki kariery Zygi Maciejewskiego były wspominane - jak mi się zdaje - już od pierwszego tomu jego przygód. Wymieniany był na przykład komisarz Leon Przygoda, sportretowany w pamiętnym epizodzie w "Vabanku" ("Pedant, szczególarz" - mówią o nim z uznaniem Kwinto i Duńczyk). Było więc kwestią czasu, kiedy autor, budujący swój cykl nie na zasadzie prostych kontynuacji, a raczej chronologicznych puzzli, opowie nam o młodości swojego bohatera. Tym razem osnową fabuły jest ziemiański romans, ofiarą - właściwie początkowo tylko zakrwawiona damska rękawiczka. Trupa więc nie ma, a że w tym samym czasie ktoś włamał się do kasy ogniotrwałej rejenta Lesmana, rękawiczka bez właścicielki schodzi w policyjnych priorytetach na dalszy plan. A przynajmniej powinna zdaniem zwierzchników 26-letniego aspiranta Maciejewskiego, stawiającego pierwsze kroki w zawodzie. Ale nie zdaniem samego Zygi, zwłaszcza, że to właśnie rejent Lesman dostarczył na komisariat rzeczoną ręk...

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (8)

Król Larry (Jane Smiley, "Tysiąc akrów") Wpisana w rozległe pejzaże stanu Iowa dość wierna trawestacja szekspirowskiego "Króla Leara". Stary farmer postanawia podzielić wielką posiadłość pomiędzy trzy córki. A właściwie pomiędzy dwie, bo na trzecią, najmłodszą, tuż przed podjęciem decyzji zdążył się obrazić. Zmiana układu sił doprowadzi do napięć między córkami a apodyktycznym ojcem, a w ich efekcie na światło dzienne wypłyną skrzętnie skrywane rodzinne tajemnice sprzed lat. Powieść Jane Smiley wygrywa dobrze poprowadzoną dramaturgią psychologicznych relacji i wpisaniem fabuły w specyficzny etos amerykańskiego farmerstwa, ale w ogólnym rozrachunku sprawia wrażenie tylko solidnie odrobionej pracy domowej z zakresu adaptacji klasyki literackiej w rodzimych realiach. Dobrze się czyta, ale nie szarpie emocjonalnie tak jak powinno, tym bardziej, że wspomniane mroczne rodzinne tajemnice łatwe są do przewidzenia. Tym razem Nagroda Pulitzera jakby na wyrost. 4,5 / 6 ...

Kilka refleksji po "Haiti" Marcina Wrońskiego

Gdyby szósty tom o komisarzu Maciejewskim umieścić na osi odmian gatunkowych kryminału poprowadzonej między Agatą Christie (kryminał jako powieść z zagadką) a Raymondem Chandlerem (kryminał jako powieść społeczna), znajdowałby się on najbliżej Angielki spośród wszystkich tomów cyklu Wrońskiego. Nie będę streszczał intrygi, gdyż żal ujawniać cokolwiek; wspomnę tylko, że finał to bodaj najbardziej przejmujące zakończenie z cyklu, wyjąwszy może śmierć jednego ze śledczych w "Anieli". Mogę za to stwierdzić, że:

Ciemna strona Imperium (Matthew Kneale, "Anglicy na pokładzie")

Anglia, lata 50. XIX wieku. Pechowy kapitan Illiam Quillian Kewley zostaje uwikłany, trochę chcąc - nie chcąc, w przewiezienie trójki ekscentrycznych pasażerów na drugi koniec globu, na Tasmanię. Po drodze próbuje upłynnić kontrabandę (tytoń i alkohol), ukrytą na okręcie. Wspomniani pasażerowie to nawiedzony pastor, na wpół obłąkany lekarz o rasistowskich poglądach, oraz młody biolog-utracjusz. Taki jest punkt wyjścia powieści, która stała się w Polsce wydarzeniem sezonu na polu literatury obcej. Zasłużenie.

Pościg metafizyczny (Tom Eidson, "Zaginione")

Południowo-zachodnie krańce USA, schyłek XIX wieku. Mieszkającą z mężem i dziećmi Maggie nawiedza niewidziany od kilkudziesięciu lat ojciec, który porzucił niegdyś rodzinę na rzecz życia wśród Indian. Niebawem mąż i syn kobiety zostają zamordowani, a jej córka porwana przez bandę złożoną z niedobitków plemienia Apaczów. Wraz z drugą córką i znienawidzonym ojcem Maggie wyrusza śladem porywaczy. I jak to w klasyce gatunku bywa - droga zmusza bohaterów do przewartościowań imponderabiliów, rewizji wzajemnych narosłych przez lata pretensji, wreszcie do konsolidacji wysiłków, choć oboje dorosłych inaczej wyobraża sobie sposób na uratowanie porwanej dziewczyny.

Hiob, czyli Ulisses (Robert McLiam Wilson, "Zaułek łgarza")

Debiutancka powieść irlandzkiego pisarza, którego trzecią (i jak dotąd ostatnią) książkę, czyli kapitalną "Ulicę marzycieli" , czytałem w marcu. Łatwo sprawdzić, że "Zaułek łgarza" ma podłoże autobiograficzne: autor, podobnie jak jego bohater, porzucił studia w Cambridge i przez pewien czas byl londyńskim koszardem. Powieściowy Ripley Bogle, 22-letni wyrzutek irlandzkiego pochodzenia, to bezdomny pełną gębą - poznajemy go zmarzniętego, głodnego, kiedy ledwie żywy snuje się po stolicy brytyjskiego Imperium. Towarzyszymy mu raptem cztery dni, ale Bogle, piekielnie inteligentny i oczytany, zdąży opowiedzieć nam całe swoje dotychczasowe życie, w dodatku wpuścić nas kilka razy w maliny, przez co, kiedy wreszcie pod koniec zdobywa się na szczerość, pozostawia czytelnika w głębokiej konfuzji i zmusza do przewartościowania oceny swojej osoby. Szkoda jedynie, że polski wydawca zdecydował się na tytuł, który już na starcie podważa wiarygodność bohatera, co niestety osłabi...

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (7)

Marcin Wroński, "Pogrom w przyszły wtorek" Wroński w piątym "Maciejewskim" wykracza ponownie (po trzeciej w ciągu "Anieli") poza granice kryminału. I to tym razem jeszcze mocniej, bo w zasadzie wątki gatunkowe (śledztwo) są tylko trampoliną dla wątków historycznych (prowokowany pogrom żydowski A. D. 1945), a przede wszystkim do wielopłaszczyznowej panoramy życia w Lublinie tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej. A okres to wielce ciekawy i słabo rozpoznany w beletrystyce. Mimo sentymentu do "Kina Venus" muszę stwierdzić, że za piątym podejściem Wroński stworzył najlepszy tom cyklu, przy okazji na bezprecedensową skalę rozbijając bank z nagrodami (Wielki Kaliber - zarówno nagroda Jury jak i Czytelników, do tego nagroda na Festiwalu Kryminalna Piła). I w gruncie rzeczy uczynił nieistotnym pytanie, czy to jest jeszcze literatura retro-kryminalna, czy już po prostu literatura historyczna, z kryminalnej konwencji tylko czerpiąca.  5,5 / 6 Mario P...

Rewelacja z Belfastu (Robert McLiam Wilson, "Ulica marzycieli")

Zupełnie przypadkiem na św. Patryka - książka z Irlandii Północnej. Wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości. Ech, chyba od lektury "City" Baricco (marzec 2012 roku) nie zdarzyło mi się tak głęboko zakochać w książce, wpaść po uszy, ulec szeregowi emocji, wybuchom śmiechu i wielu wzruszeniom, dać się prowadzić autorowi jak po sznurku, zaangażować do tego stopnia, by z zamknięciem książki natychmiast zatęsknić za jej bohaterami. Dzięki Bibliożercy poznałem nieprzeciętną czeredę uroczych młodych Irlandczyków - wiecznie przegranego Jake'a (rozwód jeszcze przed 30-tką), grubego Miśka, który z głupia frant wygrywa na loterii życia wielką miłość i szalony fart w interesach, wściekłą bojowniczkę Aoighre, Roche'a - wyszczekane dziecko ulicy, innych kumpli od kufla i szereg indywiduów zamieszkujących Belfast. Jak przecudnie ironiczny jest styl Wilsona, jak wyważone są nuty melancholii w całej kompozycji! Potrafi uwieść, uśpić czujność - i wstrząsn...

Zgroza... zgroza... (Stanisław Srokowski, "Nienawiść")

Jeśli bierze się do ręki książkę, na motywach której Wojciech Smarzowski (zwłaszcza on!) kręci film o rzezi wołyńskiej, to oczywiście nie można się spodziewać, że będzie to lekka lektura. Ale nie przewidziałem, ze to pozycja AŻ TAK makabryczna, AŻ TAK przejmująca. W zasadzie miałem o niej nie pisać. Ale nie mogę jej przemilczeć. Srokowski, który sam jako dziecko przeżył rzeź swojej wsi, w szesnastu opowiadaniach dał świadectwo apokalipsie, jaką były akcje UPA wobec polskiej i żydowskiej ludności Wołynia (ale i Podola, a także Lubelszczyzny). Trzeba uprzedzić, gdyby ktoś, jak ja, nie zdawał sobie sprawy do czego zdolni byli wówczas Ukraińcy, że opisane przez Srokowskiego akty okrucieństwa przechodzą ludzkie pojęcie. Cóż mogę powiedzieć po tym, kiedy jedno z opowiadań ("Lea"), opisujące kaźń wykonaną na matce i bracie na oczach kilkuletniej dziewczynki, doprowadziło mnie do takiego stanu emocjonalnego, że Z ULGĄ przyjąłem śmierć tego dziecka, bo zaprawdę lepiej, że na konie...

Z rozmachem (James Clavell, "Tai-Pan")

James Clavell (1924-1994), z pochodzenia Anglik, z miejsca urodzenia Australijczyk, z wyboru Amerykanin, to autor raptem sześciu powieści, jednak przynajmniej trzy z nich to światowe bestsellery. Debiutował na poły autobiograficzną powieścią obozową "Król szczurów", by od drugiego dzieła (właśnie "Tai-Pan") poświęcić się tematyce historycznej w konwencji przygodowej. Książki te, początkowo zresztą niepowiązane ze sobą (trzeciego w kolejności powstania "Shoguna" nic nie łączy z wyżej wymienionymi poprzednikami), stopniowo ułożyły się w sagę sięgającą z jednej strony początku XVII wieku i aż lat 70. XX wieku z drugiej. Największy rozgłos przyniosły jednak Clavellowi egzotyczne wycieczki w przeszłość - do feudalnej Japonii ("Shogun") i recenzowana tu do początków Hongkongu.

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (6)

Ernest Hemingway, "Wyspy na Golfsztromie" Wydane pośmiertnie (nie one jedne z dorobku Hemingwaya) "Wyspy" to przejmujące studium radzenia sobie z poczuciem straty; na wielu poziomach, a z każdym kolejnym etapem - na poziomach coraz głębszych, jak kolejne kręgi piekielne. W wątkach byłych żon, zwłaszcza ukochanej pierwszej, w relacjach z rzadko widywanymi synami, łatwo dopatrzeć się tropów autobiograficznych. Podobnie jak w postaci głównego bohatera, mieszkającego na Karaibach samotnego malarza Thomasa Hudsona, odbija się sam autor, ze swoją szorstką, skrytą wrażliwością, z kultem męskiej siły wymieszanym z pogmatwanym życiem emocjonalnym. Trzeba przyznać, że jest to mieszanka, czy raczej koktajl, jedyny w swoim rodzaju; model mężczyzny równie ponadczasowy co Humphrey Bogart w swoim nieśmiertelnym prochowcu. Pierwsza część "Wysp" ma niepowtarzalny klimat raju, tyle że jest to raj tuż przed utratą. W przebieg ostatniej wizyty trzech ukochanych synów, przes...

Jadą wozy... (A. B. Guthrie, "Droga na Zachód")

Powieść Alfreda Bertrama Guthriego, jr. uhonorowana w 1950 roku Pulitzerem, wpisuje się w nurt westernu "osadniczego"; najmniej zmitologizowanego, i - co charakterystyczne - niezbyt obfitującego w arcydzieła. Z dorobku filmowego zapamiętany został bodaj tylko western-kolos "Jak zdobywano Dziki Zachód" (1962). W nurcie tym brak typowego westernowego konfliktu, a ważniejsze jest pokonywanie kolejnych trudów wędrówki i ewolucja postaci w jej trakcie (w tym ujęciu western "osadniczy" jest w pewnym sensie prekursorem, tak bardzo amerykańskich z ducha, "filmów drogi"). Tak też jest w "Drodze na Zachód", której autor przedstawia modelową historię wyprawy grupy osadników z Missouri do dopiero zasiedlanego wówczas, czyli w l. 40 XIX wieku, Oregonu. Przebieg powieściowej wyprawy to wierne odtworzenie rzeczywistych warunków życia na tzw. Szlaku Oregońskim (bagatela - 3000 km!), którym całe rodziny przemierzały kontynent amerykański.

Przemija jeździec (Larry McMurtry, "Horseman, Pass By")

O samym Larrym McMurtrym można poczytać na stronie "Lonesome Dove" , więc wspomnę tylko, że ten jeden z najważniejszych pisarzy na zachód od Mississippi jest u nas znany szczątkowo: z napisanych przez ponad pół wieku 32 powieści i 14 tomów esejów i literatury faktu wydano w Polsce całe 6 powieści, i to niekoniecznie same najlepsze. No dobra, "Lonesome Dove" jeszcze ujdzie *) , "Ostatni seans filmowy" też ma dużo uroku, a "Czułe słówka" to w swoim gatunku niekwestionowany klasyk. Ale reszta to był wybór z przypadku, w dodatku wydany w koszmarnie kiczowatych okładkach. "Od zawsze" czułem w kościach, że jeśli sięgnę w końcu po powieść w języku angielskim, będzie to książka właśnie McMurtry'ego. Jego debiutancki "Horseman", kupiony gdzieś tam za grosze, czekał na swoją kolejkę ze trzy albo cztery lata. No i się doczekał. Językowo poszło gładko; zrozumienie tekstu oceniam na 80%, musiałem tylko podciągnąć słownictwo z zak...