poniedziałek, 4 maja 2015

Odkurzanie notesu, czyli notatki zaległe (7)

Marcin Wroński, "Pogrom w przyszły wtorek"
Wroński w piątym "Maciejewskim" wykracza ponownie (po trzeciej w ciągu "Anieli") poza granice kryminału. I to tym razem jeszcze mocniej, bo w zasadzie wątki gatunkowe (śledztwo) są tylko trampoliną dla wątków historycznych (prowokowany pogrom żydowski A. D. 1945), a przede wszystkim do wielopłaszczyznowej panoramy życia w Lublinie tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej. A okres to wielce ciekawy i słabo rozpoznany w beletrystyce. Mimo sentymentu do "Kina Venus" muszę stwierdzić, że za piątym podejściem Wroński stworzył najlepszy tom cyklu, przy okazji na bezprecedensową skalę rozbijając bank z nagrodami (Wielki Kaliber - zarówno nagroda Jury jak i Czytelników, do tego nagroda na Festiwalu Kryminalna Piła). I w gruncie rzeczy uczynił nieistotnym pytanie, czy to jest jeszcze literatura retro-kryminalna, czy już po prostu literatura historyczna, z kryminalnej konwencji tylko czerpiąca. 
5,5 / 6


Mario Puzo, Ed Falco, "Rodzina Corleone" 
U podłoża "Rodziny Corleone" leży niezrealizowany scenariusz Mario Puzo. Wypełnia on pewne luki między młodością Vita Corleone, a weselem jego córki w 1945 r., które otwiera słynną powieść. Osadzona w latach Wielkiego Kryzysu fabuła w udany i dynamiczny sposób plecie figury i wątki, których echa i konsekwencje pojawiają się w "Ojcu Chrzestnym". Dowiadujemy się, jak Don Corleone uzyskał swoją wyjątkową w Nowym Jorku pozycję, jakim cudem irlandzki sierota został consigliere, a także dlaczego Luca Brasi budzi powszechną grozę i skąd wzięło się jego niezłomne przywiązanie do Dona Corleone. Ze swoistej literackiej nekrofilii amerykański średnio znany pisarz Ed Falco wybrnął, o dziwo, całkiem dobrze: ma pasujący do opowieści styl, wyczucie dramaturgii i charakterystycznego dla Puzo patosu, znakomicie operuje wyrazistymi detalami i dawkuje grozę (Luca Brasi!). A że historia jest wciągająca i uroczo zazębia się z detalami słynnego starszego dzieła, to efekt jest zaskakująco udany. Dla miłośników "Ojca Chrzestego" pozycja moim zdaniem obowiązkowa (w odróżnieniu od nieszczęsnych popłuczyn autorstwa Marka Winegardnera). 
5,0 / 6


Patrick O'Brian, "Jońska misja" 
Aubrey-Maturin, tom nr 8. Rok 1813, flota angielska na Morzu Śródziemnym od wielu miesięcy blokuje francuskie okręty w Tulonie. Oddelegogowany na blokadę zostaje też Jack Aubrey na pokładzie HMS "Worcester", jednakże wypadki polityczne sprawią, że bardziej potrzebny będzie w delikatnej misji dyplomatycznej na Morzu Jońskim (zresztą jako dowódca ukochanej HMS "Surprise"). Polityczne wygibasy pomiędzy trzema tureckimi książętami zakończą się tym co tygrysy lubią najbardziej, czyli spektakularną bitwą morską, a my otrzymujemy jeden z najsympatyczniejszych tomów cyklu. Mniam. 
5,0 / 6

3 komentarze:

  1. "Pogrom..." to taki mój mój mały wyrzut sumienia, przeczytałam dawno temu, nie napisałam ani słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się za to ciężko pisze o kolejnych tomach cykli które czytam (obecnie dwa, drugi to O'Brian), bo oba trzymają bardzo wysoki poziom, a ile razy można opisywać podobne wrażenia bez powtarzania się?:-)

      Usuń
    2. Link do poprzedniej opinii plus trzy słowa o fabule. Voila! ;)

      Usuń