piątek, 2 lutego 2018

Miłość i wojna (Michael Crummey, "Pobojowisko")

Druga powieść (2005) nowofundlandzkiego pisarza, którego twórczość przybliżył nad Wisłą Michał Alenowicz (przy okazji zobaczcie na co wpadł ostatnio!), od pierwszych stron uwodzi niepowtarzalnym entourage'em rybackich wiosek i nadmorskich miasteczek Nowej Fundlandii. Crummey jak mało kto operuje nastrojem wyrastającym z pierwotnej scenerii i surowych warunków życia panujących w jego rodzinnych stronach w latach 40. XX w., podobnie jak w debiutanckiej Rzece złodziei z wirtuozerią odtworzył dzikość tych samych rejonów w wieku XIX. 

Wilgotny chłód klimatu panującego na Little Fogo i innych okolicznych wyspach, determinuje nastrój osadzonej tam love story między Wishem (obsługuje objazdowe kino) a rybacką córką Sadie. Kontrastowe zderzenie szorstkiego otoczenia i surowości panujących wśród mieszkańców obyczajów z gwałtownym, acz skrywanym, wybuchem namiętności, potęguje sugestywność scen miłosnych, w których opisie zmysłowość idzie w parze z poetyckim zacięciem. Na szczęście pisarska dyscyplina nie pozwala im osunąć się w kicz. Niestety na drodze kochanków staną nieprzychylni ludzie (Wish jest katolikiem, a Sadie - protestanką), a także wielka historia w postaci II wojny światowej, która rzuci Wisha aż pod Nagasaki, i to akurat w czasie, kiedy ktoś inny zrzuci tam pewien brzemienny w skutki ładunek.

Dewastację historii miłosnej przez przeżycia wojenne Crummey obudował w niejednoznaczny układ przyczyn - emocji, napięć, refleksji. Jak to w życiu - czasem trudno osądzić co i dlaczego potoczyło się tak jak się potoczyło, co było skutkiem świadomej decyzji, a które snute po latach rozważania to prowadzone na siłę racjonalizowanie zachowań w rzeczywistości impulsywnych, spontanicznych. Pod pewnymi względami narzuca też porównanie z późniejszą o 8 lat głośną powieścią Richarda Flanagana Ścieżki Północy, który mimo odmiennych założeń i innych proporcji, operuje podobnym układem wątków miłosnego i obozowego. Jednakże u kanadyjskiego pisarza głębokie wniknięcie w love story daje solidny fundament pod późniejsze poszukiwanie w niej oparcia przez bohatera w obozowych opałach. Spodziewane katharsis ustępuje natomiast przed zupełnie prozaicznym życiem, w którym też jest miejsce na miłość, ale w zupełnie innych odcieniach. I w efekcie autor Pobojowiska wygrywa w cuglach ze swoim nowozelandzkim kolegą po piórze, u którego tandetny wątek miłosny był elementem literacko najsłabszym, choć konstrukcyjnie bardzo istotnym. U Crummeya przeciwnie - niezależnie od gorzkiego (a może po prostu życiowego) końca, młodzieńcze interakcje uczuciowo-erotyczne w surowych kanadyjskich plenerach opisane są z wielką klasą i wyczuciem. Powalają nastrojem, napięciem i zapadają w pamięć na długo. Jak w życiu. Bo Pobojowisko to książka, w której konwencja melodramatu z wielką miłością w roli głównej jest tylko narzędziem, a nie celem. I może właśnie dlatego finał jeszcze mocniej ściska za gardło. 


Ode mnie: 5,0 / 6

Na ucho:  nastrojowe country z Kanady:




Michael Crummey, Pobojowisko (The Wreckage) ; Tłum. Michał Alenowicz. Gdańsk: Wiatr od Morza, 2014.




1 komentarz:

  1. Wielka historia lub komplikować ludzkie losy, a dobra literatura lubi sięgać po ten motyw. Crummeya jeszcze nie czytałem, ale recenzje bardzo do tego zachęcają.

    OdpowiedzUsuń