poniedziałek, 2 marca 2015

Z rozmachem (James Clavell, "Tai-Pan")

James Clavell (1924-1994), z pochodzenia Anglik, z miejsca urodzenia Australijczyk, z wyboru Amerykanin, to autor raptem sześciu powieści, jednak przynajmniej trzy z nich to światowe bestsellery. Debiutował na poły autobiograficzną powieścią obozową "Król szczurów", by od drugiego dzieła (właśnie "Tai-Pan") poświęcić się tematyce historycznej w konwencji przygodowej. Książki te, początkowo zresztą niepowiązane ze sobą (trzeciego w kolejności powstania "Shoguna" nic nie łączy z wyżej wymienionymi poprzednikami), stopniowo ułożyły się w sagę sięgającą z jednej strony początku XVII wieku i aż lat 70. XX wieku z drugiej. Największy rozgłos przyniosły jednak Clavellowi egzotyczne wycieczki w przeszłość - do feudalnej Japonii ("Shogun") i recenzowana tu do początków Hongkongu.


William Daniell (1769–1837), Faktorie europejskie, Kanton

Autor "Tai-Pana" wypracował własny model powieści, łączący awanturniczą fabułę z bogatym tłem historycznym oraz wnikliwym, jak na Europejczyka, spojrzeniem na kulturę i mentalność Dalekiego Wschodu. Jego bohaterowie mają z reguły pewne pierwowzory w rzeczywistości, ale Clavell traktuje biografie jak surowiec i na ich bazie tworzy własne, autonomiczne wersje losów ludzi wplecionych w zawirowania orientalnej historii. Tak jest z Dickiem Struanem (częściowo wzorowany na szkockim kupcu Williamie Jardine), szefem największej firmy handlowej w Kantonie w l. 40. XIX wieku. To czas ważnych zmian w rejonie Morza Południowochińskiego. Oto angielscy kupcy i flota zajmują Hongkong, malutką skalistą wyspę u "miękkiego podbrzusza" Chin. Wybucha też I wojna opiumowa, bo handel z Chinami oparty jest na kruchej równowadze między sprzedażą Chińczykom opium, za które płacą srebrem, a zakupem ogromnych ilości herbaty, których łaknie Europa, a w zamian za którą Chiny przyjmują tylko srebro. Napięcia polityczne po obu stronach naruszają kruche status quo, zaś dla Struana i innych kupców jego utrzymanie oznacza oczywiście "być albo nie być". Struan jest przy tym jednym z głównych rozgrywających. Jego firma to - choć nie bez zachwiań - potęga; jej przydomek "Noble House" zobowiązuje, podobnie jak fakt, że sam Struan jest tytułowany Tai-Panem, największym z kupców. Pozycję tą wypracował z wielką przebiegłością, wyczuciem politycznych i ekonomicznych niuansów, dalekowzrocznym przewidywaniem, i - last but not least - dzięki wysiłkowi włożonemu w zrozumienie chińskiej kultury i mentalności. Struan, jak na bohatera rasowej powieści przygodowej przystało, ma oczywiście śmiertelnego wroga, Tylera Brocka - i rywalizacja między nimi stanowi jedną z głównych osi fabularnych. Jedną z wielu, bo postaci i wątków jest tu multum - jest wątek miłosny trochę jak z "Romea i Julii", mroczne skandale rodzinne, zamachy, przygody żeglarskie aż po rasową bitwę morską, początki Triad w Hongkongu, mieszane (anglo-chińskie) związki "pozamałżeńskie" i mieszani potomkowie z tychże, wreszcie kulisy międzynarodowej dyplomacji. 

NN, Hongkong, lata 40-te XIX w., posiadłość Jardine Matheson & Co.


Jednak wartka fabuła nie jest sama w sobie celem Clavella. Nad wszystkim unosi się wyraziste przesłanie o potrzebie wzajemnego zrozumienia przedstawicieli obcych sobie kultur. Odbija się to zarówno w relacjach Struana z chińską kochanką (urocza literacka kreacja niepokornej i temperamentnej Mei-Mei), jak i w charakterystyce jego synów, z których to ten mieszany, a nie ten czystej krwi angielski, jest bardziej zrównoważony i przewidujący. Inna rzecz, że autor "Króla szczurów" niekiedy ociera się się o łopatologię. Kryształowość Struana i demoniczność Brocka są chwilami zbyt jaskrawe, ale można to złożyć na karb przynależności gatunkowej. Niweluje to bogaty w niuanse drugi plan, pełen zróżnicowanych i na wskroś wiarygodnych postaci. Niejedna z nich w toku historii zaskakuje moralną woltą lub skrywaną mroczną tajemnicą, jednak nie czuje się w tym szeleszczących papierem literackich chwytów. I choć późniejszy "Shogun" jest powieścią lepszą, głębiej drążącą temat zderzenia kultur, ponadto posiadającą bardziej dwuznacznego protagonistę, "Tai-Pan" zachwyca epickim oddechem, szerokoekranowym rozmachem, panowaniem nad wielowątkową fabułą. Ponadto daje wgląd w fascynujący epizod, znaczący dla historii regionu (zajęty w 1840 przez Brytyjczyków Hongkong Chiny przejęły dopiero w roku 1997). Kapitalna, porywająca lektura.

William John Huggins, Whampoa, 1835

 Ode mnie: 5,5 / 6




6 komentarzy:

  1. "Shoguna" kojarzę tylko z serialu za to "Królem szczurów" zaczytywałem się za młodych lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z kolei ja "Króla szczurów" pamiętam dość mgliście (planuję powtórkę), za to właśnie "Shogun" to jedna z największych przygód moich nastoletnich lat, a i później do niego wracałem dwukrotnie (i to na pewno nie koniec). Serial jest w porównaniu z książką dużo uboższy w niuanse obyczajowe, zawiłość intryg i przebiegłość charakterów, a ponadto Chamberlain wypada fatalnie, w porównaniu z powieściowym Blackthornem - strasznie bez ikry. Broni się chyba tylko Mifune, ale to Mifune - mistrz. Za to powieść Ci polecam, z takiej przygodowej literatury z ambicjami - najlepsza jaką czytałem, od jest lat w moim "top ten".

      Usuń
    2. Serial słabo pamiętam - jako egzotyczną przygodówkę, bo też czego można oczekiwać gdy gra Chamberlain. Sam nie wiem czemu ale jakoś tak się składało, że koło "Shoguna" tylko krążyłem - bo nawet "Tai-pana" kiedyś zacząłem by porzucić po kilkunastu stronach.

      Usuń
  2. Och! Za mną póki co tylko "Król szczurów", mimo upływu lat lektura mocno zapisała mi się w pamięci. Widzę, że przynajmniej za "Tai-pana" koniecznie muszę się zabrać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak wyczekiwałem dostaw książek do biblioteki i z niecierpliwością wyszukiwałem charakterystyczne okładki Książnicy :) Oprócz Clavella zaczytywałem się bodajże Paulem Scottem, ale nic nie pamiętam :(

    OdpowiedzUsuń
  4. "Król szczurów" absolutnie numer jeden u mnie na liście. Widzę, że nie jestem odosobniona :)

    OdpowiedzUsuń