poniedziałek, 24 lipca 2017

Josif Brodski, "Pobudka"

Ptaszki siadają na drzew sękach.
Wyrobnik-zuch podwija rękaw.
W akademikach, studenterio,
budzisz się, zlana nocną spermą.

Choć absurdalne w swojej formie,
obłoki budzą tym euforię,
że wyglądają (rzecz przedziwna)
jak logika kumulatywna.

Słońce-detektyw błyska w oczy
odznaką światu, który w nocy
źle się sprawował. Rozczochrane
masy na pierwszą idą zmianę.


Popatrzmy teraz na to, co się
zdarzyło tylko raz w kosmosie:
życie na Ziemi. Wiele ponęt
ma ono - szczęściem, nie dla komet.

Jak o film, który sam się skazał
na wyświetlanie na pokazach
specjalnych - życie podbić może
widza, choć akcją budzi grozę.

Lecz czystość, cechująca lazur
w górze, wyjaśnia nam od razu,
czemu moralne nasze prawa
nie otrzymają w niebie brawa.

To, za co zwykleśmy winili
bogów, uważa się w tej chwili
za grę cząsteczek i przypadku.
Lepsza już blaga naszych dziadków.

Bez związku jednak z całym mrowiem
przyczyn i skutków- jedno powiem:
człowiek jest rad, jeżeli rano
wśród tego mrowia może stanąć.

Złocony zorzą, czuje dumę,
że, wzorem swej planety, umie
patrzeć spokojnie, bez grymasów
w twarz tego i przyszłego czasu,

bo jeśli się odrzuca wszystko,
co wmusza nam swe towarzystwo,
głaz robi się od głazu twardszy.
Serce też. Ale głaz jest trwalszy.

(1996, tłum. Stanisław Barańczak)





2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Będą jeszcze 22 wiersze - tyle poniedziałków zostało do końca roku. No chyba, że zamiast jednego bądź dwóch będą fragmenty z esejów albo mowy noblowskiej.
      2. Żadnej książki nie skopiowałem w całości.
      3. To prawda, dzięki Brodskiemu trzaskam dwa posty w tygodniu zamiast jednego. Sprytne, nie?
      4. Jakbym umiał pisać recenzje, to pracowałbym w "New York Review of Books".
      5. Niewypał. Jeden wyraz.

      Usuń