piątek, 6 stycznia 2017

Grzech nasz powszedni (Matthew Kneale, "Drobne występki w czasach obfitości")

Angielski pisarz Matthew Kneale (ur. 1960) po czterech powieściach, w tym bezpośrednio po kapitalnych Anglikach na pokładzie (moja Książka Roku 2015) przedstawił zbiór dwunastu opowiadań. Ich tematem jest zło banalne, zło - przynajmniej na początku - niepozorne, rodzące się nie w spektakularnych aktach (z wyjątkiem opowiadania Biel o arabskim terroryście), ale wśród drobiazgów codziennego życia. Zło, które powstaje wśród powszednich małych frustracji, niespełnień, tęsknot i pokus, na które wystawia nas zwykła egzystencja. Widać to już na okładce, na której widnieje tuzin przedmiotów, z których nie wszystkie to z definicji narzędzia mordu, ale wszystkimi można zabić lub zranić). Takie banalne zło budzi się w przypadku podrzędnego prawnika, który niespodziewanie znajduje klucz do bogactwa, ale by go użyć musi przejść na „ciemną stronę mocy” (Proszek). Podobnie jest z pokorną i cichą kurą domową, przykładną żoną i matką, która uświadomiwszy sobie własną śmiertelność wdaje się w gwałtowny romans (Liczby – to opowiadanie zawiera właściwie historie w jednym, bo w opisanym w nim małżeństwie każda strona ma swoje winy). Zakompleksiony grubas niespodziewanie poślubia egzotyczną piękność, co uwalnia w nim uśpione pokłady toksycznych emocji (Ciężar). Angielscy turyści w imię zachowania świętego spokoju łamią życie przygodnie spotkanemu Chińczykowi (Kamień). Handlarz bronią gdzieś w Afryce ulega idealistycznemu impulsowi, który… przeczytajcie sami (Metal). 

Kneale biegle operuje zmienną dramaturgią. Każde z opowiadań ma własną niepowtarzalną dynamikę - od bardzo angielskiej z ducha, powściągliwej narracji Kamienia po dławiący pierwszoosobowy przekaz arabskiego terrorysty w Bieli. Proszek utrzymany jest w tonie ironicznej komedii, Liście - o kolumbijskich korzeniach tegoż proszku - w refleksyjnej stylistyce Marqueza. Czas to relacja ze spotkania kumpli żegnających jednego z nich przed wyjazdem do Afganistanu, ale tak napisana, że przelatuje przed nami niemal całe życie bohaterów. Najkrótsze opowiadanie Tabletki - to tylko sześć stron, jedna jedyna pustynno-ambientowa scena. Jej cały tekst dałby się zekranizować na jednym ujęciu, ale jakże jest wstrząsający!

Ale że jest świetnym stylistą i literackim kameleonem, Kneale udowodnił już wcześniejszymi Anglikami na pokładzie (przypomnijmy - to powieść rozpisana na 21 narracji). Tym razem, żonglując scenami z całego globu (jakkolwiek w centrum uwagi zwykle są przedstawiciele rasy białej) podsuwa nam rozmaite lustra. Na swój chłodny i nieco ironiczny sposób pyta - a co ty byś zrobił, człowieku? Dramaty i dylematy bohaterów Kneale'a z reguły nie są spektakularne, ot - przestraszył się nocnego przechodnia bohater Dźwięku, wygodnie uzależniła od siebie młodszego kochanka bohaterka Słońca, a pani ze Smaku oskarżyła o drobną kradzież antypatyczną (a może tylko nielubianą?) służącą. Tym mocniej wybrzmiewa wiszące w powietrzu pytanie, wciąż obecne, choć Kneale ma dość dla nas szacunku, by nie zadać go wprost: Jak TY byś się zachował? Czy jesteś bez grzechu, by pierwszy rzucić kamieniem? Niewesoła - choć niepozbawiona przewrotnego humoru - materia Kneale'owych opowiadań, których liczba dyskretnie odsyła do symboliki biblijnej (apostołowie!), mieści się gdzieś nieopodal Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego. Wrażenie to potęgują jeszcze lakoniczne jednowyrazowe tytuły, często paradoksalne, symboliczne, wskazujące na znaczące detale czy rekwizyty. Mimo odmiennych tonacji, sytuacje aranżowane przez angielskiego pisarza są podobną mistrzowi kina metafizycznego współczesną próbą wywiedzenia refleksji moralnej wprost z codzienności. To w pewnym sensie nowoczesna ilustracja siedmiu grzechów głównych (nawet roboczy tytuł niniejszej recenzji to "Pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość..."), rozmienionych na tuzin grzechów powszednich. Naszych też.

Drobne występki... to już kolejna książka z prężnej gdańskiej oficyny Wiatr od Morza, której działalności z uwagą się przyglądam. Kneale to drugie - po Michaelu Crummeyu - kapitalne odkrycie Michała Alenowicza, wydawcy i tłumacza w jednej osobie. Ambitny dobór tytułów spoza listy okrzyczanych bestsellerów idzie u niego w parze konsekwentnie budowaną marką, której wyznacznikiem jest po prostu świetna, niebanalna, przemyślana i gęsta od klimatu literatura. Staranne edycje - pomysłowe okładki Kneale'a i niebywale nastrojowe fotografie Magdaleny Alenowicz na okładkach Crummeya - oraz subtelnie podkreślany wątek marynistyczny (spora część wydawanych przez niego powieści w jakimś stopniu związana jest z morzem) powoduje, że nie sposób temu przedsięwzięciu nie kibicować.

Ode mnie: 5,0 / 6

PS. Już przepisując ten tekst na czysto pomyliłem się: w przedostatnim akapicie zamiast "Naszych też" napisałem "Naszych nie". W kontekście tej akurat książki pomyłka ta nabiera bardzo symbolicznego charakteru...

Za książkę dziękuję wydawnictwu Wiatr od Morza



Matthew Kneale, Drobne występki w czasach obfitości (Small crimes in an age of abundance) ; przełożył Michał Alenowicz. Gdańsk : Wiatr od Morza, 2015.

6 komentarzy:

  1. Wciąż jestem do tyłu z Crummeyem, Dostatek leży i czeka już ze dwa lata. I tak sobie dojrzewamy do spotkania :) na tego Kneale'a nie zwróciłem uwagi, natomiast Anglicy przelotnie mnie zainteresowali z zawodowego punktu widzenia, jako eksperyment z tłumaczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jak już wyszły cztery książki Crummeya, a konkretnie debiut, to się zabrałem do czytanie. Natomiast Kneale'a, a konkretnie "Anglików" czytałem po zachwytach bodaj Mikołaja Marszyckiego, no i teraz już śledzę to wydawnictwo na bieżąco.

      Usuń
    2. Najwyżej będę miał dużo do nadrabiania, jak mi się ten Dostatek spodoba. A przekartkowałem w ramach nabierania ochoty i raczej mi się spodoba. Potem mogę iść w resztę ich tytułów :)

      Usuń
  2. "Przepisując na czysto"? Czyżbyś pisał wpierw swoje notki na brudno na papierze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie. Przeważnie piszę w Writemonkey (minimalistyczny edytor na cały ekran), ale czasem jak nie mam warunków/ochoty siedzieć na kompie, to jako brudnopis służy mi stary kalendarz Paperblanks. Jakoś co trzecią notkę w nim piszę najpierw.

      Usuń
  3. nie słyszałam wcześniej o tej książce :)

    OdpowiedzUsuń