piątek, 1 września 2017

Kiedy umieram (Paul Harding, "Majsterka")

George Crosby umiera. Leży na łóżku w dziennym pokoju i w majakach wracają doń obrazy z minionego życia. W urywany, epizodyczny sposób poznajemy klocki, które składają się na emocjonalny portret tego odchodzącego mieszkańca Nowej Anglii. Istotną figurą jest wśród nich ojciec, który opuścił rodzinę w dzieciństwie George'a. On także dostanie głos i opowie o swojej z kolei samotności i także swoim ojcu.

Subtelna w założeniu opowieść o odchodzeniu, czasem bardzo dosłownym, ojca z życia syna, bo w rzeczy samej to właśnie wydaje się być głównym motywem splatających się opowieści, niestety nie osiąga spodziewanej siły. Związki emocjonalne trzech pokoleniach rodziny są nakreślone z wyczuciem. Pewne wątki sugerują związki przyczynowo-skutkowe między chorobą ojca a zachowaniem - lata później - dorosłego już syna (chodzi o Howarda, późniejszego ojca George'a) wobec własnej rodziny. Jednak, choć aż proszą się one o rozwinięcie, pozostają w zawieszeniu tak nieokreślonym, że nawet pisząc te słowa nie jestem pewien, czy popadam w nadinterpretację. Opisane w kulminacji spotkanie też właściwie nie prowadzi donikąd, tak jakby autor nie potrafił wykorzystać stworzonego przez siebie potencjału (który jest!). Nawet pojedyncze przejmujące sceny, zwłaszcza te opisane z dziecięcej perspektywy (to właśnie za nie stosunkowo wysoka ocena) pozostają w dziwnym oderwaniu i nie oddziałują na siebie nawzajem. Także dramat umierania George'a nie wybrzmiewa tak, jak powinien. W tym sensie Majsterka jest jednym wielkim niespełnieniem.

Jasne, na subtelności, wyciszeniu emocji, ba, nawet na stagnacji żywota można zbudować znakomitą literaturę (Profesor Stoner świadkiem), ale Harding sprawia wrażenie, jakby nie wiedział, o czym chce opowiedzieć. Czy o umieraniu, czy o relacjach ojcowsko-synowskich. Niedopowiada zbyt wiele i w dodatku niepotrzebnie gmatwa narrację wstawkami poświęconymi sztuce zegarmistrzowskiej, które w teorii mają chyba sugerować skupienie na przemijaniu, ale także pozostają zawieszone w próżni, gdyż temat ten nie znajduje odbicia w emocjach bohaterów. Zabrakło konsekwencji w budowaniu portretów psychologicznych bohaterów, zwłaszcza George'a, który mógłby być łącznikiem pomiędzy planami czasowymi, ale zbyt mało o nim i jego życiu emocjonalnym wiemy, by spełnił tę rolę. Przeczytałem w ostatnim czasie tą książkę dwukrotnie i nie potrafię odpowiedzieć na pytanie - za co Nagroda Pulitzera.

Ode mnie: 3,5 / 6


Paul Harding, Majsterka (Tinkers) ; Tłum. Maciej Nowak-Kreyer. Warszawa : W.A.B., 2015.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz