piątek, 23 czerwca 2017

Jesień Komanczów (Michael Blake, "Święty szlak")

Dalszy ciąg powieści Michaela Blake'a Tańczący z Wilkami powstał 11 lat po premierze jej słynnej ekranizacji. Ten sam okres czasu dzieli obie fabuły, z czego prosty wniosek, że w Świętym szlaku mamy rok 1874. To właściwie ostatnie chwile istnienia wolnych Komanczów. W powieści znajdziemy więc zarówno słynną drugą bitwę pod Adobe Walls, jak i następującą po niej wojnę nad Rzeką Czerwoną, której kulminacją była tragiczna w przebiegu i skutkach bitwa w kanionie Palo Duro. W tym czasie miała też miejsce wizyta wodzów kilku plemion indiańskich (m.in. Komanczów, Czejenów i Arapahów) w Waszyngtonie, u prezydenta Ulissesa Granta. Wszystkie te wydarzenia znalazły swoje miejsce w powieści, choć są udziałem postaci fikcyjnych.


Jedną z nich jest rzecz jasna były porucznik kawalerii John Dunbar, obecnie Tańczący z Wilkami, choć tym razem nie znajduje się on w centrum uwagi. Jego perypetie (porwanie żony wraz z córką córką i ich poszukiwanie) stanowią luźne przetworzenie losów Cynthii Ann Parker - podobnie jak to miało miejsce w poprzednim tomie. Ale pisarza bardziej interesuje zagłada plemienia, więc koncentruje się na relacjach między przywódcami indiańskimi: wojowniczym Wiatrem we Włosach, powściągliwym Wierzgającym Ptakiem i sędziwym Dziesięć Niedźwiedzi. Więcej przestrzeni dostaje także młody mistrz koni Dużo Uśmiechów. Wraz z całym ludem stoją oni w obliczu sił, których nie są w stanie okiełznać, a ich zrozumienie - niewiele pomoże. Zapis emocjonalny tego momentu poprzedzającego tragiczny i chyba nieuchronny koniec potęgi Komanczów stanowi najmocniejszy aspekt powieści. O ile z talentem opisane są refleksje Dziesięciu Niedźwiedzi i Wierzgającego Ptaka, to niestety autor nie pokusił się o zniuansowanie białych Amerykanów. O ile jeszcze dobre chęci ma pastor Lawrie Tatum, to już generał Ranald Mackenzie jest postacią beznadziejnie jednowymiarową. A szkoda, bo akurat ten żołnierz zasługiwał na większą uwagę. Co prawda to on był pogromcą Komanczów, ale też właśnie z nim przyjaźnił się później przez wiele lat po swojej kapitulacji wielki wódz Quanah Parker. Gdyby Mackenzie był taki jak maluje go autor Świętego Szlaku byłoby to niemożliwe. Podobnym okrutnikiem jest generał William Sherman. Cóż, wynalazca taktyki spalonej ziemi nie był z pewnością łagodnego usposobienia, ale u Blake'a jest własną karykaturą.

Największe zastrzeżenia mam jednak do amnezji Tańczącego z Wilkami. Nie jestem w stanie uwierzyć, że przez 11 lat dorosły, bystry człowiek, oficer, jest w stanie zapomnieć języka i niemal wszelkiej wiedzy o swojej dawnej kulturze. Nie kupuję tego, a tym bardziej faktu, że żadnemu z Indian nie przyjdzie do głowy wykorzystać "białego Indianina" jako źródło wiedzy, czy choćby tłumacza. On sam zaś zachowuje się, jakby białych porzucił we wczesnym dzieciństwie, a nie w kwiecie wieku (porucznik kawalerii musiał mieć w 1863 roku, gdy porzucił białych, przynajmniej 24-25 lat!). A Dunbar zachowuje się, jakby nic o swojej dawnej rasie nie wiedział. Odbieram to niestety jako duży błąd pisarski.

Ogółem jednak książka broni się nienajgorszą rekonstrukcją kilku epizodów z historii walk z Komanczami i sugestywnym, przygnębiającym - zupełnie innym niż w Tańczącym... - klimatem. Dlatego wystawiam taką samą jak w przypadku poprzednika ocenę - ale tym razem bez podpierania się sentymentem wobec filmu. A propos - szkoda, że sam Święty szlak nie został w odpowiednim czasie przeniesiony na ekran. Jeszcze w 2008 roku jako reżysera anonsowano Simona Wincera, twórcę Na południe od Brazos. Potem temat umarł.

Ale i tak najciekawszą książką o Komanczach pozostaje Imperium księżyca w pełni.

Ode mnie: 4,0 / 6


Michael Blake, Święty szlak (The Holy Road) ; tł. Stefan Baranowski. Kraków : Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, 2007.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz