wtorek, 17 marca 2015

Rewelacja z Belfastu (Robert McLiam Wilson, "Ulica marzycieli")

Zupełnie przypadkiem na św. Patryka - książka z Irlandii Północnej.



Wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości.

Ech, chyba od lektury "City" Baricco (marzec 2012 roku) nie zdarzyło mi się tak głęboko zakochać w książce, wpaść po uszy, ulec szeregowi emocji, wybuchom śmiechu i wielu wzruszeniom, dać się prowadzić autorowi jak po sznurku, zaangażować do tego stopnia, by z zamknięciem książki natychmiast zatęsknić za jej bohaterami. Dzięki Bibliożercy poznałem nieprzeciętną czeredę uroczych młodych Irlandczyków - wiecznie przegranego Jake'a (rozwód jeszcze przed 30-tką), grubego Miśka, który z głupia frant wygrywa na loterii życia wielką miłość i szalony fart w interesach, wściekłą bojowniczkę Aoighre, Roche'a - wyszczekane dziecko ulicy, innych kumpli od kufla i szereg indywiduów zamieszkujących Belfast. Jak przecudnie ironiczny jest styl Wilsona, jak wyważone są nuty melancholii w całej kompozycji! Potrafi uwieść, uśpić czujność - i wstrząsnąć, bo jednak opowiada o Belfaście, mieście umęczonym trwającym 30 lat terroryzmem (akcja ma miejsce w latach 90. ubiegłego wieku).

I tak naprawdę to właśnie Belfast jest bohaterem jego opowieści, jak też przedmiotem zawoalowanego miłosnego wyznania, bo, zgodnie z zacytowanym na wstępie pierwszym zdaniem, jest to też opowieść o miłości do miasta. Miasta, które jest rozdarte między angielskich protestantów i irlandzkich katolików (wśród nich jedyny wyjątek stanowi wspomniany Misiek Lurgan - irlandzki protestant), a zarazem na swój sposób spokojne, zapyziałe, prowincjonalne. Swojskie do bólu. Może też dlatego tak łatwo się z nim zżyć. Powstała o nim książka nietuzinkowa, skrząca się kapitalnie humorystycznymi dialogami, uwodząca lirycznym wyczuciem narracji. Cudo.

-Rab, wyłącz to, dobra? - zawołałem. 
Rab, zarośnięty tłuścioch zdobny w wyjątkowo toporne tatuaże odchrząknął kwaśno: 
- Sięgasz pałą do zadka? 
- Co? 
- Sięgasz pałą do zadka? - powtórzył cierpliwie. 
- Czemu pytasz? - zaniepokoiłem się. 
- Bo jeśli sięgasz to pieprz się sam i nie zawracaj mi głowy!

Ode mnie: 6 / 6

Robert McLiam Wilson, Ulica marzycieli (Eureka Street) ; przeł. z ang. Maria Grabska-Ryńska. Katowice : "Książnica", 2000.

Książka dostępna w WBP w Lublinie

10 komentarzy:

  1. Jedna z moich ukochanych książek ever:) Mam pospisywane cytaty, które mnie totalnie rozbrajają. I to imię bohaterki - jakby charczała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aghhhrrr :) Mnie też rozłożyła na łopatki, wystawiłem pierwszą od niemal roku ocenę maksymalną :-) Gdyby nie blogosfera, pewnie bym nawet po "Ulicę" nie sięgnął, a tak - wczoraj w te pędy kupiłem na allegro cały box trzech książek Wilsona (24 zł!).

      Usuń
    2. Inne jego książki są inne :P A "Ulica ..." zacna, chyba sobie powtórzę :)

      Usuń
    3. Wiem, wiem, rozejrzałem się po opiniach. Ale nie zraża mnie to, po ponoć również są dobre - chociaż inne. A Twojego posta czytałem jeszcze zanim skończyłem książkę :-)

      Usuń
  2. Moja ukochana tego autora to "Autopsja". Jestem ciekawa Twojej opinii na jej temat, Bibliomiśku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś będzie, ale kiedy? Na razie jeszcze nawet nie dotarła :)

      Usuń
  3. "Ulica" jest kochana.
    A "Zaułek" mnie okropnie oszukał! Nie lubię go!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ciekawe, ciekawe. To co ludziska piszą na Biblionetce na temat finałowego "twista" BARDZO INTRYGUJE (na szczęście nie naciąłem się na żaden spojler).

      Usuń
    2. Zobaczymy, jak Ci się spodoba. Czy w ogóle spodoba.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń