wtorek, 15 września 2015

Pisarz obsesyjny (James Ellroy, "Czarna Dahlia")

Powiedzieć o Jamesie Ellroyu, że to ekscentryk i egocentryk - to nic nie powiedzieć. Media lubują się w etykietkach, a Ellroya określa się w Ameryce mianem "Cesarza kryminału", "Sułtana brudów", "Wściekłego psa literatury kryminalnej" itp. Warto więc wiedzieć, że te określenia wymyśla sam zainteresowany, nie chcąc, by przyklejano mu mniej malownicze określenia w rodzaju "współczesnego Chandlera". Chandlera nie ceni. Nie ceni zresztą niemal żadnego pisarza poza sobą ("Dla literatury kryminalnej jestem tym, kim Tołstoj dla literatury rosyjskiej, a Beethoven dla muzyki"). W ostatnich latach jednak robi wyjątek dla Jo Nesbø, którego docenia w swoim charakterystycznym stylu: "Jestem największym na świecie pisarzem kryminałów. Jo Nesbø to człowiek, który depcze mi po piętach jak wściekły pitbull gotów przejąć mój płaszcz, kiedy tylko zejdę z tego świata przed nim". Ta lekko groteskowa przesada jest jednak w naturalny sposób częścią publicznego wizerunku Ellroya i byłoby to śmieszne, gdyby w tej megalomanii facet nie miał sporo racji. 


(repr. za VQR)
Ellroya w dużej mierze "stworzyła" dramatyczna śmierć matki. Genevie Hilliker Ellroy, samotnie wychowująca syna, znana w lokalach LA lat 50. z miłości do alkoholu i niezbyt ciężkiego prowadzenia się, została zamordowana kiedy James miał 10 lat. Słynne zdjęcie (patrz obok) 10-letniego chłopaka przedstawia go ponoć chwilę po tym, jak dowiedział się o śmierci matki. Mordercy nigdy nie znaleziono, zaś sam Ellroy w późniejszych latach przeprowadził własne (również nieskuteczne) śledztwo; opisał je następnie w książce "My Dark Places". Drugim czynnikiem kształtującym przyszłego pisarza była książka "The Badge" ("Odznaka") Jacka Webba, którą 11-letniemu synowi podarował na urodziny ojciec. Webb opisał w niej najgłośniejsze śledztwa w dziejach policji Miasta Aniołów z lat 40. i 50. (w tym sprawę Czarnej Dalii). Pełna opisów makabrycznych zbrodni odcisnęła na psychice chłopca piętno na całe życie. To podobno właśnie po tej lekturze postanowił zostać pisarzem.

Wydana w 1987 roku "Czarna Dahlia" to jego siódma powieść - poprzednie to mniejszej lub większej wagi opowieści kryminalno-policyjne (w tym rozgrywająca się współcześnie, czyli we wczesnych latach 80., trylogia policyjna o Lloydzie Hopkinsie). Ale dopiero ta książka, dedykowana "Matce, w 29 lat po krwawym pożegnaniu", przyniosła mu uznanie i prawdziwy rozgłos. Ellroy do autentycznej makabrycznej zbrodni, którą w 1947 roku żyło całe LA, dopisał fikcyjne policyjne śledztwo, doprawił obsesyjnym, gęstym klimatem i otoczył wszystko panoramicznym obrazem pracy policji i prokuratury Miasta Aniołów. Śmierć Elizabeth Short, niedoszłej aktorki, której zmasakrowane i przepołowione zwłoki zostały znalezione w pewien styczniowy dzień, staje się sprawą, która nieodwołalnie zmieni losy dwóch panów B. - policjantów Bleicherta i Blancharda. Obaj zaangażują się w śledztwo, a ono w efekcie zrujnuje ich relacje, życie osobiste, kariery zawodowe. O ile to życie w ogóle było normalne - Lee Blanchard żyje bowiem z Kay Lake, byłą dziewczyną bandyty, którego wsadził za kratki (ten właśnie niebawem wychodzi na wolność), a Bucky Bleichert - zarazem narrator - pustkę w życiu będzie próbował, wbrew wszelkim zasadom zawodu, wypełnić romansem z sobowtórem zamordowanej. 

Obraz organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości przedstawiony w tle tej historii to istne bagno korupcji, uzależnień, przemocy i karierowiczostwa. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy - jak Bleichert - od czasu do czasu próbują nie okazać się skończonymi świniami (ale on też ma paskudne rzeczy na sumieniu). Polityka bez pardonu ingeruje w wymierzanie tak zwanej sprawiedliwości, przy czym to "tak zwanej" w świecie Ellroya nabiera szczególnego znaczenia. Zastępca prokuratora okręgowego Ellis Loew to jedna z długiego szeregu oślizgłych kreatur, zapełniających LA według Ellroya. Szczególną niechęć budzą też bracia Vogel, znani z brutalności i zaangażowani w brudne interesy policjanci. Bodaj tylko starzejący się detektyw Russ Millard zachowuje tu jako-taką przyzwoitość. Poza policją również to miasto również dalekie jest od obrazów produkowanych w Hollywood. Ostentacyjne bogactwo sąsiaduje z przygnębiającym ubóstwem slumsów, "złota era" Fabryki Snów - z branżą pornograficzną. Na ulicach i w głowach króluje segregacja rasowa ("czarnuchy" i ""kaktusy" to najdelikatniejsze z określeń), powojenne nastroje antyjapońskie i ledwie skrywana perwersja. Drapieżność i drobiazgowość opisu wynosi "Czarną Dalię" na poziom podanego bez znieczulenia, ostrego jak brzytwa portretu Ameryki sprzed Kennedy'ego i Luthera Kinga. I wyróżnia twórczość Ellroya z całego dorobku gatunku. To bezsprzecznie autorska "wartość dodana" - bezkompromisowa, pełna pasji panorama społeczna gra tu rolę równorzędną do skomplikowanego wątku kryminalnego. Razem tworzą epicką całość.

"Czarna Dalia" otwiera ellroyowski "Kwartet Los Angeles", na który składają się poza tym "Wielkie Nic", "Tajemnice Los Angeles" i "Biała gorączka". Cykl obejmuje lata 1947-1958 i - choć poszczególne powieści stanową autonomiczne wielowątkowe opowieści, łączą je życiorysy drugoplanowych postaci: wspomnianego wyżej Ellisa Loewa, porucznika (później kapitana) Dudleya Smitha, Eda Exleya, Lelanda "Buzza" Meeksa. Jedni wychodzą na pierwszy plan dopiero w kolejnych tomach, drudzy z pierwszego planu schodzą na dalszy, a jeszcze inni pozostają w cieniu, czy raczej w półmroku, także moralnym. W późniejszych latach uniwersum Ellroya rozrosło się o trylogię "USA Underworld", gdzie teatrem fabuły są całe Stany, a aktorami - mafiozi, agenci CIA i szef J. Edgar Hoover. Ale również niektórzy z głównych bohaterów tego cyklu "debiutowali" wcześniej w "Białej gorączce". Obecnie pisarz pracuje na "Drugim Kwartetem Los Angeles", który rozpoczyna się w przeddzień ataku na Pearl Harbor. Wśród bohaterów pierwszego tomu - ponownie Dudley Smith (jeszcze jako sierżant) i nastoletnia Kay Lake, późniejsza dziewczyna Lee Blancharda. Tom ten, zatytułowany "Perfidia", ukaże się w Polsce już niebawem - 23 września. Równolegle ze wznowieniem "Czarnej Dalii" i "Wielkiego Nic". Dla miłośników kryminałów data ta powinna być dniem wolnym od pracy.

Szczerze dodam na koniec, że mimo wieloletnich poszukiwań, nie znalazłem kryminałów mogących równać się sugestywnością z prozą Ellroya. To chyba jedyna wada jego twórczości - wszystko inne przy niej blednie. Społeczną i psychologiczną ostrością może chwilami zbliża się doń Dennis Lehane, bezkompromisowym stylem - jedynie Jo Nesbø. Prawdą o policyjnej pracy - wstrząsający 800-stronicowy reportaż Davida Simona "Wydział zabójstw - ulice śmierci". I tyle.

Ode mnie: 5,0 / 6

Na ucho: Mark Isham - suita z filmu



13 komentarzy:

  1. Tyle i aż tyle, dzięki za ten wpis. W tym tygodniu dotrze do mnie pierwszy tom ( Amerykański spisek) z Trylogii "Underworld USA".
    Nie czytałam nic Ellroya, natomiast czczę Chandlera... i Nesbo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najwyżej stawiam "Tajemnice Los Angeles" i właśnie "Amerykański spisek". Zobaczysz jak będzie, ale moim zdaniem nawet jeśli Ci "Spisek" nie podejdzie tematycznie albo stylistycznie, to absolutnie warto ugryźć "Dalię". Dlatego, że "LA Quartet" i "Underworld USA" dość znacznie się różnią tematycznie, a stylistycznie też "Kwartet" jest łatwiejszy w odbiorze. Ja też mam wielki sentyment do Chandlera, lubię wracać zwłaszcza do "Żegnaj, laleczko" i "Długiego pożegnania". To ostatnie mam nawet w prywatnym TOP 10 (link na górze). A Nesbo (dokładnie "Czerwone gardło") to pierwszy kryminał od lat, który przykuł na serio moją uwagę. A dokładnie stało się to w momencie, kiedy zginął jeden z głównych protagonistów. Do tej pory jedynie u J. E. spotkałem odwagę uśmiercenia jednej z głównych postaci powieści. Ciekaw jestem Twojego zdania, będę nasłuchiwał na blogu :).

      Usuń
  2. James Ellroy potwierdza ogólnie znaną prawdę, że autor może być co najmniej tak samo ciekawy, jak jego twórczość. Nie miałam pojęcia, że Ellroy jest znany z tak oryginalnej autoreklamy. Ale to pewnie dobra droga. "Siedź w kącie, a cię znajdą", już dawno nieaktualne. Widziałam "Czarną Dalię" i "Tajemnicę Los Angeles" na srebrnym ekranie, książki mam w planach, mam nadzieję, że bliskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja te określenia znałem już wcześniej (cytuje je z upodobaniem Jacek Szczerba w GW), ale o tym że to pomysły samego zainteresowanego, dowiedziałem się z wywiadu, który mam na blogu. Wywiad zresztą polecam, bo jest bardzo ciekawy, z tym, że nie mój, ale dzięki autorowi - bez skrótów redakcyjnych. Link w pierwszym akapicie recenzji.

      Ekranizację "Tajemnic" wielbię od lat, widziałem to w 1997 roku w kinie, od tamtej pory wracam do niego regularnie. "Dalia" DePalmy nie podobała mi się, bo choć cudnie dopieszczona audiowizualnie, to okrutnie poszatkowana w fabule. Ellroy zresztą twierdzi, e widział trzygodzinną wersję sprzed skrótów i była znakomita. Szkoda, że nie trafiła w tej formie do dystrybucji.

      Usuń
    2. Dzięki - wywiad przeczytany. Hmm, Ellroy to pełnokrwisty facet, który mówi, co myśli. A co do "Czarnej Dalii" - może ktoś, kiedyś, poszatkuje tę pełną wersję w kilkuodcinkowy serial? ;-)

      Usuń
  3. Gratuluję bardzo ciekawego tekstu :)
    Proza Ellroya jest bardzo mocna i sięgam po nią rzadko. Mam za sobą pełną narkotyczno-makabrycznych wizji serię z sierżantem Hopkinsem, który styka się z geniuszem zbrodni - tworzą ją :
    http://bonito.pl/k-90083595-wzgorze-samobojcow
    http://bonito.pl/k-90023088-noce-krwi
    http://bonito.pl/k-90056220-mroczny-powod

    tommy z Samotni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Ja akurat z Hopkinsem nie miałem do czynienia - poza filmem z Jamesem Woodsem. Wolałem klimaty lat 40., a i powieści z tego cyklu uchodzą za słabsze niż te z "LA Quartet". Ale fakt, ze Ellroya trzeba dozować z przerwami - ja od razu po "Dalii" zabrałem się za "Wielkie nic", ale odłożyłem, nie dam razy w takiej dawce. Nawet jeśli czytam kolejny raz. Pozdrowionka.

      Usuń
    2. Dodam, że jakiś czas temu wydano "Wydział śmierci" Pagana i tu porównania do Ellroya są jak najbardziej trafione. Mroczny, smutny klimat i intryga ukazująca zło tkwiące w człowieku. Jeśli nie czytałeś, to nieśmiało polecam :)
      http://merlin.pl/Wydzial-smierci_Hugues-Pagan/browse/product/1,1383572.html
      tommy z Samotni

      Usuń
    3. Oo, brzmi intrygująco. Dzięki za namiar. ja ze swojej strony polecam nieco bardziej psychologiczną niż thrillerową powieść "Bogowie deszczu" Jamesa Lee Burke'a. Zwłaszcza porównanie jej z "To nie jest kraj dla starych ludzi" Cormaca McCarthy'ego. Fabuła bliźniaczo podobna, ale zupełnie inne, humanistyczne podejście, kontrastujące z oschłością Cormaca. Te dwie powieści to fajny przykład polemiki literackiej, niebywale rzadkiej w tym gatunku.

      Usuń
    4. Lee Burke'a czytałem przed laty - o ile pamiętam Zysk i ska wydał kilka jego książek (Sunset Limited - na przykład). Po "Bogów deszczu" sięgnę. Dzięki za polecenie :)
      tommy z Samotni

      Usuń
  4. Ciekawie się zapowiada, a Twoja rekomendacja tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto sięgnąć po tą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze polecam - w kryminale nie napisano nic lepszego niż "LA Quartet".

      Usuń
  5. No powiem Ci, że udało Ci się skutecznie mnie tym tekstem zainteresować Jamesem Ellroyem. Swego czasu bardzo podobały mi się Tajemnice Los Angeles - film naprawdę z klimatem i klasą. Jeśli jego proza jest równie sugestywna jak ten post, który właśnie przeczytałem to z pewnością się nie zawiodę. Wpisuję na listę autorów do zapoznania się z nimi, bo nie ukrywam że jest to autor dotąd mi nieznany.

    OdpowiedzUsuń