poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Serce w kapeluszu (Larry McMurtry, "Leaving Cheyenne")

Druga powieść McMurtry'ego (1963) jest zarazem kolejną po debiucie z 1961 r. odsłoną "Trylogii z Thalii", w której teksaski pisarz uwiecznił kraj swojej młodości. Potomek rancherów po raz kolejny mierzy się więc z odchodzącym w przeszłość etosem kowbojskim i pionierskim, ustępującym wobec nieuchronnych przemian cywilizacyjnych. Przyjmuje jednak tym razem odmienny klucz fabularny. W Horseman, Pass By opowieść, relacjonowana z jednego punktu widzenia, niedaleka była od jedności czasu i miejsca, a jej wymiar egzystencjalny wyrażał się w relacjach postaci tyleż stereotypowych, co symbolicznych. Konflikt między młodym, gniewnym i głodnym życia młodzieńcem a starzejącym się ranczerem - jego ojcem - odbijał się echem w starciu między odchodzącym w przeszłość etosem hodowców bydła a nadciągającą mentalnością wydobywców ropy naftowej. Wszystko zamykało się kilku miesiącach 1954 roku. Tym razem struktura opowieści jest odmienna, a środek jej ciężkości leży gdzie indziej.


Osią fabuły podzielonej na trzy części książki jest historia miłosnego trójkąta rozciągniętej na lata 20., 40. i 60. ubiegłego stulecia, a każda część odpowiada innemu dziesięcioleciu. Nie tworzą one ciągłości, ale subtelnie prowadzone nici narracji bogatych w retrospekcje łączą w całość tę pozornie epizodyczną strukturę. Każda część opowiedziana jest przez innego bohatera. Gideon, introwertyczny syn starzejącego się ranchera (który jest postacią typową dla McMurtry'ego), boryka się z gorącym uczuciem do młodej Molly, mieszkającej nieopodal w podupadłym gospodarstwie za wzgórzem z agresywnym ojcem-alkoholikiem. Przyjaźń Gida z niezależnym kowbojem Johnnym niesie powiew wolności i swobody wpisanych nierozerwalnie w pejzaż Teksasu, mimo znaczących różnic charakterów między nimi. O ile ten pierwszy symbolizuje przywiązanie do rodzinnej ziemi, ten drugi uosabia niezależność - a obie te wartości są charakterystyczne dla Teksańczyków obserwowanych czułym okiem 27-letniego pisarza. Dobrze ilustruje to długa sekwencja wyprawy obu chłopaków w poszukiwaniu pracy z dala od rodzinnych stron: Gideon dość szybko wraca do domu, zaś dla Johnny'ego dom jest tam, gdzie jego siodło. Znamienna jest też rola Molly - to tęsknota do niej jest bezpośrednią przyczyną powrotu Gideona, ale jest on - w równym stopniu jak do dziewczyny - przywiązany do rodzinnej ziemi. Sama Molly jest w pewnym sensie personifikacją ogniska domowego, do którego regularnie wraca także Johnny, choć - póki wiek pozwala mu zachować mobilność - na krótkie okresy czasu. Zew wolności jest w nim silniejszy, choć to także ulegnie zmianie z upływającymi latami oraz - jak można się domyślać - z kurczącym się zapotrzebowaniem na kowbojskie usługi.

List znaleziony w książce :) 
Bowiem duch "Starego Teksasu" nieuchronnie odchodzi w przeszłość. Kontynuacji etosu nie zapewnią potomkowie z małżeństw Molly i Gida: tych pierwszych zniszczy cywilizacja w postaci II wojny światowej, a drudzy w najmniejszym stopniu nie będą zainteresowani utrzymaniem rancza. Obchodzi ich wyłącznie sprzedaż ziemi i szybki zysk. Z tego schyłku zdaje sobie też sprawę ojciec Gida, strzelający sobie w głowę gdy czas jego zbliży się ku końcowi. Pozostaje jedynie wspomnienie, tak jak w opowieści McMurtry'ego stopniowo wspomnienia zajmują coraz więcej miejsca: tak dzieje się w środkowej narracji Molly i zamykającej narracji Johnny'ego. Współczesny świat, w osobach żony Gideona i jej cynicznego brata, sprowadza kowbojów i rancherów do roli westernowego skansenu, co w Leaving Cheyenne pozbawione jest choćby cienia odzewu w nadchodzącym pokoleniu (inaczej niż w Horseman, Pass By i Ostatnim seansie filmowym, gdzie przemijanie weteranów Starego Zachodu wstrząsa młodszymi bohaterami).

Autor, kreśląc drugą już historię ze swojego Thaliańskiego uniwersum, nie powiela poprzedniej, ale ją uzupełnia i zarazem poszerza zbiorowy portret mentalności ludzi Teksasu. Jednocześnie tworzy kolejny szkic do późniejszego opus magnum - Na południe od Brazos. Tak jak w debiutanckiej powieści 17-letni Lonnie Bannon zapowiadał postać Newta, tak trójkąt miłosny Gid-Molly-Johnny, a także cechy charakterów osób biorących w nim udział, znajdą wyraźne rozwinięcie w pulitzerowej powieści. Introwertyczny Gid mógłby być synem Calla, Johnny to wolny duch bliski Augustusowi, zaś Molly i jej życiowe wybory - z małżeństwem na czele - wyraźnie zapowiadają Klarę. Co ciekawe, u McMurtry'ego to kobieta okazuje się osobą najsilniejszą, najbardziej pragmatyczną, i najmocniej stąpającą po ziemi. To Molly dyktuje warunki swoich relacji z mężczyznami i wyznacza dystans, w jakim się znajdują. I jako jedyna z nich trojga - jakkolwiek na równi z nimi jest wpisana w mijający świat - jako kobieta pozostaje wolna od odurzającego wpływu męskich fantazmatów, z których na ich oczach rodzi się popkulturowy gatunek zwany westernem. Źródła tej swoistej męskiej bierności McMurtry analizował w jednym z esejów z tomu In a Narrow Grave. Ale Molly - inaczej niż choćby jej rówieśnica Mabel, wdowa po Gideonie - do końca nie wyrzeka się swojego dziedzictwa. Nietrudno zgadnąć, która z nich bliższa jest autorowi.

Ode mnie: 5,0 / 6


Larry McMurtry, Leaving Cheyenne. London : Orion Publishing Co., 1998.

2 komentarze:

  1. McMurtry jest pisarzem, który potrafi pożenić (hue hue) męską prozę z bardzo silnymi postaciami kobiecymi. I nie są to, jak to czasem bywa, kobiety silne tylko po to, by męski bohater udowodnił swoją siłę, zdobywając je. Męskie słabości są tu bowiem ukazane wyjątkowo boleśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to u niego stała proporcja. T świadoma konfiguracja - LMcM boryka się z tą męskością, czy raczej jej fantazmatem, w różnych konwencjach niemal we wszystkich znanych mi książkach.

      Usuń