piątek, 19 maja 2017

Długie pożegnanie (Marcin Wroński, "Czas Herkulesów")


To już dziewiąta powieść o Zydze Maciejewskim. Autor zapowiada jeszcze domknięcie cyklu zbiorem opowiadań, ale chełmska odsłona to ostatnia już pełnometrażowa historia. Pamiętam jeszcze pierwsze wydanie Morderstwa pod cenzurą z lubelskiej nieistniejącej już oficyny Red Horse - miało nieodparty prowincjonalny urok, zalatującą kiczem ale na swój szorstki sposób stylową okładkę, i reprodukcję planu Lublina z powieściowymi miejscami na wewnętrznej stronie okładki (akurat tego ostatniego elementu bardzo brakuje w późniejszych wydaniach W.A.B.). Od tamtej pory minęła już cała dekada. Kto by wtedy przypuszczał, że tak szybko zleci i tak się w ogóle rozwinie?


W tomie chełmskim autor wraca nie raz i nie dwa do korzeni, wspomina pierwsze (tj. właśnie z pierwszych tomów cyklu) sprawy kryminalne, którymi zajmował się Zyga, ogrywa niemal do przesady charakterystyczne cechy Maciejewskiego (jak kłopoty z zapałkami, motyw szczęśliwie rozładowany autoironią zanim przerodziłby się w autoparodię), no i tworzy intrygę chyba najbliższą konstrukcyjnie klasycznemu noir. Wypchnięcie Maciejewskiego do Chełma, gdzie prowadzi inspekcję niczym rosyjski rewizor, wyobcowało komisarza z jego naturalnego środowiska operacyjnego. Zresztą wcale nie zamierzał zostawać w Chełmie na dłużej; tylko przypadkiem świeży trup wykazuje powiązania z dawnymi zapaśniczymi idolami i jednym znajomym Maciejewskiego, dziś osiadłymi w prowincjonalnym miasteczku. "Emigracja" pozbawiła też Zygę wsparcia (pamiętacie Zielnego i Fałniewicza?), przez co jeszcze bliżej mu do samotnego detektywa rodem z Hammetta. Ale że natura nie znosi próżni, trafia mu się pomocnik i "kret" w jednej osobie - posterunkowy Horejuk. Ów Rusin to najciekawszą postać w Herkulesach - szeregowy glina rozdarty między wymuszoną lojalnością służbową, a zwykłą przyzwoitością, która skłania go ku wścibskiemu rewizorowi Maciejewskiemu. W dodatku Horejuk pracuje przytłoczony swoją własną kiepską pozycją w policyjnej hierarchii. Pochodzenie też nie działa na jego korzyść - przełożony i polscy policjanci przedstawicieli innych narodowości zbytnio nie cenią… I tak Horejuk, targany sprzecznościami, wyrasta niepostrzeżenie na postać żywcem wyjętą z klasyki noir. To bliski "krewny" chandlerowskiego Terry'ego Luxa z Długiego pożegnania - drobnego cwaniaczka, którego przerasta tocząca się wokół intryga, ale który w ostatniej chwili potrafi ocalić twarz; a może jeszcze bardziej porucznika Escobara z Chinatown, podobnie funkcjonującego między służbowym młotem a moralnym kowadłem.

Wielonarodowościowy koloryt jest w Chełmie jeszcze silniejszy niż w niedalekim Lublinie. To już jednak Kresy, a samo miasto - nic imponującego, kilkanaście błotnistych ulic i nadzieje na lepsze jutro, rozbudzone wielką budową wschodniej dyrekcji kolei. Na razie jednak Polacy, Rusini i Żydzi człapią tymi samymi ulicami kombinując, jak by tu dorobić parę groszy. Ten nadrzędny cel to wspólny mianownik dla całej galerii barwnych typów: rosyjskiego kolosalnego byłego mistrza zapasów, dobrze ustawionego inżyniera, kutego na cztery nogi cwaniackiego "menadżera", żydowskiego taksówkarza i prowincjonalnego nauczyciela (choć temu ostatniemu może i przyświecają też wyższe cele pedagogiczne, ale kto go tam wie...). Interesy, jak w klasyce gatunku, ubija się na i pod powierzchnią, a że przy okazji pojawi się kilka trupów - komendant Hejwowski chętnie przymknął by na to oko, tylko ten upierdliwy Maciejewski... On zawsze wsadzi nos gdzie nie trzeba.

Chełm Nowe Miasto 1926 – budowa kolonii mieszkalnej dla pracowników DOKP,
źródło: fotopolska.eu
I tak na styku tradycji noir i powieści policyjnej, w mało wystawnych ale jakże wielowymiarowych dekoracjach, w szorstkim, charakterystycznym dla Wrońskiego stylu (ach, jak ja uwielbiam te zgryźliwe spostrzeżenia i ironiczne wymiany zdań!) domyka się powoli epopeja o lubelskim komisarzu, jego czasach i jego regionie. I jeśli dziś miałbym szukać największych atutów cyklu, to byłby to w pierwszym rzędzie bohater - bliski tradycji gatunku, ale pełen indywidualnych cech, nie zawsze świetlanych. Druga wielka zaleta to kapitalna panorama przedwojennego (i odrobinę powojennego) Lublina (z bonusami) - portret miasta, jakiego gród nad Wisłą chyba w literaturze nie posiada (może - zachowując wszelkie proporcje - u Singera?). Także Czas Herkulesów roi się od smaczków, mikro-scenek, detali, które tworzą wielowymiarowy obraz epoki. Od pozornie humorystycznych scen na budowie, po twórcze wykorzystanie osoby Kazimierza A. Jaworskiego, założyciela i redaktora "Kameny". Jest mnóstwo na każdej stronie, przez co powieść, jak zwykle u tego autora, tętni życiem. No i trzeci wielki plus to niepowtarzalność. Każdy z dziewiątki tomów oparty jest na odmiennej intrydze i innych klimatach. Tyle, że jest to zamknięta ilość kombinacji. Stąd też autorska decyzja o zakończeniu cyklu - i jakkolwiek okropnie żal, to chwała Wrońskiemu, że będąc u szczytu popularności nie idzie w powtarzalność, odcinanie kuponów, kserowanie tego samego w innych układach, mówi sobie - "stop". To wielka odwaga.

Natomiast gdybym z perspektywy czasu miał wskazać tomy najlepsze, wymieniłbym trzy. Mój subiektywnie ulubiony to Kino Venus, z cudownym klimatem starych filmów i odważną decyzją marginalizacji Maciejewskiego na sporą część akcji. Z kolei najciekawsze tło historyczne ma wojenna A na imię jej będzie Aniela. I choć nadal uważam ją za średni kryminał, któremu niezbyt służy epizodyczna struktura, to po latach stwierdzam, że byłem zbyt surowy i pod niektórymi względami jest to najlepsza książka w ciągu: najmroczniejsza, najbardziej niejednoznaczna, w sumie najcięższa w odbiorze. To lubię. No i Pogrom w przyszły wtorek, najbardziej utytułowany, ale też koncertowo poprowadzony i fascynująco dokumentujący Lublin w totalnie wyjątkowym momencie historycznym. Przez fabułę osadzoną w epoce PKWN "Pogrom" jest zupełnie odmienny od wszystkich pozostałych odsłon cyklu. I zasłużenie został najbardziej uhonorowany nagrodami. Późniejsze tomy już mu nie dorównały - trzymają równy, bardzo dobry poziom, ale właśnie piąty tom miał, jako ostatni, ten błysk "ponad". także odcinek chełmski nie odstaje od jakości pozostałych, ale liderom nie zagroził.

Ode mnie: 5,0 / 6


Za książkę dziękuję WYDAWNICTWU WAB - GRUPA WYDAWNICZA FOKSAL

Marcin Wroński, Czas Herkulesów. Warszawa : Wydawnictwo WAB, 2017.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz